fot. https://www.facebook.com/instytutmaksymiliankolbe

[NASZ DZIENNIK] Męczennik naszych czasów

Bestialsko zamordowany kapłan – ks. Lech Lachowicz – całym sercem ukochał Boga i Ojczyznę. „Zmiażdżono mu głowę. Wybito mu oczy. Nos rozcięto na dwoje. Język przycięty i zęby wybite. By przestał myśleć. By nic już nie wiedział. By nie oskarżał i nie upominał…” – tymi słowami żegnał podczas pogrzebu swego przyjaciela ks. Mieczysław Jarząbek. Był jednym z ponad 130 kapłanów, którzy przybyli na ostatnie pożegnanie. Brutalne zabójstwo długoletniego proboszcza parafii św. Brata Alberta w Szczytnie, śp. ks. Lecha Lachowicza, wstrząsnęło nie tylko parafią, ale całą katolicką Polską. Był gorliwym duszpasterzem, wielkim patriotą i prawym człowiekiem, życzliwym dla innych.

W sobotę, w święto Matki Bożej Ostrobramskiej – Matki Miłosierdzia, której był czcicielem, świątynia parafialna nie mogła pomieścić wiernych, którzy przyszli pożegnać kapłana męczennika. Metropolita warmiński ks. abp Józef Górzyński, który przewodniczył Mszy św. pogrzebowej, zwracał uwagę, że dramatyczna śmierć śp. ks. Lecha Lachowicza rodzi pytania o skalę deprawacji, jaką zło może poczynić w człowieku.

– Ksiądz Lech poświęcił całe swoje życie głoszeniu Chrystusowego zwycięstwa nad złem, grzechem i śmiercią. Zło brutalnie odreagowało na nim jego posługę swym zbrodniczym piętnem, ale na pewno go nie zwyciężyło. On bowiem całym swoim życiem stanął po stronie Zwycięzcy śmierci, piekła i szatana – powiedział pasterz archidiecezji warmińskiej.

– Może nam towarzyszyć płacz, może towarzyszyć ból płynący z serca, którego do końca nie jesteśmy wszyscy w stanie wyrazić. Ale niech nam w tej modlitwie towarzyszy nadzieja. Tak jak śp. ks. prał. Lech Lachowicz tę nadzieję miał i swoich parafian ciągle uczył, że w Chrystusie jest zmartwychwstanie – mówił na wstępie Mszy św. pogrzebowej dziekan szczytnicki ks. kan. Andrzej Wysocki.

Charyzmatyczny kapłan

Parafianie, którzy licznie przybyli na uroczystości pogrzebowe, podkreślali zaangażowanie duszpasterskie, życzliwość i charyzmatyczną postawę zamordowanego proboszcza.

– To był charyzmatyczny kapłan. Trafiał do ludzi. Może niektórym, którzy odczuwali to inaczej, to się nie podobało, ale dla wiernych był bardzo dobrym księdzem – powiedział nam pan Eugeniusz. – Był dobrym człowiekiem i wielkim autorytetem dla nas. Każda jego wypowiedź była taka wzruszająca, trafiała do serca – zaznaczyła z kolei pani Alina.

Wielu zwracało uwagę na jego patriotyczne zaangażowanie.

– Był dobrym księdzem, chciał nauczać ludzi, prowadzić do Boga. Był patriotą w myśl słów: Bóg, honor, Ojczyzna – stwierdziła pani Teresa.

– Przekazywał prawdziwe wartości, był patriotą pierwszej klasy. Jego posługa uformowała we mnie postawę pewnej nieustępliwości w czynieniu dobra. I ewangeliczną postawę: Tak, tak, nie, nie – wyjaśniła pani Urszula.

– Bardzo cenię prawość i postawę księdza proboszcza w czasie pandemii. Ksiądz potrafił powiedzieć, że nie zamknie kościoła przed wiernymi, woda święcona będzie tam, gdzie powinna być, że jesteśmy krajem związanym konkordatem, więc kościół jest otwarty dla wszystkich i on jest gotowy pójść do więzienia, ale kościoła przed wiernymi nigdy nie zamknie – przypomniała pani Urszula.

Dodała, że ks. Lech był bardzo przywiązany do tradycyjnej formy przyjmowania Komunii św. do ust i ze wskazaniem na pozycję klęczącą.

– I tego też przestrzegał. I to jest też jego dziedzictwem, które powinniśmy szanować – zauważyła parafianka.

Teresa Moczydłowska z Towarzystwa Przyjaciół Ziemi Wileńsko-Nowogródzkiej w Szczytnie, w którego działalność angażował się ks. Lachowicz, wskazała na odwagę i brak lęku zamordowanego kapłana w głoszeniu prawdy.

– To był wspaniały ksiądz. Dla niego zło było złem, dobro dobrem. Nie obawiał się, mówić prawdy – akcentowała rozmówczyni.

Pani Teresa dodała, że mocno bronił rodziny przed zalewem destrukcyjnych ideologii.

