O pedofilii…w świecie

W tych dniach bardzo często słyszymy, że sympozjum dotyczące pedofilii, które odbywa się w Rzymie jest bezprecedensowe. Ma nie tylko ma zdiagnozować istniejące problemy, ale służyć pewnej profilaktyce i przeciwdziałaniu. Sądzę wszakże, że mówiąc o wartościach tego sympozjum należy zwrócić uwagę na kilka płaszczyzn. Zwróciłbym uwagę na trzy.

 

 

 

 

 

Ks. prof. dr hab. Paweł Bortkiewicz TChr, Aktualności Dnia – 08.02.2012.


Po pierwsze Kościół jest świadom swoich grzechów i przyznaje się do nich w sposób publiczny, przyznaje się w sposób oczywisty, czyni to codziennie. Każdą Mszę Świętą rozpoczynamy od rachunku sumienia i aktu żalu za grzechy. Każdy z tych grzechów popełnionych w zakresie tak bardzo drastycznym, jakim jest grzech pedofilii zasługuje na jednoznaczne potępienie i jednoznacznie negatywną ocenę. Co do tego nie może być wątpliwości. Choćby tych grzechów było bardzo niewiele, bardzo policzalna ilość to
– raz jeszcze powtarzam – każdy z nich zasługuje na jednoznacznie negatywną ocenę i na wyznanie żalu.

Wydaje mi się, że trzeba także zwrócić uwagę na inną płaszczyznę. Odnoszę czasem wrażenie – może mylne, jeżeli tak to się usprawiedliwiam i przepraszam
– że niekiedy niektóre media świeckie usiłują narzucić negatywną wizję Kościoła. Forsują pogląd, że w czasach współczesnych Kościół stanowi grupa sfrustrowanych, nieradzących sobie z własną seksualnością osób, które w sposób perwersyjny usiłują narzucić normy moralne w zakresie etyki seksualnej. Te media próbują wmówić opinii publicznej, że mamy do czynienia z grupą duchownych, którzy absolutnie nie radzą sobie ze swoją seksualnością, mają problemy z celibatem, homoseksualizmem i pedofilią. Głoszą, że duchowni działają na zasadzie jakiejś perwersji, na zasadzie psa ogrodnika, który sam nie może, coś tam po kryjomu podjada, ale jednocześnie broni czegoś co jest po prostu nie do obrony.

Kościół właśnie tak przedstawiany, kreowany jest jako instytucja, która jako jedyna nie nadąża za duchem postępu i sztywno trzyma się pewnych norm moralnych w zakresie seksualności. Otóż trzeba bardzo jednoznacznie powiedzieć, że niezależnie od tego ile jest grzechów, nadużyć seksualnych w Kościele, to nie zmienione zostaną na pewno normy dotyczące zachowań seksualnych. Właśnie każdy z tych grzechów w sposób bardzo dramatyczny potwierdza prawdę i piękno ludzkiej płciowości, potwierdza godność osoby ludzkiej, która jest jednością psychofizyczną. Więc jeżeli mówimy o godności człowieka musimy mówić o godności ciała. Im bardziej Kościół kaja się za te grzechy tym bardziej jednocześnie promuje autentyczną wizję seksualności ludzkiej i godności ciała ludzkiego.

I wreszcie trzecia sprawa, która też wyłania się z pewnych wizji, czy wizerunków medialnych narzucanych w tych dniach. To wizja taka jakoby Kościół był głównym odpowiedzialnym za te perwersje pedofilskie, które mają miejsce we współczesnym świecie. Raz jeszcze pragnę podkreślić to bardzo mocno, choćby był jeden grzech pedofilski w Kościele, to jest za co przepraszać i to jest o jeden grzech za dużo. Ale zwróćmy uwagę, że zjawisko tej patologii, tego grzechu, tego zła, które jest tak mocno demaskowane w Kościele ono w skali wszystkich grzechów pedofilskich i perwersji seksualnych stanowi zaledwie nikły procent. I tutaj rodzi się takie zadziwienie dotyczące tzw. opinii społecznej, która niejednokrotnie dokonuje podwójnej oceny tzn. z jednej strony tak bardzo mocno i w sposób słuszny piętnuje te grzechy w Kościele, a z drugiej strony usprawiedliwia, otacza, wręcz czyni idolami bohaterów tych samych przestępstw seksualnych tyle, że nie będących członkami Kościoła.

