fot. PAP/Mateusz Marek

[NASZ DZIENNIK] Andrzej Olechowski – cenny i użyteczny agent

Jeden z założycieli Platformy Obywatelskiej, Andrzej Olechowski, brał udział w grach operacyjnych Służby Bezpieczeństwa PRL z zachodnimi wywiadami – pisze w „Naszym Dzienniku” Zenon Baranowski.

Dzięki wnikliwym badaniom Rafała Olberta, historyka IPN, poznaliśmy szczegóły wieloletniej współpracy Andrzeja Olechowskiego z wywiadem i kontrwywiadem PRL. Historyk przedstawił swoje ustalenia w najnowszym numerze periodyku „Aparat represji w Polsce Ludowej 1944-1989”. Przeanalizował on dokumenty, które jeszcze kilka lat temu znajdowały się w tzw. zbiorze zastrzeżonym, wobec którego wysuwano zarzuty, że stanowi miejsce ukrywania materiałów o dawnych współpracownikach specsłużb PRL. Z materiałów SB wynika jasno, że długoletnia współpraca byłego czołowego polityka PO ze Służbą Bezpieczeństwa nie ograniczała się, wbrew jego zapewnieniom, tylko do przekazywania informacji na tematy gospodarcze.

Andrzej Olechowski w czasie współpracy w latach 1973-1986 nosił szereg kryptonimów: „Rene”, „Renet”, „Tener”, „Broch”, „Must”. Jako ekonomista pracujący w agendzie ONZ w Genewie był wykorzystywany przez komunistyczne służby do gier operacyjnych z zachodnimi wywiadami.

– Olechowski podczas odbywanych w ciągu kilkunastu lat spotkań z wysłannikami brytyjskiego wywiadu na terenie Europy Zachodniej i Stanów Zjednoczonych dostarczał wyselekcjonowane przez SB wiadomości dotyczące sytuacji gospodarczej i politycznej w Polsce, przekazywał również odpowiednio dobrane dane dezinformacyjne” – wskazuje Rafał Olbert.

Zaznacza, że Andrzej Olechowski był „cennym i użytecznym źródłem agenturalnym służb specjalnych PRL”.

Historyk kreśli również jego karierę po 1989 r., kiedy to Olechowski „z powodzeniem prowadził karierę polityczną, nie wspominając o swoich relacjach z tajnymi służbami państw zachodnich”.

Andrzej Olechowski to jedna ze znaczących postaci III RP. Był ministrem w kilku rządach, doradcą prezydenta, a także współzałożycielem Platformy Obywatelskiej. Jego powiązania ze Służbą Bezpieczeństwa wyszły na jaw już w 1992 r. On bagatelizował jednak sprawę, twierdząc, że współpracował jedynie z wywiadem gospodarczym.

Były działacz opozycyjny Stanisław Fudakowski podkreśla, że na tego typu ludziach opierał się ten system, który do tej pory nie został rozliczony.

To jest nasza największa klęska, że mając tak dobre karty od 1980 r., właściwie od wyboru Papieża, który dał nam oparcie, nie przeprowadziliśmy dekomunizacji i nie odsunęliśmy od władzy ludzi dawnego systemu – ocenia w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” Stanisław Fudakowski.

Ironią losu ten wpływowy w ostatnich latach funkcjonowania PRL ekonomista (oprócz działalności w NBP pełnił funkcję dyrektora departamentu w Ministerstwie Współpracy Gospodarczej z Zagranicą w rządzie Mieczysława F. Rakowskiego), wieloletni współpracownik wywiadu i kontrwywiadu SB i reprezentant strony rządowej podczas negocjacji Okrągłego Stołu objął w lutym 1992 r. jeden z najważniejszych resortów w gabinecie Jana Olszewskiego, kojarzonego powszechnie głównie z podjętą akcją lustracyjną – wskazuje na pewien paradoks historyk IPN.

Forsowali go jako głównego negocjatora w transakcjach z zachodnimi wierzycielami Jeffrey Sachs i David Lipton, doradzający kolejnym rządom w kwestiach dokonywania przemian gospodarczych – zaznacza.

Jak zeznawał przed komisją sejmową Piotr Naimski, dyrektor UOP za czasów Olszewskiego, przedstawiciele wywiadu płk Henryk Jasik czy Gromosław Czempiński ukrywali przed nim powiązania agenturalne Olechowskiego.

