Arogancja władzy – istota totalitaryzmu

Dwa miliony podpisów zebrała "Solidarność" przeciwko planom rządu Donalda
Tuska w sprawie zmiany systemu emerytalnego. Dwa miliony podpisów zebrano także
przeciwko faktycznej likwidacji Telewizji Trwam. Protesty lekarzy, farmaceutów,
służb mundurowych, młodych internautów mają charakter zbiorowy – protestują całe
grupy zawodowe, a premier Tusk odpowiada na to z konsekwentną arogancją – nie bo
nie. Arogancja władzy stanowi istotę każdego systemu totalitarnego, nawet jeżeli
jest to system "light" tak jak teraz pod rządami Platformy, która Obywatelską
jest tylko dla wybranych.

Pozostali Polacy są dzisiaj pod tymi rządami "obywatelami drugiej kategorii".
Tak jak w PRL za komuny, kto nie był w PZPR, był właśnie "drugiej kategorii". W
kontekście faktycznej (!) decyzji o likwidacji Telewizji Trwam mówił o tym
ojciec Tadeusz Rydzyk: "Widać, że po prostu nie chcą dać nam prawa do dotarcia
do całego społeczeństwa, co uważam za politykę więcej niż w stylu Machiavellego:
to nawet nie sztuka rządzenia, ale urządzania się grup mających władzę. Patrząc
od samego początku, od chwili, gdy doszli do władzy, widzimy, że jesteśmy – mało
powiedzieć – dyskryminowani czy wykluczani. W stosunku do nas po prostu stosuje
się metody totalitarne. Zarówno do Telewizji Trwam, do Radia Maryja, jak i
Fundacji Lux Veritatis (…) To jest chyba na zasadzie: "Wy możecie mieć rację –
my mamy pieczątki". Na takiej zasadzie jak kiedyś jeden ze zwycięzców
powiedział: "zwycięzców nikt nie pyta o rację". Czyli, parafrazując: rządzący
nigdy nie podają racji. Ale wtedy obywatele nie są podmiotami, lecz
przedmiotami".

To jest właśnie istotą totalitaryzmu. Każdy system totalitarny był represyjny
w pierwszej kolejności wobec ludzi wierzących w Boga. Totalitaryzm zawsze
zwalczał Krzyż, Kościół oraz te wartości, które Jan Paweł II określał jako
"pamięć i tożsamość". Tak było w III Rzeszy Hitlera, w Rosji sowieckiej Lenina,
Stalina, Breżniewa. Tak było na mniejszą skalę, ale było, w Polsce Bieruta,
Gomułki, Jaruzelskiego. W historii Polski przeplatały się zawsze wielkość i
podłość, ludzie dobrej i złej woli, a czasami woli najgorszej. Ci ostatni zawsze
używali kłamliwych pretekstów, aby zwalczać prawdę. W najnowszych dziejach
politycznych Polski wszyscy oni bez wyjątku byli inspirowani przez Moskwę. Czy
tak jest również dzisiaj?

Trzeba spojrzeć prawdzie prosto w oczy. Oto istnieje domniemanie, że decyzja
faktycznie likwidująca Telewizję Trwam nie jest decyzją suwerenną, że została
podjęta przez KRRiT pod presją różnych ośrodków władzy, i to nie tylko w Polsce,
ale także poza granicami Polski. A nawet poza granicami Unii Europejskiej dwa
lata po 10 kwietnia 2010 r. udowodnienie tego domniemania wcale nie jest takie
trudne. Co więcej – decyzja KRRiT nie powinna być zaskoczeniem, gdyż stanowi
element działań przeciwko Kościołowi, jakie były prowadzone przez licznych
polityków i dziennikarzy przez ostatnie kilkanaście lat. Analiza sposobu, w jaki
Telewizja Trwam relacjonowała w swych programach katastrofę narodową 10 kwietnia
2010 r. i jej następstwa, a jak była z tego powodu zwalczana w Rosji, nie tylko
zresztą w mediach – pozwala na najgorsze nawet przypuszczenia odnośnie do
suwerenności decyzji KRRiT.

Nie tylko na Święta Wielkanocne Drogim Czytelnikom "Naszego Dziennika"
składam najserdeczniejsze życzenia: Alleluja, i do przodu! Ale również życzę,
aby nie pozwolili Państwo robić sobie wody z mózgu, ponieważ tradycyjny
wielkanocny lany poniedziałek to zupełnie inna tradycja.

Józef Szaniawski

drukuj