fot. IPN

Ks. kan. J. Buras: Nie wszyscy Ukraińcy utożsamiają się z tymi, którzy mordowali. Oni też próbują zrozumieć, dlaczego ta tragedia się dokonała

Nie wszyscy Ukraińcy utożsamiają się z tymi, którzy mordowali. Oni też próbują zrozumieć, dlaczego ta tragedia się dokonała. W tym roku po raz pierwszy zauważyłem ogromnie duże zainteresowanie Ukraińców polskimi miejscami upamiętnień. To daje nadzieję, że coś się zmienia – mówił ks. kan. Jan Buras, dyrektor Centrum Integracji Zamłynia, odnosząc się w środowym „Polskim punkcie widzenia” na antenie TV Trwam do rzezi wołyńskiej i polsko-ukraińskiego pojednania.

Ks. kan. Jan Buras jest na Ukrainie od ponad 30 lat, a od 20 lat posługuje na Wołyniu, gdzie m.in. prowadzi Centrum Integracji Zamłynia. Ziemia wołyńska naznaczona jest tragedią ludobójstwa dokonanego na polskich cywilach przez ukraińskich nacjonalistów w latach 40. XX wieku.

– Jestem bardzo świadomy tych wydarzeń, bo od 2011 r., każdego roku – nawet kilka razy rocznie – z moimi pracownikami, ze znajomymi, jeździmy porządkować mogiły, miejsca pamięci. Miejsc, do których stale przyjeżdżamy, mamy 27. Doskonale znam niejedną historię, która się tutaj wydarzyła, z ust naocznych świadków, którzy niestety już powoli odchodzą. Już niewielu zostało tych, którzy pamiętają tamte wydarzenia – mówił gość „Polskiego punktu widzenia”.

Duchowny był wiele razy pytany – w tym również w środę na antenie TV Trwam – jak czuje się jako Polak na Wołyniu.

– Praktycznie jestem sam od 2008 r. w Zamłyniu pośród Ukraińców, bo tu nie ma żadnego Polaka w najbliższej okolicy. Są sami Ukraińcy i są to prawosławni moskiewskiego patriarchatu, ale muszę przyznać szczerze, że od samego początku  przyjęli mnie tu bardzo życzliwie – podkreślił kapłan.

Opowiedział o swoim pierwszym spotkaniu z lokalnym sołtysem, który od 2014 r. przebywa na froncie, a obecnie toczy walki pod Łymanem. Urzędnik powiedział wówczas: „Nie będę wam w stanie w niczym pomóc, bo nie mam takich możliwości, ale w niczym wam nie będę przeszkadzał”. Jak wskazał ks. kan. Jan Buras, mężczyzna dotrzymał słowa. Duchowny ma z nim kontakt do dziś.

Podczas pobytu na Wołyniu kapłan poznał świadków tamtych wydarzeń – Ukraińców.

– W sąsiedniej wiosce staruszka – schylona, o lasce – zatrzymała mój samochód, bo chciała ze mną pojechać do miasta, do Lubomla. Wsiadła. Widziała Polskie numery rejestracyjne, zorientowała się natychmiast, że jestem Polakiem i mówi: „Tutaj przed wojną żyli Polacy po sąsiedzku. Był taki Władek, szewc, taki dobry człowiek – zamordowali go”. Do dzisiaj pamiętam te słowa, brzmią mi w uszach: „Kto?” – „Sąsiedzi. Nasi”, powiedziane z bólem – opowiadał ks. kan. Jan Buras.

Duchowny miał i wciąż ma kontakt z Polakami, którzy przeżyli piekło zgotowane im przez banderowców i podburzone przez nich ukraińskie chłopstwo. Stwierdził, że trudno zrozumieć jest „tajemnicę zła”, jak to określają naoczni świadkowie tego brutalnego ludobójstwa.

