Obama tnie podatki

Ten zastrzyk pieniędzy ma posłużyć do obniżenia podatków oraz stworzenia
nowych miejsc pracy, aby uchronić Stany Zjednoczone, które – zdaniem Obamy –
znajdują się na skraju kryzysu narodowego. Rozwiązanie to z entuzjazmem przyjęto
przed rozpoczynającym się w Marsylii szczytem państw G7. Szefowa
Międzynarodowego Funduszu Walutowego Christine Lagarde wezwała rządy krajów
rozwiniętych do szybkiego działania w celu odbudowy swoich gospodarek. Jako
przykład podała kroki podjęte właśnie przez amerykańskiego prezydenta.

Wczorajsza propozycja Baracka Obamy jest kolejnym już pakietem pomocowym dla
znajdującej się w poważnych tarapatach amerykańskiej gospodarki. Dotychczasowe
zgłaszane przez niego ustawy w praktyce okazywały się jedynie pompowaniem
niewiarygodnej ilości dolarów w krajową ekonomię, lecz bez spodziewanych
efektów. Podjęte dotąd przez Biały Dom działania nie poderwały USA ze stagnacji,
w jakiej znajdują się od wybuchu kryzysu finansowego w 2008 roku.

Więcej pracy
Nowy pomysł odbiega swoim schematem od tych, które zakończyły się porażką. Po
raz pierwszy bowiem jest mowa o cięciach podatkowych. Ograniczenia obciążeń mają
w pierwszym rzędzie dotyczyć małych przedsiębiorców, co w efekcie ma pozwolić na
zwiększenie zatrudnienia. Druga opcja to dofinansowanie takich profesji jak
nauczyciele i strażacy.
Po przedstawieniu swoich propozycji Barack Obama wezwał przedstawicieli Kongresu
do szybkiego i odważnego działania, aby w jak najkrótszym terminie przyjąć ten
dokument. Apelował aby "zakończyć polityczny cyrk" i zacząć działać w kierunku
tworzenia miejsc pracy. Jak zaznaczył, jego plan jest w całości oparty na
wcześniejszych ustaleniach zaakceptowanych zarówno przez Partię Republikańską
(GOP), jak i Demokratów.
Przedstawiciele posiadających parlamentarną większość Republikanów nie
przekreślają z góry prezydenckich propozycji. Szef GOP w Izbie Reprezentantów
John Boehner stwierdził, że projekt ten jest "wart rozważenia". Część
konserwatystów odrzuca jednak ofertę Białego Domu gdyż – jak twierdzą – ma ona
na celu jedynie zwiększenie popularności obecnego prezydenta przed
przyszłorocznymi wyborami.
Obecnie w USA bez pracy pozostaje 9,1 proc. obywateli i jak się oczekuje, to
właśnie poziom bezrobocia zdominuje nadchodzącą kampanię wyborczą. Obama odcina
się jednak od takich ocen, twierdząc, że jego celem jest wyłącznie poprawa stanu
zatrudnienia. – Cel ustawy jest prosty: dać ludziom z powrotem pracę i włożyć
więcej pieniędzy do kieszeni tych, którzy pracują – powiedział. – To pozwoli
stworzyć więcej miejsc pracy dla pracowników budowlanych, nauczycieli, a także
weteranów oraz tych, którzy długo pozostawali bez zatrudnienia – stwierdził
prezydent.

Z czyjej kieszeni
Krytycy wytykają, że pomimo ambitnego planu Barack Obama nie sprecyzował, skąd
ma zamiar wziąć tak duże pieniądze. Enigmatycznie stwierdził tylko, że da się to
osiągnąć dzięki cięciom wydatków w niektórych sektorach. Według informacji
prezydenckiej administracji, w praktyce powstaną zapewne plany reformy dwóch
funduszy federalnych: emerytalnego – Social Security, i ubezpieczeń zdrowotnych
– Medicare. Komentatorzy sugerują, że pod hasłem "reformy" de facto
najprawdopodobniej zostanie dokonana jedynie redukcja świadczeń emerytalnych i
medycznych. To właśnie ten punkt może pomóc Obamie pozyskać przychylność
Republikanów dla jego pakietu. GOP bowiem już od dłuższego czasu postuluje
przeprowadzenie drastycznych cięć w tych dwóch sektorach.
Pomysł głowy państwa znalazł także posłuch wśród uczestników rozpoczynającego
się w Marsylii szczytu państw G7. – Z zadowoleniem przyjmujemy propozycję
prezydenta Obamy przedstawioną wczoraj wieczorem, koncentrującą się na wsparciu
wzrostu gospodarczego i utworzeniu miejsc pracy w krótkim terminie – powiedziała
Christine Lagarde. W jej opinii, jest to dobre przesłanie dla najbogatszych
państw, które również powinny działać z odwagą w "okresie pełnym
niebezpieczeństw".

Łukasz Sianożęcki
 

drukuj