fot. domena publiczna

[Nasz Dziennik] O. S. Piętka OFMConv: Ojciec Kolbe był jakby personifikacją hymnu o miłości

Ojciec Kolbe był jakby personifikacją hymnu o miłości. Miłość z natury jest zaprzeczeniem pychy. Miłość to szczególny rodzaj empatii, to zdolność wczuwania się w drugiego człowieka, a jednocześnie też zrozumienie jego sposobu myślenia, spojrzenie z jego perspektywy na rzeczywistość. To współodczuwanie, czyli realne odczuwanie bólu innych osób. Taki był o. Maksymilian dla swoich współczesnych i taki jest dla nas. Poznając go i czytając jego pisma, odkrywamy kogoś nam bliskiego, kto rozumie nas i nasze troski – mówił o. Stanisław M. Piętka OFMConv, franciszkanin z Niepokalanowa, w rozmowie z red. Krzysztof Gajkowski z „Naszego Dziennika”.

W 84. rocznicę męczeńskiej śmierci św. Maksymiliana pragniemy wspomnieć go jako wychowawcę narodu polskiego. Czy możemy o. Kolbego tak nazwać?

Święty Maksymilian Maria Kolbe jest patronem tożsamości chrześcijańskiej, katolickiej i narodowej Polski. Ojciec Maksymilian był wielkim patriotą. Nie jest dziś rzeczą modną pisać i mówić o patriotyzmie. Obecne liberalne, a właściwie można powiedzieć libertyńskie elity nie chcą znać ani szukać żadnego wychowawcy dla naszego Narodu. Dziś, zamiast mówić o Polaku i jego zobowiązaniach wobec ojczyzny, mówi się o Europejczyku i obywatelu świata. Obywatelstwo narodowe jawi się jako nacjonalistyczne w najgorszym tego słowa znaczeniu.

Takie myślenie było obce o. Kolbemu, jak i całemu pokoleniu ludzi wychowanych w okresie międzywojennym. Ówcześni obywatele Polski nauczyli się miłości do swojego kraju, pomimo że przez 123 lata nie był on obecny na mapach Europy. Ich miłość do Polski była bezwarunkowa i pełna determinacji, rozumieli ją niemal wszyscy, od harcerza po seniora. Takie słowa, jak „miłość”, „matka”, „Ojczyzna”, były w powszechnym poszanowaniu. Dziś brakuje nam szacunku i ofiarności dla Polski, które cechowały tamto pokolenie, o czym zaświadczyło, przelewając własną krew w 1920, a później w 1939 roku. Tej postawy patriotycznej – przecież miłej Bogu! – możemy uczyć się od o. Maksymiliana Kolbego.

Święty Maksymilian patriotyzm rozumiał jako postawę obywatelską opartą na zdrowym morale narodu, na prawdach wiary i na religii. W katolicyzmie widział gwarancję tożsamości narodowej Polaków. Nie miał wątpliwości, że polski patriotyzm zawsze był związany z Kościołem i że taki powinien pozostać. Łączył się z osobą księdza i wszystkim tym, z czym się kapłan kojarzy.

Święty Maksymilian przez swoją postawę i swoje refleksje na temat Ojczyzny wpisywał się w ten obraz. Niejednokrotnie był uczestnikiem uroczystości religijno-patriotycznych. Z wielką radością przyjął połączenie święta Królowej Korony Polskiej ze świętem narodowym 3 Maja, nazywając tę zbieżność „piękną ideą”. Był przekonany, że to połączenie będzie prowadzić „do urobienia dusz, uzdrowienia ich, dania im ideału”. Nie miał wątpliwości, że na jego oczach rozgrywa się w świecie bitwa z patriotyzmem. Stał na stanowisku, że wygrać ją możemy, tylko trwając w bliskiej relacji z Bogiem i Matką Przenajświętszą.

W jaki sposób o. Maksymilian rozpoznawał zagrożenia dla życia wierzących, dla Narodu?

Ojciec Kolbe bardzo jednoznacznie potrafił rozpoznać i nazwać zagrożenia, które przeszkadzają w miłości do Ojczyny. Wśród nich wskazywał brak uczciwości, brak wypełniania obowiązków względem Boga, siebie i bliźniego.

