Ks. Ihor Makar z Ukrainy: Wielu żyjących wokół Chersonia powtarza, że dopiero jak stracili wolność i dobytek – zdali sobie sprawę, jak ważny w ich życiu jest Bóg
Mimo ciągłego niebezpieczeństwa ludzie żyjący w wioskach wokół Chersonia nie chcą wyjeżdżać. „Wielu z nich powtarza, że dopiero jak stracili wolność i dobytek zdali sobie sprawę, jak ważny w ich życiu jest Bóg” – podkreślił ks. Ihor Makar. Greckokatolicki kapłan pracuje na tym terenie od dwóch dekad. Gdy zaczynał jego wspólnota liczyła kilkunastu wiernych, teraz jest ich dziesięć razy więcej.
Ukraiński kapłan pracuje na Chersońszczyznie od dwóch dekad. Gdy zaczynał jego wspólnota liczyła kilkunastu wiernych, teraz jest ich dziesięć razy więcej. Dopiero jak stracili wolność i dobytek zdali sobie sprawę, jak ważny w ich życiu jest Bóg . https://t.co/fHNrdRR0pS
— Vatican News PL (@VaticanNewsPL) July 18, 2024
Ks. Ihor Makar wyznaje, że gdy prawie 20 lat temu przyjechał na Chersońszczyznę wydawało mu się, że jest to trudna ziemia do ewangelizacji.
„Gdy budowałem pierwszą kaplicę zastanawiałem się dla kogo ona powstaje” – zaznaczył kapłan wspominając kilkunastu wiernych.
Dziś, mimo trwającej wojny, to miejsce tętni życiem i stanowi źródło nadziei dla wielu ludzi na obrzeżach Chersonia.
„Przed wojną w niedzielnej Świętej Liturgii uczestniczyło najwyżej 15-20 osób a teraz od 150 do 250. W drugim kościele ta liczba wzrosła z 20 wiernych do 70. Wielu mówi mi, że dopiero jak stracili wolność i dobytek zdali sobie sprawę, jak ważny w ich życiu jest Bóg” – powiedział grekokatolicki duchowny.
Wyznaje, że głosi Ewangelię wśród ciągłych ostrzałów, ponieważ ludzie bardzo szukają Boga i Go potrzebują.
„Chcą słuchać Słowa Bożego, a jedynym pocieszeniem jest dla nich to, że w parafialnych pomieszczeniach mogą się spotkać z innymi i porozmawiać ze sobą” – podkreślił.
Wyznał, że po latach zrozumiał, że to Boża Opatrzność przynagliła go do budowania kościołów, którymi teraz cieszą się ludzie zmęczeni wojną.
Beata Zajączkowska/Radio Watykańskie



