fot. PAP/Tytus Żmijewski

Prof. G. Kucharczyk: Antypolonizm to było zjawisko o takiej amplitudzie nienawiści, że zaślepiało nie tylko niemieckie elity polityczne. Niestety wpisało się w kulturę polityczną Niemiec i trwa do dziś

Parę tygodni temu do publicznej wiadomości – także u nas w Polsce – dotarła informacja, iż rząd Angeli Merkel potajemnie umawiał się z Rosją Putina na to, że oficerowie Bundeswehry mieli szkolić na poligonach rosyjskich armię rosyjską. Czyli oficerowie państwa NATO, jakby nie było, mieli szkolić już po 2008 roku, po inwazji Rosji na Gruzję, armię Putina. To jest dokładnie nawiązanie do tradycji, kiedy demokratyczna Republikańska Rzesza Niemiecka szkoliła się „dzięki uprzejmości” totalitarnego Związku Sowieckiego. Niemcy Weimarskie, mimo że demokratyczne, republikańskie, wielopartyjne, bez cenzury, nie widziały nic zdrożnego w tym, żeby umawiać się z totalitarną Rosją bolszewicką przeciwko Polsce. Antypolonizm tak ich zaślepiał. To było zjawisko polityczne, społeczne i kulturowe o takiej amplitudzie nienawiści, że to rzeczywiście, można powiedzieć, zaślepiało nie tylko niemieckie elity polityczne. Niestety wpisało się w kulturę polityczną Niemiec i trwa do dziś – zaznaczył prof. Grzegorz Kucharczyk, historyk, pracownik Instytutu Historii Polskiej Akademii Nauk, w środowym programie „Rozmowy niedokończone” na antenie TV Trwam.

„Niemiecki antypolonizm – wczoraj i dziś” to temat środowych „Rozmów niedokończonych”. Gościem programu był prof. Grzegorz Kucharczyk, który w ostatnim czasie wydał książkę „Histeria i pogarda. Antypolonizm w Republice Weimarskiej”. W Telewizji Trwam opowiadał o stosunku Niemców do Polaków po zakończeniu I wojny światowej w 1918 roku, ale jeszcze przed dojściem Adolfa Hitlera do władzy w 1933 roku.

– Antypolonizm rozumiem jako zespół pewnych poglądów stereotypowych, czyli fobii antypolskich, uprzedzeń, krzywdzących opinii wobec Polski, wobec kultury polskiej, społeczeństwa polskiego, które były artykułowane właśnie między 1918 a 1933 rokiem w demokratycznych Niemczech. (…) Jeżeli jedna z największych frakcji parlamentarnych w Reichstagu w latach 20-tych zgłasza interpelację parlamentarną w sprawie koloru szlabanów kolejowych w Niemczech, bo im się nie podoba, że one są biało-czerwone – tak jak każdy szlaban biało-czerwony – bo to się źle kojarzy z barwami Polski, tej znienawidzonej Polski, to mamy do czynienia z pewną amplitudą niechęci do Polski, do Polaków, która osiąga niebywałe granice. Mamy do czynienia z debatą parlamentarną na temat koloru szlabanów kolejowych, bo im się wydaje, że to jest ujmą dla honoru niemieckiego, dla godności niemieckiej – zwracał uwagę prof. Grzegorz Kucharczyk.

Historyk wspomniał, że w tamtym czasie naród niemiecki, który był postrzegany jako „twardo stąpający po ziemi”, okazał się być bardzo podatny na różnego rodzaju manipulacje czy teorie spiskowe.

– Po 1918 roku ich kultura polityczna jest przesycona różnego rodzaju mitami, teoriami spiskowymi. Oni naprawdę na przykład wierzą, że Niemcy nie przegrały wojny w 1918 roku, a armia niemiecka nigdy nie została pokonana w polu. (…) Częścią idei 1919 roku w Niemczech był właśnie sprzeciw wobec niepodległości Polski, wobec samego faktu niepodległości Polski. Odbudowa Polski to było – według Niemców – jakimś aktem niesprawiedliwości dziejowej wobec Niemiec. (…) Niemcy od prawa do lewa uważali, że Polacy przez to, że np. organizują powstanie wielkopolskie, kolejne powstania śląskie i w ogóle budują niepodległe państwo polskie, okazują rażącą niewdzięczność wobec Niemiec, które to dały Polsce niepodległość. A kiedy to Niemcy dały nam niepodległość? (…) Dla niemieckich elit i dla niemieckiego społeczeństwa fakt podziału Górnego Śląska – trzecie powstanie śląskie, rok 1921 – to była trauma nawet większa od Wersalu. Oni naprawdę nie mogli tego przeżyć, że Górny Śląsk, zwłaszcza ta bardziej uprzemysłowiona część, została przyznana Polsce – akcentował gość TV Trwam.

Zdaniem prof. Grzegorza Kucharczyka na totalitaryzm niemiecki trzeba spojrzeć z perspektywy Republiki Weimarskiej, w której narastała nienawiść do Polski i polskiego społeczeństwa. To tam zaczęło się to, co później nasiliło się w III Rzeszy i skutkowało tym, czego dokonywali na Polakach w czasie II wojny światowej, czyli – jak powiedział historyk – „bestialstwo Niemców”.