W nowej rzeczywistości politycznej uznawali oni za stosowne zatajanie agenturalnej przeszłości osób ubiegających się o najważniejsze stanowiska państwowe – podkreśla Rafał Olbert.

 Mimo ujawnienia jego powiązań z SB nie zahamowało to jego kariery. Został wiceministrem handlu zagranicznego w rządzie Bieleckiego i doradcą ds. gospodarczych prezydenta Lecha Wałęsy. Szefował MSZ w rządzie Waldemara Pawlaka. W tym czasie jego dawny oficer prowadzący Czempiński stał na czele UOP.

Wynagrodzenie od służb

W 2000 roku kandydował w wyborach prezydenckich, uzyskując drugi wynik. Wówczas, składając oświadczenie lustracyjne, przyznał się, że był TW specsłużb PRL, ale ograniczył się jedynie do przyznania się do współpracy z wywiadem gospodarczym. Olechowski na rozprawie lustracyjnej mówił, że nie pobierał wynagrodzenia, ale przeczą temu zachowane materiały archiwalne. Finałem jego kariery politycznej był udział, obok Donalda Tuska, w tworzeniu nowej partii politycznej – Platformy Obywatelskiej.

Skoro Olechowski był w ten sposób uwarunkowany, w sensie współpracy, a zarazem był głównym twórcą całego pomysłu utworzenia PO, to myślimy, że to wszystko chyba od samego początku było tylko werbalnym podkreślaniem jego wiedzy ekonomicznej i służyło do uczynienia go twarzą gospodarczego filaru partii – stwierdza w rozmowie politolog prof. Mieczysław Ryba.

Dodaje, że po latach pewne rzeczy są ujawniane i bardziej rozumiemy pewne działania z najnowszej historii.

Jest to dosyć charakterystyczne właśnie dla Tuska. Lubił przyciągać ludzi i grać tymi ludźmi, na których miał teczki. Z pewnością doskonale wiedział, jaka jest przeszłość Olechowskiego i innych. I po prostu trzymał ich w ręku do czasu, kiedy przestali być mu potrzebni. A potem w sposób obywatelsko-demokratyczny ich się pozbywał  – kreśli w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” schematy zachowań obecnego premiera prof. Wiesław Wysocki.

Pozycja wyjściowa była świetna, tylko potem ktoś nasiał kąkolu i do władzy doszli ludzie, którzy kolaborowali z komunistami i miękko wylądowali w wymarzonej rzeczywistości, którą była demokracja, i natychmiast schowali się za prawodawstwo unijne. Oni właśnie wraz z rodzinami uciekają od odpowiedzialności za swoją 45-letnią działalność i dlatego tak bronią w tej chwili Unii, ponieważ Unia ze swoim zakłamaniem im odpowiada – mówi Stanisław Fudakowski.

Skąd wzięła się „Solidarność”? – zastanawia się rozmówca.

Z cierpienia Polaków, z ich nadziei na lepszą przyszłość i z wiary ojców, która się zachowała po II wojnie światowej w naszych rodzinach wbrew komunizmowi, ale to wszystko zostało zakwaszone przez kąkol kolaborantów, a myśmy nie potrafili tego skutecznie pokonać – ocenia Stanisław Fudakowski.

Wizja państwa Tuska to jest wizja à rebours, na odwrót. Dlatego partia nazywała się „obywatelską”, choć obywatelską nigdy nie była. I cały szereg różnych instytucji miał charakter właśnie taki, zaprzeczający normalnym formom życia publicznego. Tusk tworzy państwo odwróconych wartości. To, co jest normalne, u niego jest odwrócone o 180 stopni – podkreśla prof. Wiesław Wysocki.

Pułapka kłamstwa

Cała epopeja „Solidarności” w pewnym momencie zaczęła opierać się na kolaboracji, której efektem był okrągły stół. To było nie tylko nierozliczenie komunizmu. Ale byli tam jeszcze ludzie, którym się wydawało, że trzeba z komunistami się dogadać po to, żeby otworzyć szczęśliwe wrota do lepszej rzeczywistości, nie zdając sobie sprawy, że wchodzimy w ten sposób w pułapkę kłamstwa – akcentuje Stanisław Fudakowski.

Zenon Baranowski/ „Nasz Dziennik”

drukuj