Według pouczeń o. Maksymiliana niszczenie Polski zaczyna się od destrukcji ludzkiego sumienia. Po nim następuje niszczenie materialnej struktury kraju. Jego słowa nie straciły na aktualności. Posłuchajmy: z jednej strony „drożyzna wzrasta z dniem każdym, kraj chyli się do ekonomicznego upadku, rząd słaby i nieudolny; czujemy, że jakaś tajemnicza ręka zawsze nam bruździ i do zguby wciąga”. Z drugiej strony „na całej kuli ziemskiej, tu słabiej, tam bardziej zaciekle, toczy się walka przeciwko Kościołowi i szczęściu dusz”. Czy te słowa wypowiedziane przed niemal stu laty przez świętego nie pasują i do dzisiejszych czasów?

Ojciec Kolbe był z Ojczyzną złączony na dobre i na złe. Był z nią w chwilach budowania Gdyni i Centralnego Ośrodka Przemysłowego. Był w chwilach dramatycznych w roku 1920. Był też w roku 1926, podczas przewrotu majowego, gdy na bruku warszawskim popłynęła wylana bratnią ręką krew polskiego żołnierza i przechodnia. Był w latach 30., gdy rządy Marszałka poddano totalnej krytyce. Wreszcie o. Kolbe był z Ojczyzną w roku 1939 i podczas pierwszych lat wojny. Służył Polsce i Polakom, co przypłacił uwięzieniem w niemieckim obozie koncentracyjnym i oddaniem życia za swojego rodaka Franciszka Gajowniczka. Przykład jego życia to wzór wiernego syna ojczyzny, patrioty, wiernego katolika i pobożnego zakonnika. Niewątpliwie o. Maksymilian należał do tych, którzy upominali się o prawdę, budzili sumienia i wlewali nadzieję na lepsze jutro, budząc ducha narodowego i uczucia miłości do ojczyzny. Robił to świadomie, bo – jak sam diagnozował – z braku miłości do ojczyzny rodzi się zdrada narodowa, powstają przeniewierstwa i przyszłość kraju staje się zagrożona. Pouczenia o. Kolbego wypływały z miłości do Polski i są dla nas zobowiązaniem do miłowania jej.

Widząc wady narodowe, trzeba na nie odpowiedzieć. Czy o. Maksymilian mówił, jak to uczynić?

Ojciec Maksymilian głęboko przemyślał odpowiedź na to pytanie. On mówi tak: „Niechaj dzisiaj wszyscy bez wyjątku odprawią szczerą spowiedź i zaczną żyć po katolicku, natychmiast szybko podźwignie się Ojczyzna, uzdrowią finanse, zawrze rzetelna praca”. I dodaje, dowodząc swej racji retorycznym pytaniem: „Czyż Pośredniczka łask Bożych nie jest Królową Polski?”. Ratunek może przynieść nasza Królowa: „Tak, Ona, Niepokalana, musi zawładnąć naprawdę całą Polską. […] Ona musi być w Sejmie. Ona w Senacie”.

To jest nadal aktualne. Błogosławiony prymas Stefan Wyszyński stwierdził w Radiu Watykańskim, że „o. Kolbe narodził się w samą porę, żył i działał we właściwym czasie. Był i jest aktualny dla Narodu i świata na dziś”. W dniu beatyfikacji o. Maksymiliana w swoim dzienniku zapisał takie słowa: „błogosławiony nasz ojcze Maksymilianie, wydaje się nam, że spełniamy wiernie Twój niepisany testament, gdy całą Polskę i wszystkich Polaków oddajemy w macierzyńską niewolę miłości Maryi za Kościół Święty, który Ty chciałeś ratować w imię Niepokalanej. Pomóż nam spełnić to, co było największym pragnieniem Twojego życia, by cały świat zdobyć dla Maryi Matki Kościoła, iżby błogosławioną zwać ją mogły wszystkie narody Ziemi”. Od razu nasuwa się myśl, że odpowiedzią na wady narodowe powinno być nasze osobiste i wspólnotowe wypełnienie przyrzeczeń Jasnogórskich Ślubów Narodu Polskiego.

Sam o. Maksymilian zostawił nam dar, jakim jest Rycerstwo Niepokalanej, wraz z którym możemy Polskę i świat zdobywać dla Niepokalanej, a tym samym walczyć z naszymi narodowymi wadami.

Zawierzenie NMP Niepokalanej ma być dla nas punktem odniesienia w tej walce?

