Donald Tusk próbuje przejąć elektoraty Lewicy i Trzeciej Drogi
Donald Tusk chce przejąć elektoraty swoich mniejszych koalicjantów. Temu wszystkiemu służyć ma niedzielny marsz w Warszawie. Zdecydowana większość wyborców Lewicy oraz Trzeciej Drogi wskazuje Platformę Obywatelską jako partię drugiego wyboru.
Według badań na zlecenie TOK FM i Oko Press 60 procent wyborców Lewicy wskazuje PO jako partię drugiego wyboru. Podobnie jest z wyborcami Trzeciej Drogi. To może oznaczać, że marsz miliona serc Donalda Tuska ma na celu wchłonięcie wyborców pozostałych partii liberalno-lewicowych do elektoratu Platformy Obywatelskiej.
– W ogóle nie ma takich intencji. Trzymamy kciuki za wszystkie partie demokratyczne w Polsce – mówił Marcin Kierwiński, poseł Koalicji Obywatelskiej, sekretarz generalny Platformy Obywatelskiej.
Szymon Hołownia i Władysław Kosiniak-Kamysz nie pójdą w niedzielnym marszu. Kiedy w czerwcu pojawili się na marszu Donalda Tuska, to poparcie Trzeciej Drogi stopniało na rzecz Platformy Obywatelskiej. Wzrosła też grupa osób niezdecydowanych.
– Niestety, zbyt często sondaże próbują wpływać na opinię publiczną, zamiast ją odzwierciedlać – podkreślił Miłosz Motyka, rzecznik Polskiego Stronnictwa Ludowego.
Koalicję PSL i Polski 2050 będzie ostatecznie na marszu reprezentował były lider Nowoczesnej, Ryszard Petru. Mniejsze partię próbują odróżniać się od Platformy Obywatelskiej, ale ostatecznie głos oddany na nie oznacza poparcie dla przyszłego rządu Donalda Tuska. W marszu miliona serc – podobnie jak 4 czerwca – udział weźmie Lewica.
– Może być tak, że Lewica na tym marszu zyska, bo w wielu kwestiach Lewica jest bardziej wiarygodna od Platformy Obywatelskiej – oznajmiła Katarzyna Kotula, poseł Lewicy.
Ponad 83 procent badanych w sondażu deklaruje wzięcie udziału w wyborach. Niemal co czwarty Polak jeszcze nie wie, na kogo odda głos. To o nich będzie walka w ostatnich dniach kampanii.
– Istotna część osób nie ma poglądów politycznych. Kieruje się wyborami często emocjonalnymi. Kto pozyska osoby wahające, można powiedzieć, że ten wygrywa wybory – powiedział dr Aleksander Kozicki, politolog.
O walce o niezdecydowanych mówi każda partia. Prawo i Sprawiedliwość stawia na straszenie potencjalnych wyborców powrotem do władzy największego rywala, Donalda Tuska.
– Rząd Donalda Tusk bez skrupułów ustawił linię obrony Polski na Wiśle. On nie szanuje zwykłych ludzi, nie szanuje Polski lokalnej – wskazano w spocie Prawa i Sprawiedliwości.
https://twitter.com/pisorgpl/status/1706896479523123583
Szef Platformy Obywatelskiej próbuje przebić się ze swoją narracją i unika komentowania zarzutów formułowanych przez PiS. Przy każdej okazji zarzuca rządzącym brak reakcji na bieżące problemy Polaków, jak m.in. wysoka inflacja czy rzekoma afera wizowa.
– Ten rząd niczego innego nie robi, tylko właściwie zajmuje się mną, kampanią wyborczą i nieustanną produkcją kłamstwa – odrzekł Donald Tusk, przewodniczący PO.
Większość niezdecydowanych wyborców mieszka w średnich miastach, byłych miastach wojewódzkich, a sporą część tej grupy stanowią kobiety. Jeśli kogoś nie udało się przekonać przez osiem lat rządów, to na ostatniej prostej przed wyborami będzie z tym problem.
– Przekonać zwykłego szarego człowieka do tego, że od tego momentu ta rzeczywistość będzie inna, ja tego nie widzę – stwierdził dr Jerzy Żurko, socjolog.
Priorytetem dla wszystkich partii na ostatnie dwa tygodnie kampanii będzie zapewne mobilizacja twardych elektoratów do tego, aby poszły zagłosować.
TV Trwam News



