Sprawa wraku w komisji

Projekt uchwały PiS w sprawie zwrotu pozostawionych na terenie
Federacji Rosyjskiej dowodów rzeczowych, m.in. wraku Tu-154M, zostanie
rozpatrzony wspólnie z projektami Solidarnej Polski i SLD na posiedzeniu
sejmowej Komisji Spraw Zagranicznych


Projekt PiS miał być rozpatrywany w Sejmie przed dwoma tygodniami, ale
nie został nawet włączony do porządku obrad. Za jego rozpatrzeniem głosowali
wtedy wszyscy posłowie PiS i SP – która po tym, jak projekt Prawa i
Sprawiedliwości został odrzucony, postanowiła złożyć odrębny projekt uchwały
dotyczący zwrotu wraku. Zobowiązuje on rząd do "wykorzystania wszystkich
możliwości prawnych do natychmiastowego zwrócenia się do organizacji
międzynarodowych takich jak Komisja Europejska, ONZ, NATO, by wspólnymi siłami
poprzez podjęcie stosownych działań dyplomatycznych wyegzekwować natychmiast na
Rosji, aby ta wywiązała się ze swoich zobowiązań, które składał w jej imieniu
m.in. prezydent Miedwiediew". Własny projekt przygotował też SLD, który apeluje
o "powściągnięcie emocji w dyskusji dotyczącej przyczyn i okoliczności" tragedii
smoleńskiej. Sojusz chce też, by Sejm uznał raport komisji Jerzego Millera za
"wiarygodny opis przyczyn i przebiegu" katastrofy. – Oceniamy te działania jako
próbę zamknięcia sprawy przyczyn katastrofy smoleńskiej, jako zdecydowaną próbę
zmierzającą do tego, żeby dowody w tej sprawie przetrzymywane były wciąż w
Rosji, a przecież w Rosji były te dowody niszczone – mówił wczoraj w Sejmie
Mariusz Błaszczak. W miniony wtorek Komisja Petycji Parlamentu Europejskiego nie
dopuściła do rozpatrzenia prośby o umiędzynarodowienie dochodzenia w sprawie
katastrofy. Propozycję taką zgłosił prof. Ryszard Legutko (PiS), dokument
podpisało 400 tys. Polaków (m.in. Paweł Kurtyka). Decyzja o odrzuceniu petycji
zapadła na kilka godzin przed posiedzeniem Komisji Petycji, na spotkaniu tzw.
koordynatorów frakcji politycznych. Na spotkaniu tym nie był obecny prof.
Legutko (PiS) ani żaden inny deputowany ECR. Gdy prof. Legutko zorientował się,
że decyzja już zapadła i jest niekorzystna, zażądał głosowania podczas
posiedzenia komisji. Wynik nie uległ jednak zmianie. Komisja stwierdziła, że nie
ma kompetencji do zajmowania się sprawą. Przeciwko rozpatrzeniu petycji
zagłosowały takie ugrupowania jak Europejska Partia Ludowa, w której funkcjonują
przedstawiciele PO i PSL (przeciwko rozpatrzeniu petycji głosowali Jarosław
Wałęsa i Lena Kolarska-Bobińska) oraz europosłowie z Europy Wolności i
Demokracji, czyli frakcji, którą współtworzą politycy Solidarnej Polski. W
składzie Komisji Petycji nie ma jednak posłów SP, nie byli też informowani o
głosowaniu w tej sprawie. Petycję w zeszłym roku złożyła Zuzanna Kurtyka w
imieniu Stowarzyszenia Rodzin Katyń 2010. Pismo wzywało do powzięcia niezbędnych
środków w celu zapewnienia przejrzystego dochodzenia obejmującego liczne
wątpliwości i pytania związane z przyczynami katastrofy w Smoleńsku oraz
zachowania dowodów przez władze rosyjskie. – Po wygranych wyborach PiS
doprowadzi do tego, by sprawa została umiędzynarodowiona. Przypominam również,
że z oferty dotyczącej umiędzynarodowienia tej sprawy odrzucona została
propozycja zarówno NATO, jak i UE w kwestii przysłania ekspertów, którzy
wzięliby udział w wyjaśnianiu przyczyn katastrofy smoleńskiej – mówił Błaszczak.
Jak wskazuje w rozmowie z "Naszym Dziennikiem" Zbigniew Ziobro, Solidarna Polska
nie była informowana przez PiS w sprawie zajęcia się przez PE kwestią petycji.
Jak tłumaczy Ziobro, w PE jest 25 komisji, a europosłów SP tylko 4. – W związku
z tym nie mogliśmy wiedzieć, czy i kiedy odbywa się głosowanie w tej sprawie –
tłumaczy. – Skoro było tak, że najpierw ta sprawa została odrzucona na
posiedzeniu koordynatorów, a potem zapadła decyzja, że będzie ona przedmiotem
obrad komisji, to obowiązkiem PiS było przekazać nam informacje, że taki fakt
będzie miał miejsce. Posłowie PiS nie poinformowali nas o tej sprawie. Nie
zawsze, będąc w jednej grupie, ma się wpływ na stanowisko wszystkich europosłów
z innych krajów. Ale często można zdobyć poparcie dla danego głosowania. Jednak
żeby tak się stało, osoby, które miały taką możliwość, powinny być rzetelnie
poinformowane, że taki fakt miał miejsce – tłumaczy Ziobro.

Anna Ambroziak

drukuj