Budujemy strategię dla życia
Z ks. Tomaszem Kancelarczykiem, organizatorem Marszów dla Życia,
rozmawia Małgorzata Pabis.
Jak to się stało, że zaangażował się Ksiądz w dzieło obrony życia?
– Zanim zacząłem zajmować się Marszami dla Życia, zanim zacząłem walczyć w
obronie życia nienarodzonych, zobaczyłem wartość życia w człowieku
niepełnosprawnym, chorym. To od nich, ludzi często odrzuconych przez współczesny
świat, rozpoczęła się moja przygoda z obroną życia od poczęcia po naturalny
kres.
Ostatni szczeciński Marsz dla Życia to prawdziwy sukces. Co go
zapewniło?
– Wzięliśmy na poważnie słowa bł. Ojca Świętego Jana Pawła II, który w encyklice
"Evangelium vitae" pisał, że trzeba budować wielką strategię życia. My, patrząc
na marsze w obronie życia, widzieliśmy w nich możliwość budowania właśnie takiej
strategii. Zastanawialiśmy się, jak to robić, i podjęliśmy pracę w trzech
wymiarach: duchowym, formacyjnym i społecznym. Stwierdziliśmy, że trzeba ludzi
formować – przekazywać im informacje o wartości życia. To właśnie te wiadomości
dają ludziom argumenty, żeby iść na marsz, żeby włączyć się w dzieło obrony
życia. Jeśli ktoś nie ma odpowiedniej wiedzy, pewnie nigdy nie włączy się w to
dzieło. Konieczny jest także wymiar duchowy – modlitwa. Warto powiedzieć, że na
samym niedzielnym marszu w Dzieło Duchowej Adopcji Dziecka Poczętego włączyło
się około sześciuset osób. Obrońcy życia ze Szczecina spotykają się co miesiąc
25. dnia każdego miesiąca na modlitwie za życie. Tych inicjatyw jest znacznie
więcej.
Wymiary formacyjny i duchowy przekładają się w końcu na działanie społeczne,
m.in. na organizację marszu. A nasz szczeciński marsz to na razie najliczniejszy
Marsz dla Życia w Polsce. Stało się tak dlatego, że działamy kompleksowo.
W te kompleksowe działania wpisuje się również zaangażowanie ludzi,
organizacji?
– To prawda. My chcemy, żeby dzieło obrony życia łączyło wszystkie środowiska.
Chcemy, by jak najwięcej osób czuło się odpowiedzialnych za to dzieło. Tu chcę
podkreślić, że bardzo mocno w organizację marszu zaangażowana jest młodzież. My
nie traktujemy jej jako ozdoby, ale bardzo poważnie do niej podchodzimy,
powierzamy jej odpowiedzialne zadania, a ona je realizuje. Proszę zobaczyć, że w
szczecińskim marszu młodzież tak licznie brała udział. W innych miejscach tego
się nie zauważa. To też polega na wyborze odpowiedniego czasu.
Szczecińska młodzież jest bardzo zaangażowana. Uczestniczyliście w
Marszu dla Życia na Węgrzech, w marcu – w Pielgrzymce Obrońców Życia na Jasną
Górę. Stamtąd od razu jechaliście na Marsz dla Życia do Poznania. Wybieracie się
na marsz do Rzymu.
– To, o czym pani mówi, to nie wszystko. Zostaliśmy np. poproszeni o pomoc w
organizacji marszu w Kaliszu. Młodzież bardzo chętnie angażuje się w te
działania. Dlaczego? Myślę, że dlatego, iż widzi skutki swojego działania. Że
to, co robi, przynosi efekty, konkretne owoce. Oni mają już pewną wiedzę.
Wiedzą, że w telewizji publicznej nie znajdą prawdy na temat życia. Muszą więc
dzielić się tym, co mają, z innymi. "Liczy się prawda" – mówią. Ja sam – mając
świadomość, że jestem dla nich liderem – składam na ich barki pewną
odpowiedzialność. Podkreślam, że potrzebna jest ich praca. Chętnie podejmują
wyzwania. Pokazuję, że jak coś zrobili, to się odbyło, a bez ich zaangażowania,
wysiłku byłaby pustka. Ci młodzi ludzie czują się więc potrzebni i kreują w
Polsce pewną rzeczywistość. Patrząc na to, co robią i jak to robią, można
powiedzieć, że są profesjonalistami.
Szczeciński Marsz dla Życia to największy marsz w Polsce…
– Mam nadzieję, że na razie. Jeśli nam w Szczecinie udało się zaangażować
kilkanaście tysięcy osób, uda się to wszędzie. Jestem o tym przekonany. Marzy
się nam, aby Szczecin z tymi kilkunastoma tysiącami był najmniejszym marszem w
Polsce. Nie chcemy być na pierwszym miejscu. Chcemy, by jak najwięcej osób
poznało wartość życia i zaangażowało się w jego obronę.
Dziękuję za rozmowę.
