Czas tyranów?

Po czterech latach drzemania przed telewizorami sprawujący
demokratyczną władzę przeżywają aktualnie czas wzmożonej aktywności. Oczekuje
się od nas za miesiąc zaznaczenia krzyżykiem odpowiedniego nazwiska. Aby go
zatem nie zapomnieć, nieustannie się je nam teraz podsuwa na przydrożnych
płotach i latarniach. Kilometrami zatem ciągną się nam przed oczami ściągi
wyborcze, na których uwodzicielsko spoglądają nam prosto w oczy piękne
kandydatki na Wiejską albo też prężą muskuły na wrogów Ludzkości, Postępu i
Równości kandydaci na tę samą ulicę. Czy tylko tyle oczekuje współczesna
demokracja od swojej władzy?

Niewiele wysiłku intelektualnego zawiera fundowana telewidzom w TVP "sztuka". Na
jej użytek zatrudniono, jak słyszymy, "Nergala", chwalącego się swoimi
piekielnymi znajomościami, bo nawet kroplówkę ma otrzymywać numerowaną 666. O
tych znajomościach przekonuje najpierw jednak piekielnie niski poziom jego
wypowiedzi, nazwanych "artystycznymi" przez polski sąd. Widać z jaką sztuką
dzisiejsi sędziowie obcują… Ostatnia premiera głośnego programu telewizyjnego
mającego wyłonić nowe talenty śpiewacze z pewnością skupi uwagę przyszłych
historyków sztuki. Jeśli po prawie dwóch tysiącach lat możemy mieć znakomite
rozeznanie w walorach – plusach i minusach – śpiewu Nerona, to dzięki
znakomitej, bo opartej na rzeczowych argumentach analizie, którą znajdujemy u
Lukiana z Samosat (II w.), a którą włożył on w usta Muzoniusza Rufusa, wybitnego
rzymskiego stoika. Natomiast w XXI-wiecznej "polskiej" telewizji "Nergal" i
pozostali "specjaliści" od muzyki są w stanie tylko pokrzykiwać o własnych,
nieskomplikowanych wrażeniach: że np. kandydatka na gwiazdę "dała power", a
kandydat "podniecił" jurorkę, a więc dobrze śpiewa, którą to diagnozę
potwierdzono zaklasyfikowaniem uprawianego przezeń gatunku muzycznego jako
nadającego się na budzik śmierci. Spragniony takiego przebudzenia specjalista od
darcia Pisma Świętego swoje muzyczne wzruszenia wyraził też w propozycji
"kopnięcia" piosenki – gdyby tylko była mężczyzną – w bardzo delikatną część
ciała. Oto duchowy poziom także decydentów telewizyjnych, skoro przyjmują do
pracy takie "subtelne" towarzystwo! Układają oni jadłospis raczej nie duchowej
strawy, ale wielkiego żarcia dla telewidzów: klaskania, piszczenia lub wołania
na komendę. Szumi zatem, wierzga i oślepia telewizyjny ekran. Przyglądający się
sobie w tym lusterku w odpowiednim czasie z pewnością wykonają zadanie zlecone:
rzucą się w obłędzie do urn wyborczych lub pozostaną w domach ze śmiertelnego
zmęczenia.
Oto zatem na własne oczy widzimy, jak wyłania się kolejna straszliwa tyrania.
Klasyczną jej analizę przedstawił już w IV w. przed Chr. Ksenofont, uczeń
Sokratesa, wybitny ateński wódz, filozof i literat, jednak dopiero od niedawna
przypomniany przez niektóre ośrodki naukowe, zwłaszcza za przyczyną słynnego Leo
Straussa, intelektualnego przywódcy amerykańskich neokonserwatystów. W "Hieronie"
Ksenofonta widzimy tyrana Syrakuz szlochającego na ramieniu Symonidesa nad swoim
nieszczęśliwym losem. W jego tyrańskim państwie tylko on żyje w kajdanach
samotności i lęku, gdy tymczasem nawet najubożsi obywatele mogą się radować
przyjaźnią z drugim człowiekiem. Tego też są pozbawieni rządzący we współczesnej
demokracji. Ceną tyrańskiej władzy niezainteresowanych realną rzeczywistością
jest samotność w świecie własnych subiektywnych doznań.
 

Marek Czachorowski


Decydenci telewizyjni układają jadłospis wielkiego żarcia dla telewidzów:
klaskania, piszczenia lub wołania na komendę

drukuj