– Naprawdę próbowałem. Mam świadomość, dlaczego do tego doszło. Ludzie tutaj nie są z natury źli. Od 1990 r., kiedy byłem w archidiecezji lwowskiej, z ust Ukraińców słyszałem: „Księże, ojcze, przed wojną tak dobrze między nami było, tak dobrze żeśmy żyli” – zwrócił uwagę ks. kan. Jan Buras.

Jak mówił, Ukraińcy wspominali, że przed wojną Polacy m.in. uczestniczyli w ukraińskich świętach i odpustach, a Ukraińcy w polskich, powszechne były też polsko-ukraińskie małżeństwa mieszane.

– Oni też próbują zrozumieć, dlaczego ta tragedia się dokonała. Jestem świadomy tego, skąd się to wzięło. To agitacja polityczna, która była tutaj żywa – wskazał gość „Polskiego punktu widzenia”.

Świadczy o tym fakt, że mordy na Polakach w Galicji, choć też miały miejsce, nie były aż tak liczne, jak na Wołyniu.

– Tutaj przyjeżdżali agitatorzy i mówili, że jest możliwe, by Ukraina była wolna, niezależna, ale trzeba tę ziemię „uporządkować”, tzn. usunąć stąd obcy element. Było przyzwolenie na to, było poczucie bezkarności – podkreślał kapłan.

Ukraińców napędzał też terror dowodzących nimi banderowców – nie było możliwości rezygnacji, sprzeciwu czy ucieczki, bo za to groziła śmierć.

Przyjęło się mówić, że ludobójstwa dokonali na Polakach sąsiedzi, ale Ukraińcy najczęściej nie mordowali w swoich miejscowościach. Zbrodni dokonywały sotnie formowane w innych wioskach.

Choć obecnie z Ukrainy, szczególnie jej zachodniej części, co jakiś czas docierają niepokojące, a nawet oburzające informacje dotyczące kultu „architektów” ludobójstwa wołyńskiego, a także zauważalna staje się obecność w ukraińskiej sferze publicznej symboliki kojarzonej z UPA, to fałszem byłoby uogólnienie, że wszyscy Ukraińcy są pozytywnie nastawieni do banderowców.

– Nigdy z ust żadnego z Polaków nie słyszałem tylu negatywnych opinii o banderowcach jak z ust jednej Ukrainki (tu, na zachodniej Ukrainie), która straciła swoją rodzinę, bo oni ratowali Polaków i zostali wymordowani. Tutaj ze mną też jest Ukrainka (po mamie, tato był Polakiem) – pani Tamara. W Wielki Czwartek 1943 r. zginęli wszyscy – jej siostra, mama, tato. Ona ocalała, bo (…) mama (…) zostawiła ją u sąsiadów, u Czechów. Ona też nie może zrozumieć, jak to się mogło stać i dlaczego tak się stało – mówił ks. kan. Jan Buras.

Jak wspomniał kapłan, na Wołyniu byli Ukraińcy, którzy sprzeciwiali się ludobójstwu, ostrzegali i bronili Polaków przed swoimi oszalałymi z nienawiści rodakami. Wielu z nich, tak jak Polacy, poniosło okrutną śmierć. Upamiętnienie tzw. ukraińskich sprawiedliwych znajduje się m.in. w Parku Pamięci Narodowej obok Sanktuarium Najświętszej Maryi Panny Gwiazdy Nowej Ewangelizacji i św. Jana Pawła II w Toruniu.

W 80. rocznicę apogeum rzezi wołyńskiej (tzw. krwawej niedzieli) pojawiają się pytania o to, czy dojdzie do przełomu w kwestiach takich jak ekshumacje i upamiętnienie ofiar ludobójstwa. Istotną rolę mogą tu odegrać inicjatywy oddolne, takie jak Pojednanie Polsko-Ukraińskie.

– Zaczynają działać. Oni szukają odpowiedzi, ale w sercach jest pragnienie: „Chcemy być razem”. Jest ogromna szansa – podkreślił dyrektor Centrum Integracji Zamłynia.

