fot. Katarzyna Kwaczyńska/Kancelaria Sejmu

Sejm: 66 osób zabrało głos w wysłuchaniu publicznym ws. projektu znoszącego dwukadencyjność w samorządach

W Sejmie odbyło się wysłuchanie publiczne projektu, który zakłada zniesienie dwukadencyjności w samorządzie. Propozycję w tej sprawie przygotowało PSL. Ludowcy chcą, aby tak jak przed 2018 r., wójtowie, burmistrzowie i prezydenci miast mogli być wybierani bez ograniczeń.  

Łącznie do zabrania głosu podczas wysłuchania publicznego na ten temat zgłosiło się 66 osób. Wśród nich byli zarówno przedstawiciele władzy samorządowej, jak i organizacji społecznych. Zwolennicy zniesienia dwukadencyjności w samorządzie wskazywali m.in. na niekonstytucyjność obecnie obowiązujących przepisów i przestrzegali przed ich skutkami.

Stanowisko w tym zakresie przedstawił m.in. Wiesław Berski, wójt gminy Kobyla Góra, członek PSL-u.

– Nam nie chodzi o to, że my chcemy się utrzymać przy władzy, brzydko mówiąc. Po prostu uważamy, że jeśli po następnych wyborach odejdzie blisko 70-80 proc. włodarzy, to jaki będzie chaos panował w Polsce w trudnych czasach? Chciałbym, żeby Sejm tej kadencji to zrozumiał, jakie będą konsekwencje, bo potem na odwrócenie tego wszystkiego może być już za późno – przekonywał Wiesław Berski.

Podczas wysłuchania wybrzmiały także stanowiska przeciwników projektu przedstawionego przez Ludowców. Zniesienie kadencyjności to postulat władzy, a nie obywateli – podkreślał Andrzej Andrysiak ze Stowarzyszenia Gazet Lokalnych.

– Nie służy ochronie wspólnot lokalnych, a interesowi wąskiej grupy 2,5 tysiąca wójtów, burmistrzów i prezydentów. Po drugie, dwukadencyjność jest dziś jedynym dostępnym narzędziem dla wspólnot lokalnych do ograniczenia nieprawidłowości w samorządach. Nie jest nim referendum lokalne, bo z racji konstrukcji premiuje absencje, o czym Państwo doskonale wiedzą. Nie są nim prokuratury, bardzo często powiązane osobiście i towarzysko z władzami samorządowymi. Dwukadencyjność nie ogranicza żadnych praw ani wolności. Ograniczenia nałożone na wybrane grupy i stanowiska w trosce o interes społeczny są w demokracji naturalne. Argument „niech małej ojczyzny decydują same o sobie” abstrahuje od realiów. W małych miejscowościach wyborcza konkurencja z urzędującym wójtem, burmistrzem, prezydentem wiąże się z konsekwencjami osobistymi – tłumaczył Andrzej Andrysiak.

Inni przeciwnicy projektu PSL przekonywali, że dwukadencyjność wymusza zmianę włodarzy, a tym samym inne spojrzenie na sprawy danej gminy i możliwości jej rozwoju.

Dwukadencyjność organów wykonawczych gmin, połączona z wydłużeniem jednej kadencji do pięciu lat, została wprowadzona w 2018 roku przez rząd Zjednoczonej Prawicy. Ludowcy chcą to zmienić. Ich rozwiązanie w Sejmie popierają Koalicja Obywatelska i Lewica. PiS, Konfederacja, Polska 2050 i partia Razem są temu przeciwne.

RIRM

 

drukuj