Na kościół padażditie

Katolicy ze Smoleńska nie mogą doczekać się zwrotu odebranej przez
sowieckie władze świątyni. Liczą, że w połowie roku będą mogli wejść do
kościoła, który dziś jest niemal ruiną.

Ojciec Ptolemeusz Kuczmik, franciszkanin, posługuje tu od prawie 20 lat. Ale
neogotycki kościół stoi w Smoleńsku od dawna. Wybudowano go w 1896 roku ze
składek miejscowej społeczności katolickiej, złożonej głównie z Polaków.
Świątynię zaprojektował Michał Mejszer i jego syn, też Michał, w środku freski
wymalował polski arystokrata, hrabia Plater. Obecność katolików w Smoleńsku
sięga XVII wieku, kiedy to miasto należało do I Rzeczypospolitej, wtedy
utworzono diecezję smoleńską. Potem wrócili Rosjanie, ale pod koniec XVIII w.
ponownie erygowano parafię. Kościół katolicki stoi na wzgórzu, wielkim cmentarzu
żołnierzy napoleońskich. Do dziś zresztą obok kościoła jest cmentarz. Z czasem
powstawały coraz większe budynki kościelne. Nosiły wezwania Matki Bożej
Anielskiej, Narodzenia Najświętszej Maryi Panny, wreszcie ostatni, który stoi do
dzisiaj. – Powstał dzięki zesłańcom i potomkom zesłańców. W 1902 r. parafia
liczyła 11 tysięcy osób w czterdziestotysięcznym Smoleńsku. Kościół konsekrowano
pod wezwaniem Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny, tak jak wiele
innych ówczesnych świątyń katolickich w związku z ogłoszeniem dogmatu o
Niepokalanym Poczęciu w 1854 roku – opowiada o. Ptolemeusz.

Rewolucja październikowa rozpoczęła najtrudniejszy okres dla katolików
smoleńskich. Ostatnia Msza św. została tu odprawiona publicznie w 1930 roku.
Czterech księży zostało do 1938 roku. Wszystkich rozstrzelano w Katyniu. – W
1938 r. kościół definitywnie zamknięto, według propagandy komunistycznej, "na
prośbę parafian" – relacjonuje proboszcz smoleński. – Potem otworzyli go na
krótko Niemcy w 1941 r., ale miejscowi wierni nie chcieli przychodzić i
odprawiał tu tylko kapelan niemiecki dla żołnierzy Wehrmachtu. Po powrocie
Sowietów kościół zamieniono na spichlerz. A w 1952 r. na archiwum miejskie. I
tak jest do dzisiaj – dodaje.

Życie religijne tej wspólnoty zaczęło się odradzać w 1991 roku. Obecnie
parafia liczy kilkuset wiernych. Najstarsi zostali ochrzczeni w okresie
międzywojennym w smoleńskim kościele, ale większość to katolicy z Białorusi i
Litwy, którzy dostali w okresie komunistycznym nakazy pracy i musieli zamieszkać
w Smoleńsku. Oprócz Polaków są też: Litwini, Białorusini, Łotysze, Niemcy i
Rosjanie. Poza codzienną posługą duszpasterską parafia, którą tak jak dwieście
lat temu opiekują się franciszkanie, sprawuje opiekę duchową nad przybywającymi
do miejsc pamięci, przede wszystkim na Polski Cmentarz Wojenny w Lesie Katyńskim
oraz rejon katastrofy z 10 kwietnia 2010 roku. To całkiem pokaźna liczba
turystów, pielgrzymów, rodzin katyńskich, bliskich ofiar, wycieczek i delegacji
oficjalnych.

Drzewa na dachu

Niestety franciszkanie musieli zadowolić się budynkami przykościelnymi,
dawnym zakładem pogrzebowym. Budynek zaadaptowali na niewielki klasztor z
kaplicą, która zastępuje świątynię. A ta niszczeje. Piękne, dekoracyjnie
profilowane cegły odpadają, w spłaszczeniach dachu między wieżyczkami zaczynają
rosnąć drzewa. W 2010 r., kiedy bardzo pożądane były gesty podkreślające
"polsko-rosyjskie pojednanie", gubernator obwodu smoleńskiego Siergiej Antufjew
zapowiedział zwrot kościoła wiernym. – Gdy zakończymy budowę nowego budynku
archiwum państwowego, a będzie to już w przyszłym roku, możemy rozważyć sprawę
przywrócenia lub odbudowy budynku kościoła katolickiego – powiedział na
spotkaniu z miejscowymi przedsiębiorcami. Według urzędnika, ze strony polskiej
otrzymuje zapewnienia, że są instytucje gotowe rozpocząć prace przy kościele
"choćby jutro".

"Przyszły rok", czyli 2011, już minął, a nowe archiwum wciąż się buduje.
Jednocześnie miasto chwali się budynkiem neogotyckiego kościoła jako jednym ze
swoich zabytków i atrakcji turystycznych. Na mapach miasta i w różnych
wydawnictwach promocyjnych obiekt na rogu ulic Urickiego i Pamfiłowa oznaczany
jest jako świątynia, a nie archiwum. Ciągle jednak w środku pracują urzędnicy,
historyczne wnętrze jest całkowicie zniszczone, przestrzeń nawy podzielono na
piętra drewnianymi przepierzeniami, a wierni nie mają do niego wstępu.
W tej sprawie poseł Artur Górski skierował do ministra spraw zagranicznych
interpelację, dopytując się o działania rządu w obronie złożonej w dużej mierze
z Polaków katolickiej wspólnoty Smoleńska z jej polskimi duszpasterzami.
"Ministerstwo Spraw Zagranicznych zadeklarowało udzielenie wsparcia
dyplomatycznego staraniom Kościoła. W lipcu 2011 r. odbyły się w tej sprawie
rozmowy reprezentanta Ambasady RP z przedstawicielami Kurii Arcybiskupiej w
Moskwie. Pragnę zapewnić, że MSZ popiera postulaty rodaków za granicą, dotyczące
ich niezbywalnego prawa do praktykowania swojej religii w godziwych warunkach.
Działania w tej sprawie są jednak podejmowane przez MSZ w ścisłym porozumieniu i
na prośbę władz kościelnych, które w sprawie zwrotu obiektów sakralnych są
instytucją wiodącą" – odpisał wiceminister Jan Borkowski.

Rok poślizgu

Wydaje się, że budowa archiwum rzeczywiście jest na ukończeniu. Wygląda na
to, że inwestycja opóźniła się o rok. W Smoleńsku trwają obecnie przygotowania
do 1150. rocznicy istnienia miasta i bardzo dużo się buduje, odnawia i
modernizuje, na inwestycje przeznaczono duże środki z budżetu, ale jakoś
archiwum z tego nie skorzystało. – Mamy nadzieję, że w maju, może czerwcu,
pracownicy archiwum już opuszczą budynek kościoła wraz ze swoimi zbiorami –
cieszy się ojciec Kuczmik. Jeśli to nastąpi, to przed parafią stoi nowe
wyzwanie: kapitalnego remontu i ponownego wyposażenia świątyni. Smoleńscy
katolicy liczą tu z pewnością na pomoc z Polski. Obietnic składanych
gubernatorowi i franciszkanom wraz z wiernymi trzeba dotrzymać.

Piotr Falkowski

drukuj