Poświęcenie – takiego zwrotu używał o. Maksymilian – swojego życia Niepokalanej rodzi w człowieku bardzo konkretne owoce. Niepokalana to przecież ta niewiasta, która zgodnie z Bożym planem miażdży głowę szatana, jak to było zapowiedziane w Księdze Rodzaju, zwycięża wraz ze swoim potomstwem – Jezusem Chrystusem – zło. Zawierzając Jej swoje działania, zostajemy umocnieni. Ojciec Maksymilian w duchu posłuszeństwa nauce papieży – tu szczególnie Leona XIII – dostrzegał potrzebę zakładania stowarzyszeń katolickich, angażowania świeckich, włączania się w wychowanie i kształcenie młodzieży. A wszystko to pragnął poddać kierownictwu Niepokalanej. Chodziło więc o to, aby przez nasze ręce działała Matka Boża. W tym spełniać się miało Rycerstwo Niepokalanej, a więc w uświęcaniu naszej rzeczywistości, w przeobrażaniu świata, w kierowaniu każdego napotkanego człowieka w stronę Boga, w piętnowaniu grzechów, zaczynając od swoich własnych. Walka Rycerstwa polega na wydzieraniu dusz szatanowi i na uświęcaniu ich przez Niepokalaną.

Po drugiej stronie stoją ci, których o. Kolbe nazywał bezbożnikami?

Święty Maksymilian odważnie mówił, że wrogiem patriotyzmu jest „bezbożnictwo komunistyczne”, które „stara się rozsiewać swoje zacofane poglądy, gdzie tylko się uda”. Ostrzegał, że jest to ideologia niszcząca tkankę Narodu oraz substancję religijną polskiego społeczeństwa. Ta prawda o komunizmie jest uniwersalną prawdą o lewicy, która przecież i dziś stanowi realne zagrożenie dla nas jako dla Narodu.

Bezbożnictwo za czasów o. Maksymiliana wykorzystywało do nagłaśniania swoich haseł media. Dziś także media są tubą niebezpiecznych ideologii. A przecież każde dzieło i każdy wynalazek może służyć dobru, także współczesne środki społecznego przekazu. Liberalne media niestety wykorzystują to, że większość ludzi zatrzyma się na ich przekazie, nie zgłębi tematu, nie dotrze do meritum. Święty Maksymilian, podejmując działalność wydawniczą i radiową, szedł naprzeciw tym lewicowym prądom, naprzeciw tej fali manipulacji. Słuchając dziś Radia Maryja, dostrzegam, że o. dr Tadeusz Rydzyk CSsR i Radio Maryja idą jego śladem i mierzą się ze współczesnymi falami lewicowych prądów w mediach, odpowiadają rzetelnością na niedomówienia, półprawdy i przekłamania, a przy tym głoszą Ewangelię i krzewią w naszych domach modlitwę.

Świecki świat zdąża ku przepaści. Wiedzą o tym ci, którzy wiodą dusze na zatracenie. Czas otworzyć ludziom oczy. Temu miały służyć dzieła o. Maksymiliana, powołane przez niego media i Rycerstwo Niepokalanej. Drukowany w Niepokalanowie „Mały Dziennik” wielokrotnie upominał się o polskich robotników, oszukiwanych i krzywdzonych przez pracodawców. Była to w istocie walka o życie, o prawa człowieka, o poszanowanie jego godności. Na łamach prasy upominał się o los dzieci nienarodzonych. Dzięki niemu uratowano wiele istnień ludzkich. Dziś, żyjąc w zinformatyzowanym świecie, mamy dużo większe możliwości niż nasi poprzednicy sto lat temu. Potrzeba zaangażowania, potrzeba nowych pomysłów i wspólnot, które nie będą się bały przeciwstawić współczesnemu bezbożnictwu. Promujmy prasę katolicką, rozgłośnie i portale odwołujące się do katolickich wartości. Kliknięcie myszką może zdziałać bardzo wiele. Ono może nas wyzwolić od niemoralnych fake newsów. Nie bagatelizujmy naszych możliwości.

Zło manifestuje swoją obecność. My zamanifestujmy dobro i wiarę. Potrzeba pierwszeństwa wiary w naszym życiu, począwszy od noszenia symboli religijnych: krzyżyka, medalika czy szkaplerza. Święty Maksymilian bardzo często powtarzał, że wszystko zależy od modlitwy. Tak więc módlmy się i prośmy o siły, nie wstydźmy się różańca czy modlitewnika w dłoni. Nie wstydźmy się wiary.

Temat masonerii był obecny w życiu politycznym II RP. Dziś nie jest on tak popularny. Czy to znaczy, że wpływy masońskie są mniejsze? Po czym możemy je rozpoznać?

