Kaczmarek troszczy się o generała C.
Nie wiemy, jakim wynikiem zakończy się postępowanie prokuratury w sprawie
korupcji przy prywatyzacji LOT-u i STOEN-u, w którą zamieszany jest m.in. były
szef Urzędu Ochrony Państwa, generał w stanie spoczynku Gromosław C. Ta sprawa
pokazuje na pewno, że oskarżenia, jakie formułowano wobec procesów
prywatyzacyjnych prowadzonych po 1989 roku, są w dużej części zasadne.
Jednocześnie kolejny raz przy okazji afer, w jakie zamieszany jest były
wysoki funkcjonariusz służb specjalnych PRL i III RP, słyszymy ubolewania, że
oto wolna Polska nie potrafi zagospodarować umiejętności i talentów swoich
byłych funkcjonariuszy. Taki był choćby ton niektórych wypowiedzi byłego
ministra Skarbu Państwa Wiesława Kaczmarka z SLD, który niejako oskarżał nasze
państwo, że nie jest w stanie wykorzystać takich ludzi jak Gromosław C., gdy ci
odchodzą na emeryturę.
Słuchałem i własnym oczom i uszom nie wierzyłem. A w jaki to sposób państwo ma
"zagospodarować" Gromosława C. i jego kolegów? Przecież, jak zewsząd słyszymy,
są to fachowcy najwyższej klasy, znający się jak mało kto na kwestiach
bezpieczeństwa, ochrony. I firmy, a nawet wielkie koncerny, wręcz biją się o
nich, aby ich zatrudnić u siebie. Bo byli bezpieczniacy pomagają im w ujawnianiu
przypadków szpiegostwa przemysłowego czy przeciwdziałają wynoszeniu z biura
poufnych informacji i dokumentów. I taka praca przynosi im bardzo wysokie
dochody, wyższe nawet wielokrotnie od tego, co zarabiali w czasie, gdy pracowali
na państwowej posadzie. Z takich zleceń żyli i żyją zresztą nie tylko byli
wysocy funkcjonariusze UOP, ABW czy policji, ale także ich byli podwładni.
Tak samo było zresztą z Gromosławem C., wystarczy przejrzeć archiwa internetowe,
aby znaleźć ciekawe artykuły na temat jego biznesowej działalności po odejściu z
UOP. W końcu to dwa lata temu media ujawniły informację, że z konta Gromosława
C. zniknęły 2 mln dolarów, a to, że mógł osiągać tak wysokie dochody, tłumaczono
choćby tym, że drogo kosztuje jego doradztwo, a ponadto zasiadał w radach
nadzorczych dużych spółek. Jako doradca premiera czy szefa ABW tyle by nie
zarobił.
Gromosław C. miał nie tylko bardzo wysoką emeryturę, ale i dość innych
dochodowych zajęć i nie potrzebował pomocy państwa, więc i troska o niego ze
strony Wiesława Kaczmarka jest zbyteczna. Ale jego przykład – jeśli dowody,
które zebrała prokuratura obronią się przed sądem – wskazuje na coś innego:
nasze państwo nie ma instrumentów, które by je chroniły przed przestępczą
działalnością byłych wysokich funkcjonariuszy służb specjalnych i urzędników,
którzy dzięki zdobytym wpływom i znajomościom mają możliwości nielegalnego
zarabiania ogromnych sum pieniędzy. Nie tylko przy prywatyzacji. Do tej bowiem
pory opinia publiczna nie wie, kto z wysokich funkcjonariuszy państwowych
zarabiał na lewym handlu paliwami, alkoholem czy przy obrocie atrakcyjnymi
nieruchomościami. Przypadek STOEN-u i LOT-u oraz Gromosława C. to tylko
wierzchołek góry lodowej.
Krzysztof Losz
