Kopalnia „Wujek”
Dobrze się stało, że "Solidarność" podjęła decyzję, aby centralna część
obchodów 30. rocznicy wprowadzenia w Polsce stanu wojennego odbyła się na
Śląsku, w Katowicach, w kopalni "Wujek". To właśnie Śląsk 30 lat temu był
miejscem najbardziej zdeterminowanego i najdłuższego oporu przeciwko WRON –
komunistycznej dyktaturze wojskowej. To Śląsk poniósł historycznie największe
ofiary w walce z reżimem stanu wojennego, a kopalnia "Wujek" stała się symbolem
bohaterstwa.
"Łączę się w modlitwie i zadumie, aby oddać hołd ofiarom tamtej krwawej
masakry z pamiętnego grudnia 1981 roku. Chcę wierzyć, że nazwiska górników
poległych w obronie godności ludzkiej znajdą się w Panteonie narodowych
bohaterów, których najwyższa ofiara złożona z własnego życia przybliżyła nam
wszystkim wolność Polski. (…) Tak jak na zgniłym fundamencie nie można
postawić trwałej budowli, tak nie można zbudować państwa prawa na ludzkiej
niesprawiedliwości". Tak pisał do górników z "Wujka" w przesłaniu z Ameryki
pułkownik Ryszard Kukliński, w czasie kiedy nadal ciążył na nim wyrok śmierci
reżimu stanu wojennego, podtrzymany przez kolejne ekipy rządzące III RP.
Masakra w "Wujku" nie była przypadkowa. Właśnie to miejsce i ta kopalnia zostały
wytypowane celowo. Chodziło o pokaz siły, zastraszenie całego Śląska, a w
konsekwencji całej Polski. Przecież gdyby chodziło jedynie o zmuszenie górników
do zakończenia strajku, to wystarczyło wyłączyć dopływ prądu elektrycznego i
dopływ wody, a górnicy sami opuściliby kopalnię. Ale władzy komunistycznej
potrzebna była krew, potrzebni byli zabici i ranni, aby zastraszyć całą Polskę,
że władza się nie cofnie. Przeciwko strajkującym w kopalni "Wujek" górnikom
reżim generała Jaruzelskiego skierował kilka jednostek. Były to siły nie tylko
milicji obywatelskiej, nie tylko ZOMO, nie tylko bezpieki, ale również
regularne, liniowe bojowe jednostki Ludowego Wojska Polskiego uzbrojone w
czołgi, w broń maszynową, pociski burzące i ostrą amunicję. Był wśród nich
również pluton specjalny strzelców wyborowych przeznaczonych do eliminowania
przywódców strajków i manifestacji, przewidywanych przez Jaruzelskiego,
Kiszczaka i innych generałów WRON.
Nigdzie w całej Polsce nie było tak oczywiste jak przed kopalnią "Wujek", że
komuniści wypowiedzieli wojnę własnemu Narodowi! Grupa skomunizowanych,
zsowietyzowanych, a nawet zrusyfikowanych w służbie Moskwie polskich generałów
podjęła zbrodniczą decyzję, aby w nocy z soboty na niedzielę, 12/13 grudnia 1981
roku, kiedy ludzie najspokojniej śpią i są najbardziej bezbronni – zaatakować
Naród i Polskę. Stan wojenny był wprowadzony na rozkaz Moskwy, a dzisiaj wiemy i
to, że rozkazy z Kremla wydawali Jaruzelskiemu i pozostałym generałom nie tylko
Breżniew, ale także szef KGB Andropow oraz marszałkowie Ustinow i Kulikow. Stan
wojenny nie był żadnym "mniejszym złem", ale został dokonany w imię imperialnych
planów i polityki Moskwy. I dlatego władcy Kremla nagrodzili w 1984 roku swego
wiernego sługę generała Jaruzelskiego platynowo-złotym orderem Lenina –
najwyższym sowieckim odznaczeniem, jakiego poza Jaruzelskim nie otrzymał nigdy
żaden Polak. Podobnie jak inni komuniści rządzący Polską także Wojciech
Jaruzelski starannie zacierał ślady swych zbrodni i podobnie jak oni był zdrajcą
Narodu, renegatem, targowiczaninem XX wieku. Szczególnie starannie zatarte
zostały ślady zbrodni dokonanej na górnikach z kopalni "Wujek". 30. rocznica
stanu wojennego, przypadająca już za kilka tygodni, powinna być ważną okazją,
aby przypomnieć Polsce, Europie i światu wszystko to, co komuniści chcieli
ukryć. Także tragiczną walkę o wolność Ojczyzny, godność i prawa człowieka, jaką
stoczyli w grudniu 1981 polscy górnicy z KW "Wujek" w Katowicach.
Józef Szaniawski