Będąc jeszcze studentem, o. Maksymilian widział w Rzymie masońską manifestację, na której niesiony był sztandar z wizerunkiem św. Michała Archanioła pokonanego przez Lucyfera. To nim wstrząsnęło. Podjął postanowienie uczynienia wszystkiego, co w jego mocy, aby zwyciężyła Najświętsza Maryja Panna Niepokalana.

Takich marszów odbywało się wówczas więcej. A czy dziś także się odbywają? Oczywiście! To między innymi te rzesze próbujące uczynić z niemoralnych zachowań obowiązujące normy. Oni znowu są w Rzymie, są też i w Polsce. Patrzą na to dorośli i dzieci. Kto chce, byśmy przyzwyczajali się do takich obrazków? To współcześni bezbożnicy, agnostycy i ateiści. Miał rację św. Maksymilian, gdy przestrzegał nas, że masoneria chce pokonać Kościół nie rozumowaniem, ale psuciem obyczajów. Dziś wypełnia się to przez teatry, kina, książki, czasopisma, obrazy, rzeźby itd.

Ojciec Maksymilian nie poprzestał na utyskiwaniu, lecz postanowił walczyć o prawdę i świętość rodzaju ludzkiego. On nie utracił wiary w prawdę o tym, że człowiek jest stworzony na obraz Boga.

Rozumiał masonerię bardzo szeroko. Masoni w jego ujęciu to w gruncie rzeczy wszyscy ci, którzy wpisują się w działalność antykatolicką, podnoszą rewoltę przeciwko Bogu i Kościołowi. Ci, którzy zdejmują krzyże z sal szpitalnych, pomieszczeń szkolnych i biur, którzy ogłaszają przestrzeń świecką strefą wolną od chrześcijan, którzy „opiłowują” katolików z ich rzekomych przywilejów. Nie koncentrujmy się więc na samym słowie i poszukiwaniu konkretnej organizacji czy związku. Stawiajmy opór każdemu przejawowi niszczenia Kościoła i zdrowej moralności w życiu naszego Narodu. Módlmy się o nawrócenie tych, którzy chcą nas „opiłowywać”. Ojciec Maksymilian często powtarzał, żeby modlić się nie o cud zemsty dla bezbożników, ale cud ich nawrócenia. Zło dobrem zwyciężajmy. Idea kolbiańska jest prosta – wszyscy w Kościele zdobywajmy świat dla Niepokalanej.

Dodajmy do tego, że bezbożność i działania masońskie to także działania antypolskie. Do walki z nimi powinny nas więc prowadzić zarówno wiara i miłość do Kościoła, jak i miłość do Ojczyzny, patriotyzm, o którym mówiliśmy. Nie udawajmy, że opluwanie Kościoła i Polski nas nie dotyczy. Ojciec Kolbe nie był obojętny na żadne zło, jakie spotykał, my także nie bądźmy.

Czy św. Maksymilian może nadal być naszym nauczycielem? Czy może być naszym wzorem?

Życie o. Maksymiliana spalało się Bogu na chwałę, ludziom na pożytek. Pracował dużo, nawet ponad swoje siły. Szedł do ludzi, by wyprowadzać ich z grzechu. Niewiele mówił, pisał wieczorami, gdy wszyscy dawno już spali i tylko przeciwnik ludzkości, diabeł, jak lew ryczący krążył i poszukiwał, kogo by pożreć. Ciągle trwał na modlitwie. Nie cieszył się z niczyjego nieszczęścia. Nie unosił się gniewem. Nie szukał poklasku ani chwały swojego imienia, pragnął jedynie wywyższenia Niepokalanej. A Ona była mu Matką. Ojciec Kolbe był jakby personifikacją hymnu o miłości. Miłość z natury jest zaprzeczeniem pychy. Miłość to szczególny rodzaj empatii, to zdolność wczuwania się w drugiego człowieka, a jednocześnie też zrozumienie jego sposobu myślenia, spojrzenie z jego perspektywy na rzeczywistość. To współodczuwanie, czyli realne odczuwanie bólu innych osób. Taki był o. Maksymilian dla swoich współczesnych i taki jest dla nas. Poznając go i czytając jego pisma, odkrywamy kogoś nam bliskiego, kto rozumie nas i nasze troski. On dostrzegał zagrożenia, z jakimi dziś się mierzymy. Wskazał, jak na nie odpowiedzieć. Jego przykład miłości przemawia, on jest naszym nauczycielem.

Dziękuję za rozmowę.

Krzysztof Gajkowski/„Nasz Dziennik”

drukuj