Żeby nie być gołosłownym proszę zwrócić uwagę na to, co się działo czy dzieję wokół osoby znanego reżysera Romana Polańskiego. Jest on przecież wręcz wynoszony, jako idol współczesnej kultury, jako postać, jeżeli nawet zanurzona w perwersje seksualne, to przez to tym bardziej atrakcyjna. Dlatego apelowałbym o pewną jednoznaczność naszych ocen, o to abyśmy nie relatywizowali ocen moralnych. Zło dokonane w stosunku do niewinnych dzieci jest złem zawsze jednoznacznie złym obojętnie czy jest dokonane przez wikarego w małej parafii gdzieś na obrzeżach wielkiego świata, czy jest dokonane przez tak zwanego celebrytę stającego w centrum wydarzeń kulturowych.

Myślę więc, że kiedy spoglądamy na tę bardzo specyficzną konferencję, która odbywa się w tych dniach na Uniwersytecie Gregoriańskim warto raz jeszcze pamiętać o tym, że zło pedofilii jest złem, za które Kościół się kaja i przeprasza w imieniu tych, którzy tego zła się dopuścili. Po drugie skala pedofilii niezależnie od tego, jaka jest nie zmieni niczego jeżeli chodzi o normy etyki seksualnej. Można powiedzieć wręcz, że im bardziej demaskujemy zło perwersji pedofilskich tym bardziej jesteśmy świadomi tego, że musimy zabezpieczać godność osoby ludzkiej w zakresie seksualności. Trzecie sprawa bądźmy racjonalni i bądźmy uczciwi. Tak jak oceniamy negatywnie i słusznie grzechy członków Kościoła w stosunku do przestępstw seksualnych, tak samo oceniajmy pozostałe 99 procent tych wykroczeń, jakie dokonuje się w świece tzw. celebrytów, kultury, sztuki, polityki i w innych sferach społecznego życia.

Nadużyłem proporcji 99 do 1 procenta, ale musimy być świadomi pewnej skali. Jeżeli mówimy o tych zjawiskach – które raz jeszcze powtarzam są jednoznacznie negatywne i wymagające skruchy i żalu – musimy mieć świadomość pewnej skali ilościowej tych zjawisk. Warto przy okazji przytoczyć informacje przekazane przez ojca Dyrektora, nadmienić to o czym mówił, czy pisał George Weigel. Skomentował sprawy równie głośnych wykroczeń seksualnych w Stanach Zjednoczonych, jak wiele z tych zarzutów zostało ostatecznie wycofanych, umorzonych, czy też zostało ostatecznie podważonych przez organy prawne. Chociaż o tej sprawie – niesłusznych zarzutów i zniesławień – media świeckie milczą.

Spór jaki toczy się od mniej więcej lat 60-tych, a więc od słynnej rewolucji seksualnej związanej nade wszystko z rokiem 68 na zachodzie, to jest spór o sens ludzkiej płciowości, seksualności. Czy ma być to sens wyłącznie hedonistyczny skupiony na pozyskiwaniu przyjemności, czy też ponad hedonistyczny jak proponuje to Kościół. Ponad hedonistyczny oznacza otwarcie na prokreację, oznacza odpowiedzialność, oznacza wzięcie odpowiedzialności za swoje czyny. Jednoznacznie świat lansuje dzisiaj rozumienie płciowości w kategoriach wyłącznie hedonistycznych, a więc w kategoriach wyłącznie przyjemnościowych i zauważmy, że ma to swoje ogromne konsekwencję. Dlatego, że w tym momencie rzeczą obojętną staje się kto z kim, w jaki sposób, ile razy i z wszystkimi detalami można by było opisywać te konfiguracje seksualne. Tymczasem to wszystko jest wtórne, nieistotne, ważne jest to czy to przynosi zaspokojenie i w tej sytuacji mamy legalizacje związków homoseksualnych bo przecież one przynoszą zaspokojenie przyjemności.

