fot. PAP/EPA.

K. Kita z portalu Nowy Ład o francuskiej scenie politycznej po wyborach: Nie można wykluczyć, że będziemy mieli rok chaosu, a później kolejne wybory

Będzie trudno o stworzenie rządu, który byłby stabilny i byłby w stanie rządzić Francją. Emmanuel Macron będzie przekonywał, że „albo on, albo chaos”. Marine Le Pen mówiła w kampanii: „Albo ja, albo bagno”. Teraz będzie to „bagno” – nie będzie żadnej jasnej większości, nie będzie żadnego kierunku dla państwa, będą ciągłe spory – mówił w poniedziałkowym „Polskim punkcie widzenia” na antenie TV Trwam Kacper Kita, analityk i publicysta portalu Nowy Ład.

W przypadku wyborów parlamentarnych we Francji trudno mówić o jednoznacznym sukcesie którejś ze stron.

– Najprędzej o pełnym sukcesie mogliby mówić socjaliści, którzy zwiększyli dwukrotnie liczbę swoich posłów. (…) Będą istotną siłą, ale nie decydującą. (…) Francja Niepokorna Mélenchona, o której się dużo mówi, jest cały czas najsilniejszą partią w ramach koalicji lewicowej, ale po pierwsze tej koalicji brakuje niecałych stu mandatów do samodzielnej większości, więc będzie w pełni zdana na prezydenta Macrona, nie będzie w stanie nic zrobić bez jego decyzji, a po drugie Francja Niepokorna Mélenchona – ta najbardziej radykalna partia – nie zyskała mandatów, stoi w miejscu. (…) Zyskała lewica bardziej umiarkowana, typu socjaliści – mówił Kacper Kita.

Z kolei partia Emmanuela Macrona straciła połowę swoich posłów. Prezydent utrzymał jednak pozycję swoistego arbitra, bez którego żadna partia w parlamencie nie będzie w stanie rządzić.

– Zjednoczenie Narodowe Marine Le Pen odniosło sukces o tyle, że to jest najlepszy jego wynik w historii. Pierwszy raz stanie się pierwszą partią w Zgromadzeniu Narodowym, czyli francuskim Sejmie, ale jego wynik jest wyraźnie poniżej oczekiwań i przewidywań dużej części sondaży, które dawały mu nadzieję na 200 mandatów a nie 143 – zaznaczył analityk i publicysta portalu Nowy Ład.

Za taki wynik francuskiej prawicy odpowiada ordynacja wyborcza panująca w V Republice. Od wielu lat partia Marine Le Pen jest otoczona pewnego rodzaju „kordonem sanitarnym”, który mocno ogranicza jej możliwość zdobycia oczekiwanej ilości mandatów.

– Wydaje się, że ten „kordon sanitarny” jeszcze nie został osłabiony. Dlaczego? Jak popatrzymy na dane, to wydaje się, że decydująca była postawa wyborców centroprawicy, postgaulistów, którzy byli najnaturalniejszym rezerwuarem głosów na drugą turę dla Marine Le Pen. (…) Przewaga wyborców Republikanów na rzecz Le Pen w tych okręgach, gdzie był wybór między lewicą a Le Pen, była minimalna, a duża ich część nie zagłosowała w ogóle. Z drugiej strony jeżeli był wybór między kandydatami Macrona a Le Pen, to oni zdecydowali się dużo częściej głosować na kandydatów Macrona. Wydaje się więc, że Marine Le Pen (…) ma problem z tą konkretną grupą, która była w tych wyborach niewątpliwie ważna – zwrócił uwagę gość „Polskiego punktu widzenia”.

Macron, od którego zależeć będzie wszystko we francuskim parlamencie, zapewne będzie chciał współpracować z ugrupowaniami bardziej umiarkowanymi i dystansować od siebie radykałów, takich jak Marine Le Pen czy Jean-Luc Mélenchon.

– Będzie trudno o stworzenie rządu, który byłby stabilny i byłby w stanie rządzić Francją. Macron (…), blokując lewicę, będzie przekonywał, że „albo on, albo chaos”. Z drugiej strony podobnie będzie starała się zrobić Le Pen z opozycji – jak mówiła w kampanii: „Albo ja, albo bagno”. Teraz będzie to „bagno” – nie będzie żadnej jasnej większości, nie będzie żadnego kierunku dla państwa, będą ciągłe spory i Le Pen liczy, że będzie na tym zyskiwać w opozycji – zaznaczył Kacper Kita.

Kadencja obecnie wybranego Zgromadzenia Narodowego będzie trwała przynajmniej rok, ponieważ we Francji nie ma procedury samorozwiązania parlamentu czy też rozwiązania go wskutek niezawiązania rządu. Prezydent będzie mógł rozwiązać Zgromadzenie Narodowe dopiero za rok, co wynika z prawa ustanowionego jeszcze przed rewolucją francuską, mającego ograniczać możliwości Ludwikowi XVI.

– Ten parlament będzie funkcjonował przynajmniej rok. Wydaje się, że lewica będzie w trudnej ciekawej sytuacji, bo z jednej strony oni mają tyle mandatów, że domagają się premiera, z drugiej są na tyle podzieleni, że sami nie mają żadnego kandydata na to stanowisko. Przez miesiąc nie byli w stanie stwierdzić, kto jest ich kandydatem na premiera, a teraz poprosili jeszcze o dodatkowy tydzień, żeby się zastanowić. Jest zupełnie nieoczywiste, że Macron zgodzi się na ich kandydata, a nawet jeżeli dostaliby premiera, to on nie miałby realnej władzy, więc sytuacja jest trudna, jest ciekawa. Z tej perspektywy nie można wykluczyć, że będziemy mieli rok chaosu, a później kolejne wybory. Tutaj będzie decydowała kalkulacja Macrona, którego celem jest wzmacnianie się w dużej mierze kosztem lewicy – zwłaszcza centrolewicy, socjalistów – mówił analityk i publicysta portalu Nowy Ład.

Istotną kwestią w obecnej sytuacji geopolitycznej jest stosunek polityków silnych państw europejskich – takich jak Francja – do Rosji. Podczas kampanii (jak i już wcześniej) środowisku Marine Le Pen zarzucano prorosyjskość. Jednak Jean-Luc Mélonchon, przywódca najsilniejszej partii w koalicji lewicowej, jest równie prorosyjski, jeśli nawet nie bardziej. Opowiada się on m.in. za współpracą z Moskwą, ograniczaniem inicjatyw obronnych na wschodniej flance NATO (w tym w Polsce) i wyprowadzeniem Francji z Sojuszu.

– Twierdzenie, jakoby tylko prawica we Francji miała takie inklinacje, jest całkowicie sprzeczne z podstawowymi faktami – podkreślił gość „Polskiego punktu widzenia.

radiomaryja.pl

drukuj