fot. PAP/Rafał Guz

M. Woś: Gdybyśmy pozwolili sobie na procent tego, co robi pan premier Tusk i bodnarowcy, to mielibyśmy w Warszawie całą śmietankę różnorakich organizacji międzynarodowych

Gdybyśmy w naszych czasach pozwolili sobie na procent tego, co robi pan premier Tusk, Adam Bodnar, bodnarowcy, to mieli byśmy w Warszawie nie tylko panią Ursulę von der Leyen, nie tylko Timmermansa, nie tylko panią Jourovą, ale całą śmietankę różnorakich organizacji międzynarodowych – mówił w poniedziałkowych „Rozmowach niedokończonych” poseł Suwerennej Polski i były wiceminister sprawiedliwości, Michał Woś. W studiu TV Trwam gościli też dwaj inni parlamentarzyści z partii Zbigniewa Ziobry związani dawniej z resortem sprawiedliwości: Marcin Romanowski oraz Jan Kanthak. Tematem programu było rażące łamanie praworządności przez obecną koalicję rządzącą.

Za rządów Zjednoczonej Prawicy władze Unii Europejskiej twierdziły, że w Polsce łamana jest praworządność. Kiedy władzę przejęła Koalicja 15 października, praworządność rzeczywiście zaczęła być łamana. Instytucje unijne milczą w tej kwestii.

– Gdybyśmy w naszych czasach pozwolili sobie na procent tego, co robi pan premier Tusk, co robi pan Prokurator Generalny-minister sprawiedliwości, Adam Bodnar, całe to towarzystwo (bodnarowcy), to mielibyśmy w Warszawie nie tylko panią Ursulę von der Leyen, nie tylko Timmermansa, nie tylko panią Jourovą, ale całą śmietankę różnorakich organizacji międzynarodowych – stwierdził Michał Woś.

Poseł zaznaczył, że obecni rządzący posuwają się do jawnego łamania konstytucji. Bezprawne działania prokuratury Adama Bodnara są już na tyle powszechne, że prawnicy zaczęli mówić o zjawisku „bodnaryzacji prawa”. Na uwagę zasługuje fakt, iż obóz polityczny, który jeszcze niedawno głosił prymat prawa unijnego nad krajowym, sam naruszył prawo międzynarodowe, zatrzymując Marcina Romanowskiego za rzekome nieprawidłowości związane z Funduszem Sprawiedliwości, choć przysługiwał mu immunitet wynikający z członkostwa w Zgromadzeniu Parlamentarnym Rady Europy.

– Tutaj doszło do pewnego paradoksu (w mojej ocenie) i sytuacji bardzo niewygodnej dla „Koalicji 13 grudnia”, bo rzeczywiście złamali prawo międzynarodowe, nie akceptując międzynarodowego immunitetu – zaznaczył Marcin Romanowski.

Dzięki immunitetowi posłowi udało się uniknąć długotrwałego aresztu. Polityk przyznał, że te trudne chwile przetrwał dzięki modlitwie innych. Podziękował on Rodzinie Radia Maryja za wsparcie duchowe i poprosił o modlitwę za przetrzymywanych w tzw. areszcie wydobywczym: ks. Michała Olszewskiego oraz dwie urzędniczki Ministerstwa Sprawiedliwości – panią Urszulę i panią Karolinę.

– Oni są osobami najbardziej pokrzywdzonymi. Polityk może mieć twardą skórę – stwierdził Marcin Romanowski.

Zatrzymanie i umieszczenie w areszcie byłego wiceministra sprawiedliwości miało służyć temu, by Rada Europy nie dowiedziała się o łamaniu zasad państwa prawa w Polsce. Jak zaznaczył Jan Kanthak, w tej instytucji Niemcy nie mają aż tak wielkiej siły sprawczej.

– Okazuje się, że Pan Tusk i bodnarowcy są „za krótcy” na taką instytucję (…). Oni mieli świadomość, że jest immunitet międzynarodowy, ale pomyśleli, iż – tak jak w Unii Europejskiej – słowo Donalda będzie wystarczające i ta instytucja się nie odezwie – podkreślił polityk.