– Bardzo stawiał na rodzinę. Nie podobało mu się to, co dzieje się dzisiaj na świecie. Mocno akcentował, że nie należy tak postępować, nie należy ulegać antychrześcijańskim ideologiom. Na Mszach św. przypominał, żeby ludzie troszczyli się o dzieci i dobrze je wychowywali, by interesowali się tym, co robią, czym się zajmują – dodała.

Obecny administrator parafii św. Brata Alberta w Szczytnie ks. prof. Krzysztof Bielawny zwrócił uwagę, że zmarły tragicznie ks. Lachowicz zbudował od podstaw wspólnotę parafialną, zostając tutaj proboszczem w 1990 r., tuż po upadku komunizmu.

– Stworzył tę parafię, wybudował kościół, powstało zaplecze duszpasterskie i to funkcjonuje. Jest dużo wspólnot modlitewnych, które w tej bardzo trudnej sytuacji, kiedy ksiądz prałat odszedł z tego świata poprzez ten czyn morderczy, wspierają się i modlą. I to jest to bogactwo, które zostawił – zwrócił uwagę w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” ks. Bielawny.

– I to, co głosił tutaj przez lata ksiądz prałat, chrzcił, błogosławił małżeństwa, odprowadzał zmarłych na cmentarz, przygotowywał dzieci do Pierwszej Komunii Świętej, spowiadał, sprawował codzienną Mszę św., to ogromne bogactwo, które zostało, jest i będzie owocowało – zaznaczył duchowny.

Kapłan prześladowany

Wieloletni wikariusz parafii św. Brata Alberta ks. Jacek Bacewicz wskazał, że ks. Lachowicz był patriotą, miłośnikiem historii. Pozostał po nim ogromny księgozbiór, także zbiór gazet, a wśród nich oprawione starannie roczniki „Naszego Dziennika”, którego był wiernym czytelnikiem.

Kolega z seminarium, autor wierszowanego epitafium, ks. Mieczysław Jarząbek wspominał zaangażowanie społeczne ks. Lachowicza w okresie komunistycznym.

– Jak go odwiedzałem w stanie wojennym, widziałem jego telewizor zakryty czarną folią i napisem: ukarany jest za kłamstwa – przywołał duchowny.

Dodał, że otrzymywał wówczas pogróżki ze strony SB. Przypomniał, że ksiądz prałat znał się z ks. Jerzym Popiełuszką.

– W swoim wierszu napisałem: kolego księdza Jerzego. Oni luźno się znali, ale w spotkaniach wojskowych mieli te same, wspólne zapatrywania na sprawy polskie. Na to, co nas najbardziej wtedy bolało – tłumaczył ks. Jarząbek.

– Niestety, spotkało go podobnie tragiczne doświadczenie jak ks. Jerzego – zaznaczył kapłan.

Warto nadmienić, że śp. ks. Lech Lachowicz inspiracje do swej posługi kapłańskiej czerpał właśnie od bł. ks. Jerzego Popiełuszki. W latach 80. uczestniczył w Mszach św. za Ojczyznę sprawowanych przez kapelana „Solidarności”. Nagrywał jego kazania, potem przepisywał i rozdawał innym.

– Potępiał wszelkie zło, które działo się i w ludziach, i dookoła w Polsce. Niektórym to się nie podobało – zauważyła Teresa Moczydłowska.

– On ostatnio bardzo często mówił o bł. ks. Jerzym Popiełuszce. Tak sobie pomyślałam, że kiedyś Ojciec Święty mówił, aby z tej śmierci wyrosło dobro, tak jak z krzyża zmartwychwstanie. I tak, żeby z tej śmierci ks. Lecha też wyrosło dobro – podsumowała.

– Ksiądz Lech był przez ludzi, którzy byli daleko od Kościoła, nielubiany, wręcz znienawidzony. Więc jeśli można powiedzieć, że szatan chciał zabić jakiegoś księdza, to właśnie jego. Każdy wie, że to nie był żaden napad rabunkowy. Właśnie on był celem szatana – stwierdził parafianin pan Bartosz.

Maria Marta Długokęcka, pochodząca z parafii św. Brata Alberta, zaznaczyła, że „trzeba też pamiętać, że to jest nieprzypadkowe, że zły duch właśnie zaatakował księdza proboszcza, ponieważ był on w ogóle nie do złamania”.

Ksiądz prałat Lech Lachowicz pochodził z Lidzbarka Warmińskiego. Urodził się w 1952 roku. Kapłanem był od 1976 roku. Był wikariuszem m.in. w Olsztynie, Bartoszycach i w Gołdapi. W 2001 r. został mianowany kapelanem honorowym Jego Świątobliwości Jana Pawła II. Był pierwszym proboszczem parafii św. Brata Alberta w Szczytnie, gdzie wybudował kościół i plebanię. Funkcję proboszcza sprawował przez 34 lata, aż do śmierci, czyli do 9 listopada 2024 r. 3 listopada, w 40. rocznicę pogrzebu bł. ks. Jerzego Popiełuszki, został brutalnie skatowany na plebanii. Zmarł po niespełna tygodniu w szpitalu. Policja zatrzymała sprawcę następnego dnia. Okazał się nim 27-letni Szymon K. ze Szczytna. Przyznał się do napadu. Grozi mu dożywocie.

Zenon Baranowski/Nasz Dziennik

drukuj