– Totalitaryzm to jest słowo klucz. Jeżeli popatrzymy na – trzeba tak powiedzieć – bestialstwo Niemców wobec Polski i Polaków po 1 września 1939 roku, ludobójstwo połączone z taką chęcią deptania godności narodu polskiego, to moim zdaniem nie można znaleźć odpowiedzi, dlaczego tak się stało, jeżeli nie spojrzymy właśnie na lata Republiki Weimarskiej. (…) W szkołach, jeszcze przed dojściem Hitlera do władzy, oni nasycili się właśnie histerią i pogardą wobec Polski i polskości. (…) To się nie narodziło z dnia na dzień. Totalitaryzm niemiecki, narodowo-socjalistyczny, bazował w odniesieniu do antypolonizmu już na tym, co zostało przygotowane w demokratycznych Niemczech. Zresztą, jak wiemy, Hitler też nie wymyślił antysemityzmu. On odziedziczył ten fakt, który był w niemieckiej kulturze politycznej – podkreślał pracownik Instytutu Historii Polskiej Akademii Nauk.

Nienawiść do Polski i Polaków – jak wspomniał gość TV Trwam – doprowadziła do podpisania między Republiką Weimarską a Rosją bolszewicką układu w Rapallo 16 kwietnia 1922 roku.

– Republikańska Demokratyczna Rzesza Niemiecka układa się z pierwszym w dziejach totalitarnym państwem, czyli z Rosją bolszewicką. Dlaczego? Dlatego, że celem jest wykończenie Polski, jak powiedział jeden z kanclerzy Rzeszy Niemieckiej w 1922 roku. (…) Ja od razu miałem „z tyłu głowy” myśl, jak parę tygodni temu do publicznej wiadomości – także u nas w Polsce – dotarła informacja, iż rząd Angeli Merkel potajemnie umawiał się z Rosją Putina na to, że oficerowie Bundeswehry mieli szkolić na poligonach rosyjskich armię rosyjską. Czyli oficerowie państwa NATO, jakby nie było, mieli szkolić już po 2008 roku, po inwazji Rosji na Gruzję, armię Putina. To jest dokładnie nawiązanie do tradycji, kiedy demokratyczna Republikańska Rzesza Niemiecka (…) szkoliła się „dzięki uprzejmości” totalitarnego Związku Sowieckiego. Niemcy Weimarskie, mimo że demokratyczne, republikańskie, wielopartyjne, bez cenzury, nie widziały nic zdrożnego w tym, żeby umawiać się z totalitarną Rosją bolszewicką przeciwko Polsce. Antypolonizm tak ich zaślepiał. To było zjawisko polityczne, społeczne i kulturowe o takiej amplitudzie nienawiści, że to rzeczywiście, można powiedzieć, zaślepiało nie tylko niemieckie elity polityczne. Niestety wpisało się w kulturę polityczną Niemiec i trwa do dziś – zwracał uwagę historyk.

W czasach Niemców Weimarskich operowano antypolskim stereotypem „Polnische Wirtschaft”, które oznaczało skrajną niegospodarność, brak planowania i manier oraz bałaganiarstwo Polaków. Prof. Grzegorz Kucharczyk zauważył pewną analogię do współczesnego postrzegania przez Niemców narodu polskiego.

– Według tego stereotypu Polacy nie są w stanie nic stworzyć, nic zorganizować. No i nagle ta biedna Polska, II Rzeczpospolita, bez funduszy unijnych, bez żadnych innych wsparć zagranicznych wybudowała od podstaw miasto i port w Gdyni. Mało tego – połączyła to miasto i port tzw. magistralą węglową z Górnym Śląskiem. No i cała narracja o „Polnische Wirtschaft” się sypie, bo są fakty. (…) Dla pokolenia twórców II Rzeczpospolitej istotne było to, że niepodległość miała być przepustką, warunkiem realizowania ambitnych celów. (…) Gdynia, magistrala węglowa, potem Centralny Okręg Przemysłowy, a w naszych czasach tą „Gdynią” jest Centralny Port Komunikacyjny. Ale słyszymy, że po co nam to, jak jest lotnisko w Berlinie. (…) Nikt się nie zastanawiał nad tym, że Berlinowi nie będzie podobać się Gdynia. Po prostu wybudowano Gdynię, bo taki był nasz interes, takie mieliśmy ambicje. A dzisiaj, niestety, spora część polskich elit myśli na zasadzie: „Ojejku, a co powiedzą w Berlinie? A czy w ogóle to jest nam potrzebne, skoro nasz wielki sąsiad, nasz adwokat w Europie, (…) będzie się krzywo patrzeć?”. To jest dramat, że spora część polskich elit politycznych jest tak zafiksowana na to, co powiedzą Niemcy – zaznaczył gość „Rozmów niedokończonych”.

 

radiomaryja.pl

drukuj