Do tego dochodzi kwestia opinii prawnych, na podstawie których prokuratura uznała, że Marcin Romanowski nie może zasłonić się immunitetem Rady Europy. Były one pisane na zamówienie posła Arkadiusza Myrchy z Platformy Obywatelskiej. Powstały one odpłatnie, a dodatkowo po znajomości.

Jak wskazał Michał Woś, koalicja rządząca próbuje zniszczyć opozycję, by żadne stronnictwo suwerennościowe nie stało na drodze realizowania przez Donalda Tuska polityki władz unijnych prowadzącej do utworzenia superpaństwa europejskiego.

– To będzie po prostu państwo zarządzane przez Niemców z Brukseli, z jeszcze większymi wpływami Niemców niż teraz (…). Państwo europejskie może powstać wyłącznie na gruzach suwerennych państw narodowych, czyli trzeba zniszczyć Polskę, polskie instytucje i zniszczyć środowiska niepodległościowe, środowiska osób, które rzeczywiście chcą bronić niepodległości – zwrócił uwagę były wiceminister sprawiedliwości.

Walka z opozycją realizowana jest na zasadzie „kłamstwo powtarzane tysiąc razy staje się prawdą”. Prawo i Sprawiedliwość oraz Suwerenna Polska są oskarżane o afery i złodziejstwo. Ugruntowaniu takiej narracji z pewnością miało służyć spektakularne zatrzymanie Marcina Romanowskiego. Poseł, oskarżany m.in. o przynależenie do „zorganizowanej grupy przestępczej”, został pojmany co najmniej jak groźny baron narkotykowy, a całe wydarzenie było bardzo medialne. Polityk jednak już wcześniej – w piątek 13 lipca – sam zgłosił się do prokuratury i zadeklarował, że będzie współpracował z organami ścigania. Kazano mu jednak przyjść w poniedziałek 15 lipca.

– Na pewno to nie było związane (przepraszam za kolokwializm) z „piąteczkiem”, tylko z dwoma sprawami: pierwsza – czekali na te pseudoopinie, a druga – w poniedziałek był już zorganizowany spektakl medialny – zaznaczył gość „Rozmów niedokończonych”.

Marcin Romanowski wraz ze swoim pełnomocnikiem złożyli zażalenie w związku z bezprawnym zatrzymaniem i pozbawieniem wolności polityka. [czytaj więcej]

Jan Kanthak zwrócił uwagę, że praworządność łamie również marszałek Sejmu, Szymon Hołownia.

– „Ma talent”, można powiedzieć. Szymek ma (…) talent, bo jeszcze nie było takiej sytuacji, żeby za kadencji marszałka Sejmu trzy razy posłowie byli w sposób nielegalny pozbawiani wolności. To jest rekord Guinnessa – wydaje mi się. Bardzo sobie grabi pan marszałek. Nie wiem, kiedy się zorientuje, że jest popychadłem (mówiąc brzydko) Donalda Tuska, który chce go już całkowicie skompromitować – może w kontekście wyborów prezydenckich. Rzecz niebywała, jak cyniczna i zakłamana jest to postać – mówił polityk.

Kiedy przyszło pismo przewodniczącego Rady Europy dotyczące immunitetu Marcina Romanowskiego, Szymon Hołownia „umył ręce” i nie stanął po stronie posła, którego prawa były łamane w sposób oczywisty.

Suwerenna Polska to partia, w której duży odsetek posłów stanowią osoby młode. To tym bardziej przeszkadza obecnie rządzącym. Jak powiedział Jan Kanthak, politycy ci stanowią dla ekipy Donalda Tuska „zagrożenie na długie dekady”. Stąd taka zaciekłość w zwalczaniu partii Zbigniewa Ziobry przez Koalicję 15 października.

radiomaryja.pl

drukuj