Gnębienie Schetyny dla dobra prezydencji
Dzieje się tak mimo że ci, którzy rządzili przez ostatnie cztery lata,
otrzymali mandat od wyborców do kontynuowania swojej działalności. A tym samym
mają możliwość sprawnego – czyli bez robienia wielkiego zamieszania – dokonania
zapowiadanej rekonstrukcji rządu.
Jeszcze na kilka dni przed wyborami parlamentarnymi premier Donald Tusk
anonsował, że jeżeli w dalszym ciągu będzie mógł kierować rządem, to nowy skład
jego gabinetu poznamy szybko. Tuż po wyborach okoliczności najwyraźniej się
zmieniły, gdyż "nagle" okazało się, iż od lipca mamy polską prezydencję w Radzie
Unii Europejskiej, a w tej sytuacji "żaden odpowiedzialny premier" nie może
odrywać od pracy dla kraju nawet najgorszego ministra, którego dymisja już przez
samego szefa rządu została przesądzona. Fakty jednak wskazują, że
bezprecedensowe opóźnienie w powołaniu nowej ekipy rządzącej – tłumaczone na
potrzeby uspokojenia społeczeństwa "dobrem polskiej prezydencji" – podyktowane
jest potrzebą Donalda Tuska przeprowadzenia pewnych rozgrywek wewnątrz- i
międzypartyjnych. Od zakończenia zwycięskich dla Tuska wyborów przewodniczący
Platformy, pokazując, kto w jego partii naprawdę rządzi i będzie rządził,
rozstawia po kątach członków PO i przeczołguje Grzegorza Schetynę, robiąc
aluzje, że to obecny marszałek Sejmu mógłby być potencjalnym inspiratorem
zamachu stanu w Platformie. Premier Tusk w tym czasie wziął się także za
rozgrywanie Polskiego Stronnictwa Ludowego. To Platforma Obywatelska jako
zwycięska partia powinna zwracać się ze swoją propozycją do potencjalnego
koalicjanta. Tymczasem w wyniku opóźniania procesu tworzenia rządu ludowcy są
stawiani w roli petenta Platformy Obywatelskiej. Donald Tusk już przed wyborami
uprzedzał zmiany organizacyjne w rządzie. Wśród nich między innymi wydzielenie z
resortu gospodarki dziedziny energetyki. Komunikat jest jasny: jeżeli
wicepremier Waldemar Pawlak będzie "podskakiwał", żądając większego udziału w
koalicji dla swojej partii, może się doczekać najwyżej – jako minister
gospodarki – wyraźnego okrojenia swoich kompetencji w rządzie. Jeśli ktoś
wątpił, że obecnie rząd rzeczywiście tak bardzo ciężko pracuje, iż nie można
podmienić w nim w tej chwili żadnego ministra, musiał na pewno zmienić zdanie po
wtorkowym posiedzeniu Rady Ministrów. Komunikat po posiedzeniu rządu wskazuje,
że rzeczywiście program jego prac jest niezwykle napięty i wypełniony po brzegi.
Komunikat Centrum Informacji Rządu po posiedzeniu Rady Ministrów głosi: podczas
dzisiejszego posiedzenia rząd odroczył podjęcie decyzji w sprawie uchwały
dotyczącej przyjęcia "Koncepcji Przestrzennego Zagospodarowania Kraju 2030". I
to tyle z wtorkowego spotkania ministrów. Ministrowie w celu rozwiązywania
problemów obywateli i kraju uwijają się więc jak w ukropie i gorliwie pracują
jak ci robotnicy, którzy biegają po budowie z pustymi taczkami, gdyż jest tyle
roboty, że nie mają kiedy ich załadować. Być może to też zapowiedź kontynuacji w
następnych czterech latach już przerobionej strategii działania rządu Donalda
Tuska, w której to do największych dokonań minister zdrowia Ewy Kopacz przy
każdej okazji zalicza się fakt, że "nie kupiła szczepionek na świńską grypę".
Tak samo można stwierdzić, że minister Rostowski jest znakomitym ministrem
finansów, gdyż "nie doprowadził do bankructwa Polski". Jeszcze na kilka dni
przed wyborami w wyborczym spocie-orędziu premier Tusk, przekonując, jak jego
rząd w czasie kryzysu finansowego dobrze rządził, mówił: "Nie trzeba było, jak w
innych krajach, zmniejszać pensji i emerytur; nie było masowych zwolnień i
bankructw". Tego typu strategię bardzo gorliwie zdawał się realizować również
minister infrastruktury Cezary Grabarczyk, który "nie zbudował autostrad na
Euro". Miejsca dla Grabarczyka w nowym rządzie ma już jednak nie być. Zbytnia
gorliwość chyba nie popłaca. Ale dość już żartów z rządu Donalda Tuska. Do roku
2030 jeszcze daleko i jeżeli koncepcja zagospodarowania przestrzennego poczeka
tydzień albo miesiąc, to nic takiego się nie stanie. Ekipa Donalda Tuska nie
musiała też wcale obmyślać jakichś strategii mających pogrążyć opozycję i
wywyższyć koalicję. Dokonywana przez znany kabaret "rekonstrukcja" posiedzenia
Rady Ministrów może na przykład wykazać, iż – zamiast podejmować decyzje w
sprawie rozwiązywania problemów Polaków – Tusk i spółka zwyczajnie poszli sobie
"haratnąć w gałę".
Artur Kowalski
