Ideologia multi-kulti a prawda o kulturze

Można sądzić, że poznanie humanistyczne wzięło swój początek w
starożytnej Grecji, w okresie kiedy Grecy odkrywali naukę (filozofię) i
jednocześnie przezwyciężali poznanie mitologiczne, oparte na poezji i wyrażane w
metaforach. Pierwsi humaniści podjęli próby zrozumienia dziejów ludzkich, a
przede wszystkim sensu ludzkich poczynań kulturowych, dzięki czemu narodziła się
historia – jako nauka, a także skupili uwagę na dziełach tworzących kulturę
materialną oraz kulturę duchową, czego owocami są historia sztuki, krytyka
artystyczna i filologia.

Poznanie humanistyczne, zrazu naiwne i uprawiane hobbystycznie, pojawiło się
jeszcze przed odkryciem filozofii, a wraz z doskonaleniem się refleksji nad
ludzkim poznaniem – co stało się domeną filozofii – specjalizowało się i krzepło
teoretycznie, ale także przechodziło kryzysy i upadki.
Kultura jest do dziś wdzięcznym polem badań naukowych. Świadczy o tym choćby
dzisiejsza moda na studia kulturoznawcze; pojawiły się one w programach wielu
uczelni jako odrębny kierunek studiów naukowych. To cieszy, lecz skłania także
do refleksji. Dlaczego? Otóż za wspomnianą modą na kulturoznawstwo stoi
ideologia tzw. multikulturalizmu (ang. multi-culti), która zakłada, że wszystkie
istniejące kultury są równosilne czy też równoważne sobie. Skąd to błędne
przekonanie? Multikulturalizm jest orężem socliberalizmu, jego tzw. globalizmu,
czyli nadziei na zbudowanie supercywilizacji światowej na bazie ekonomii i
techniki. Czym jest zatem kultura w liberalizmie? Jak w każdym socjalizmie jest
ona swoistą "nadbudową" ("bazą" życia ludzkiego jest konsumpcja materialna), a w
liberalizmie jest swoistym "kwiatkiem do kożucha" reprezentowanym przez sztukę i
masową rozrywkę. Dziedziny te są miejscem ekspresji ludzkiej wolności czy wręcz
środkiem na "zabicie czasu", mogą więc przybierać dowolne formy, nawet
prymitywne myślowo i zdegenerowane moralnie, jeśli tylko "coś" wyrażają lub
"wyzwalają wolność".
Charakterystyczne, że chociaż ideologia multi-kulti zawęża kulturę i spycha ją w
objęcia absurdu (a absurd eskaluje sam siebie), to dominuje ona w programach
studiów humanistycznych i kulturoznawczych. Wiele wskazuje na to, że kluczowym
założeniem tych programów jest relatywizm, pogląd głoszący, że prawda jest
rzeczą względną (zmienną, stopniowalną, uzależnioną od okoliczności). Przyjęcie
takiego założenia, zgodnego z liberalnym kryterium ideologicznej poprawności,
pozwala na badanie kultur, lecz wyklucza ich ocenę. W związku z tym odnotujmy,
że założenie to jest nie tylko niezgodne z wiedzą naukową o kulturze, lecz
przede wszystkim z naszym codziennym doświadczeniem. Doświadczenie to pokazuje,
że kultur jest wiele i że nie są one sobie równe pod względem jakości
(doskonałości), istnieją bowiem kultury ułomne, prymitywne, a nawet aspektownie
nikczemne. I dlatego właśnie poddajemy ocenie działalność ludzką, własną i
cudzą, nie tylko w zakresie kultury indywidualnej, lecz także w jej roszczeniu
do uniwersalności. Odróżniamy przecież i respektujemy na co dzień różnicę
pomiędzy faktem kulturowym a faktem kulturotwórczym. Nie wszystko, co człowiek
tworzy, bogaci realnie kulturę, a jeśli człowiekowi trafi się fałsz czy błąd,
jego kultura staje się nieodwołalnie antykulturą, alienuje się i zwraca się
przeciwko swojemu twórcy. I właśnie świadomość tej różnicy jest racją
usprawiedliwiającą istnienie nauk o kulturze i studiów kulturoznawczych.
Kultura jest uprawą świata (łac. colo, -ere), sposobem naszego bytowania w
świecie, tworzą ją cztery integralnie powiązane dziedziny naszej aktywności –
nauka, moralność, sztuka i religia, a jej jakość zależy od samego człowieka, od
jego wiedzy i dobrej woli, aby kierować się prawdą, dobrem, pięknem i doskonalić
samego siebie w człowieczeństwie, którego najwyższym wyrazem jest świętość.
Naiwna akceptacja liberalnej ideologii multi-kulti to zgoda na "dyktaturę
relatywizmu", ta zaś podważa instytucję nauk humanistycznych i autorytet szkoły
wyższej.

Prof. dr hab. Henryk Kiereś
kierownik Katedry Filozofii Kultury KUL, profesor WSKSiM

drukuj