fot. pixabay.com

Niemiecki dom aukcyjny zamierzał sprzedać dokumenty i pamiątki po ofiarach niemieckich i rosyjskich zbrodni w czasie II wojny światowej

Niemiecki dom aukcyjny chciał sprzedać dokumenty i pamiątki po ofiarach niemieckich obozów koncentracyjnych, a także zamordowanych przez Rosjan w ramach Zbrodni Katyńskiej. Aukcja została zablokowana. Równocześnie Ambasador Niemiec w Polsce podważa wiarygodność raportu o polskich stratach wojennych i atakuje jego autorów.

 Niemiecki dom aukcyjny Felzmann z Neuss planował sprzedaż ponad sześciuset przedmiotów z okresu II wojny Światowej. Były wśród nich listy napisane przez więźniów niemieckich obozów, ich prywatne dokumenty i pamiątki. Na sprzedaż wystawiono akta gestapo i dowody potwierdzające nazistowskie zbrodnie: egzekucje czy przymusowe sterylizacje. W ofercie była nawet opaska z gwiazdą Dawida. Ceny wywoławcze przedmiotów rozpoczynały się od kilkuset euro. Zablokowania aukcji domagał się Instytut Pamięci Narodowej.

„Tego typu artefakty stanowią bezcenne świadectwo historii oraz cierpienia milionów ludzi. Nie mogą być traktowane jako towar czy element kolekcji. Ich miejsce jest w muzeach, archiwach oraz instytucjach pamięci (…)” – podkreślił IPN.

Aukcję potępił Międzynarodowy Komitet Oświęcimski.

 „Dla ofiar prześladowań nazistowskich i ocalałych z Holokaustu ta aukcja jest cynicznym i bezwstydnym przedsięwzięciem, które pozostawia ich oburzonych i bez słowa. Ich historia i cierpienie wszystkich prześladowanych i zamordowanych przez nazistów są wykorzystywane dla zysku komercyjnego” – wskazał Christoph Heubner, wiceprezes wykonawczy Międzynarodowego Komitetu Oświęcimskiego.

Prezydent Karol Nawrocki wezwał polski rząd, aby zażądał zwrotu przedmiotów wystawionych na sprzedaż lub w ostateczności je wykupił, a poniesione koszty dopisał do rachunku reparacyjnego.

To jest niebywały skandal – zaakcentował prezydencki minister, Karol Rabenda.

– Nikt nie czuje jakiegoś dyskomfortu, jakiegoś problemu z tym, że handluje się w zasadzie pamiątkami po ofiarach II wojny światowej i robi się na tym zysk. To jest coś obrzydliwego – powiedział minister Karol Rabenda.

Dom aukcyjny ostatecznie odwołał aukcję. W tej sprawie ze swoim niemieckim odpowiednikiem rozmawiał wicepremier i minister spraw zagranicznych, Radosław Sikorski.

 „Zgodziliśmy się, że należy zapobiec takiemu zgorszeniu. Pamięć o ofiarach Holokaustu nie jest towarem i nie może być przedmiotem komercyjnego obrotu. Polska dyplomacja apeluje o powrót artefaktów do Muzeum Auschwitz” – poinformował wicepremier Radosław Sikorski.

Dom aukcyjny nie zajął do tej pory oficjalnego stanowiska. Nie ma też żadnych komunikatów ze strony niemieckiego rządu, mimo że w Niemczech w niedziele obchodzony jest Dzień Żałoby Narodowej poświęcony ofiarom totalitaryzmów. Sprawę skomentowała europoseł Konfederacji, Anna Bryłka.

– To pokazuje, jaki jest stosunek Niemców do ofiar II wojny światowej, w ogóle do tego, co się działo po 1939 roku, gdzie próbuje się zakłamywać historię – zwróciła uwagę europoseł Anna Bryłka.

Sprawa aukcji zbiegła się w czasie z wymianą zdań na portalu X niemieckiego ambasadora w Polsce z byłym wiceszefem MSZ, Arkadiuszem Marczykiem. Miguel Berger zaatakował polityka PiS, który był odpowiedzialny za przygotowanie raportu o niemieckich zbrodniach w Polsce.

„Szanowny panie pośle, myli się pan sądząc, że pański >>raport<< i pański aktywizm będą kształtować przyszłość naszych relacji. Ciągłe podziały kreowane przez ludzi takich jak pan, pomagają jedynie Putinowi” – napisał ambasador RFN w Polsce.

Niemcy do tej pory nie rozliczyły się z dokonanych w Polsce zbrodni. Mamy pełne prawo do reparacji. Wpis ambasadora jest skandaliczny.

Dyplomata powinien zostać odwołany – grzmiał poseł PiS, Michał Wójcik.

– Oskarżanie Polaków o takie rzeczy, jak pan ambasador napisał, jest zupełnie niepojęte. Jest nieuczciwe po prostu – oznajmił poseł Michał Wójcik.

 Do tej pory MSZ nie wezwał niemieckiego ambasadora do wyjaśnień. Miguel Berger w przeszłości jako członek niemieckiego rządu bronił rosyjsko-niemieckiego projektu Nord Stream.

– Nie ma polityków bardziej pro-Putinowskich niż osoby odpowiedzialne za tą politykę w Niemczech, które nabijały budżet Rosji przed inwazją – podsumował minister Karol Rabenda.

Z kolei szef Urzędu do Spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych, Lech Parell, przekazał, że na aukcji w Niemczech miały być też sprzedawane pamiątki po ofiarach Zbrodni Katyńskiej. W liście do Domu Aukcyjnego Felzmann żądał wycofania przedmiotów, a także przekazania ich do właściwych placówek muzealnych w Polsce.

Prezydent Karol Nawrocki w związku ze skandaliczną aukcją oraz wpisem niemieckiego ambasadora podtrzymał deklarację, że będzie konsekwentnie domagał się reparacji od Niemiec.

TV Trwam News/PAP/radiomaryja.pl

drukuj