Bardzo wiele w relacjach polsko-ukraińskich zmieniła rosyjska inwazja.

– Nigdy nie słyszałem (o Polakach – radiomaryja.pl) niczego negatywnego, przez ponad 30 lat jak jestem na Ukrainie, natomiast teraz słyszę ogromnie dużo pozytywnych rzeczy – nawet od organizacji nacjonalistycznych, skrajnie prawicowych. Był u mnie jeden pan, który mówił: „Proszę księdza, jeśli ktoś by dzisiaj chciał zrobić jakąkolwiek krzywdę Polakowi, to ja go sam uduszę”. Powiedział: „Moja żona, moje dzieci są w Polsce, tam się nimi opiekują. Kiedyś myślałem (o Polakach – radiomaryja.pl) troszkę inaczej”. To daje nadzieję na pojednanie. Przed laty usłyszałem z ust Ukraińca w średnim wieku (…): „Wybaczcie nam, Ukraińcom”. (…) Te słowa będą mi towarzyszyć do końca życia – mówił ks. kan. Jan Buras.

Wspomniany mężczyzna wypowiedział te słowa podczas uroczystości poświęcenia krzyża w Orzeszynie niedaleko Porycka (obecnie Pawliwka) do kobiety ocalałej z rzezi wołyńskiej. Sam był potomkiem mieszkającej tam przed wojną ukraińskiej rodziny.

– Nie wszyscy Ukraińcy utożsamiają się z tymi, którzy mordowali – podkreślił.

Wracając do kwestii ekshumacji zaznaczył, że każdy człowiek ma prawo do godnego pochówku.

Nie rozumiem, dlaczego nie można pochować. Czego się boimy? Nie powinniśmy się bać kości. Tym bardziej, że teraz, po 2022 r. Ukraińcy doświadczają, czym jest ból, kiedy się traci kogoś bliskiego. (…) Byłem (…) w Buczy, widziałem to wszystko. Miałem na terenie Centrum uchodźców, którzy opowiadali, jak to wszystko wyglądało – zwrócił uwagę dyrektor Centrum Integracji Zamłynia.

Być może 11 lipca tego roku (w 80. rocznicę tzw. krwawej niedzieli) rządy Polski i Ukrainy pozytywnie zaskoczą rodziny ofiar i wszystkich tych, którym zależy na prawdzie, ogłaszając decyzję władz w Kijowie o zezwoleniu na ekshumacje.

– Wierzę w to, że taka decyzja będzie. To trzeba zrobić. W tym roku po raz pierwszy zauważyłem ogromnie duże zainteresowanie Ukraińców miejscami upamiętnień. (…) To daje nadzieję, że coś się zmienia – mówił ks. kan. Jan Buras.

Wskazał, że Ukraińcy sami (czasem z polecenia władz lokalnych) sprzątali i dekorowali polskie cmentarze.

Problem najwyraźniej leży więc po stronie ukraińskich władz państwowych. Z kolei patrząc na działania strony polskiej, można odnieść wrażenie pewnej opieszałości, jeśli chodzi o negocjacje w kwestii ekshumacji i upamiętnienia ofiar ludobójstwa wołyńskiego. Wygląda na to, że sprawy dot. ludobójstwa wołyńskiego nie są traktowane przez polskich rządzących z powagą, na jaką zasługują. Wnioskując ze słów gościa środowego „Polskiego punktu widzenia” być może konieczne jest zwiększenie w tej kwestii oddolnej presji społecznej, ale w atmosferze prawdy i pojednania. Nie można dopuścić do zapomnienia o ukraińskim ludobójstwie. Na potępienie zasługuje widoczny ze strony ukraińskiej symetryzm i relatywizacja zbrodni, a także cyniczna instrumentalizacja pamięci o ofiarach, służąca wyłącznie interesom politycznym określonych środowisk.

radiomaryja.pl

drukuj