Mamy legalizację związków w postaci trójkątów, wieloboków czy wielofigurowych konfiguracji, dlatego, że one właśnie przynoszą przyjemność. Im więcej tej przyjemności tym mniej odpowiedzialności dlatego rozbicie instytucji rodziny, rozbicie instytucji małżeństwa, dlatego rozbijanie wierności jako cechy i przymiotu małżeńskiego to wszystko zostaje podważone bo liczy się tylko przyjemność. Jeżeli więc ktoś ma przyjemność, przepraszam ale w zoofilii, nekrofilii czy pedofilii, to w jakimś sensie także staje się to ostatecznie usprawiedliwione w tym schemacie. Pozostają tylko bardzo wąskie granice prawne, które w każdym momencie mogą zostać zmienione. Jeżeli pedofilia jest krytykowana w tej perspektywie hedonistycznej to tylko dlatego, że narusza podmiotowość dziecka, że traktuje to dziecko w sposób instrumentalny. Ale to jest zbyt mały próg, żeby dokonać tutaj wystarczającego zabezpieczenia przed tą perwersją. Trzeba wrócić do pytania bardzo fundamentalnego, czym jest seksualność, czy jest ona tylko dodatkiem do osoby ludzkiej czy jest wyrazem ludzkiej osoby i trzeba wrócić też do pytanie jaki jest sens ludzkiej seksualności, czy jest ona związana z odpowiedzialnością, czy ma stanowić tylko i wyłącznie sferę zaspokajania przyjemności.

Tuż po śmierci Jana Pawła II rozpoczął się bardzo zakamuflowany, ale zarazem bardzo zmasowany atak na pozycję Kościoła. Ponieważ geniusz Jana Pawła II, jego świętość, jego wielkość sprawia, że Kościół stał się instytucja znaczącą w świece współczesnym także dla ludzi niewierzących zaczęto godzić w niego w sposób bardzo specyficzny i perwersyjny. Rozpoczęły się zmasowane afery o charakterze seksualnym. Zauważmy, że są to afery, które są naprawdę bardzo trudne do materialnego, prawnego, jurydycznego określenia. Ja nie chcę powiedzieć, że tych sytuacji nie ma, tylko raz jeszcze chcę podkreślić, że istnieje różnica między dwoma dziesiątymi czy dwoma setnymi procenta, a wrażeniem jakoby cały Kościół, czy zdecydowana większość ludzi Kościoła oddawał się tym niecnym praktykom. Ale z czasem zaczęto wytwarzać i wytwarza się w nas takie wrażenie nawet nie co drugi duchowny, ale co jakiś tam ułamek duchownego miał ogromne problemy z własną seksualnością, z celibatem.

Pamiętam takie badania w Polsce, które też zostały rzekomo przeprowadzone i dotyczyły – z resztą człowieka z mojego środowiska naukowego – pewnego socjologa, który publikował badania dotyczące stosunku księży do celibatu. Pytałem w gronie moich kolegów, najpierw tak żartobliwie, czy ktoś z nas rzeczywiście odczuwa radykalny ciężar celibatu. Myślę , że były to szczere odpowiedzi, przy różnych sytuacjach dyskomfortowych, nikt z nas nie był radykalnym przeciwnikiem celibatu. Niejednokrotnie wręcz docenialiśmy, doceniamy i chyba będziemy doceniać jego błogosławioną wartość. Ale mówiąc bardziej poważnie pytaliśmy się wzajemnie siebie, czy w naszych środowiskach, w naszych diecezjach, zgromadzeniach zakonnych, zakonach czy ktoś słyszał o przeprowadzaniu takich badań. Okazało się, że nikt i nigdzie. Skąd się biorą takie badania, skąd się biorą takie informacje? To jest wypaczanie wizerunku Kościoła. To jest tworzenie takiego wrażenia jakoby Kościół stanowił sfrustrowaną instytucję osób niepotrafiących radzić sobie z własną seksualnością, a zazdrośnie strzegących norm moralnych, których sami nie przestrzegają. To jest fatalna wizja Kościoła, to jest zakłamana wizja Kościoła i z taką wizją Kościoła musimy walczyć.

Ks. prof. dr hab. Paweł Bortkiewicz TChr, Prodziekan ds. Nauki i Współpracy Międzynarodowej Wydziału Teologicznego Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu oraz Kierownik Zakładu Katolickiej Nauki Społecznej, wykładowca WSKSiM.

 

***

Strategia wroga chrześcijaństwu



Nasz Dziennik, 2012-02-08

„Ku uzdrowieniu i odnowie” – pod takim tytułem na Papieskim Uniwersytecie Gregoriańskim w Rzymie odbywa się od poniedziałku międzynarodowe sympozjum poświęcone nadużyciom osób duchownych wobec niepełnoletnich. W czterodniowym spotkaniu biorą udział m.in. przedstawiciele 110 konferencji Episkopatów poszczególnych krajów oraz 30 wyższych przełożonych zakonnych.

Choć temat spotkania jest ważny, nie jest to – jak obwieściła wczoraj na pierwszej stronie „Gazeta Wyborcza” – „wydarzenie bez precedensu w historii Kościoła”. Podobnych sympozjów poświęconych aktualnym problemom katolickie uczelnie organizują dość dużo i bardzo często dotyczą one spraw niezmiernie istotnych, jak choćby obrona życia czy manipulacje genetyczne. Fakt, że informację o sympozjum na jezuickiej uczelni w Rzymie „Gazeta Wyborcza” umieściła wczoraj na pierwszej stronie, podczas gdy o wielu innych nie wspomina w ogóle, dziwić nie powinien. Skoro bowiem pismo to niejako programowo zajmuje się walką z Kościołem katolickim, okazja do wyolbrzymienia jego rzekomych win wydaje się znakomita.

Jakiś czas temu w wypowiedzi dla włoskiego dziennika „Il Foglio” ks. kard. Camillo Ruini podkreślił, że nadużycia wobec nieletnich „są zawsze hańbą, zwłaszcza jeśli zostały popełnione przez kapłana”, dlatego niezbędne jest podjęcie wszelkich środków, które mogą im zapobiec. Temu właśnie służy rzymskie sympozjum. Ten sam kardynał zwrócił jednak uwagę, iż zainteresowanie wielu gazet i wyrażających się przez nie środowisk nie przypadkowo skoncentrowane jest na przypadkach pedofilii księży katolickich, których liczba jest zdecydowanie niższa, niż ma to miejsce w wielu innych grupach osób. „Rozpętana w mediach oszczercza kampania wobec Kościoła katolickiego i papieża stanowi część odwiecznej strategii wrogiej chrześcijaństwu” – podkreślił ks. kard. Ruini.

Kilka lat temu na łamach pisma „Child Maltreatment” prof. Philips Jenkins z Uniwersytetu Stanowego Pensylwania opublikował specjalny raport, opracowany na podstawie swoich ponad 20-letnich badań. Skądinąd niebędący katolikiem religioznawca, a zarazem specjalista z zakresu prawa karnego, dowiódł w nim, że przypadki nadużyć dotyczą zaledwie 0,2-0,3 proc. ogółu duchowieństwa. Jego zdaniem, rzetelna informacja na temat tego rodzaju przestępstw wśród księży zawsze wymaga porównania ich ze skalą takich samych wykroczeń nie tylko pośród duchownych innych wyznań i religii, ale również osób świeckich z określonych środowisk, w tym aktorów, nauczycieli czy dziennikarzy… Jeżeli w jakimś odnoszącym się do Kościoła katolickiego przekazie medialnym brak jest takiego porównania, wypada podejrzewać, że cel publikacji jest zupełnie inny niż troska o ofiary nadużyć…

Sebastian Karczewski

drukuj