Talibowie w natarciu

Starszy szeregowy Szymon Sitarczuk, który zginął w Afganistanie w czwartek
podczas patrolu, to 28. polski żołnierz poległy w tym kraju od 2007 roku. I
piąty w tym roku. Jego ranny kolega przebywa w szpitalu.

Do ataku doszło w momencie, gdy polscy żołnierze 1. kompanii piechoty
zmotoryzowanej Zgrupowania Bojowego "Alfa" patrolowali północną część prowincji
Ghazni. W trakcie sprawdzania przez saperów podejrzanego terenu zdetonowane
zostało improwizowane urządzenie wybuchowe (IED). Chwilę później żołnierze
zostali ostrzelani z ukrycia, na co natychmiast odpowiedzieli ogniem, zmuszając
rebeliantów do wycofania. W wyniku tego zmasowanego ataku śmierć na miejscu
poniósł jednak 28-letni st. szer. Szymon Sitarczuk. Ranny został także inny
polski żołnierz oraz dwaj towarzyszący im afgańscy policjanci. Lekarze ze
szpitala w Ghazni, gdzie ranni zostali przetransportowani, podkreślają, że ich
życiu nie zagraża niebezpieczeństwo.

Starszy szeregowy Szymon Sitarczuk od 2004 roku służył w 1. Brzeskiej Brygadzie
Saperów. Dwa tygodnie temu, jako pierwszy Polak, został wyróżniony przez Dowódcę
Sektora Wschodniego Sił ISAF (RC-East) tytułem "Hero of the Battle". Była to
nagroda za odkrycie przez niego w czerwcu br. podziemnego magazynu, w którym
rebelianci przechowywali pociski moździerzowe. Jak czytamy na stronie
internetowej PKW Afganistan, wyróżnienie to było także podziękowaniem za
poświęcenie, jakim st. szer. Sitarczuk wykazał się podczas rebelianckiego ataku
na polski patrol. Mimo odniesionych obrażeń żołnierz postanowił sprawdzić teren,
gdzie doszło do ataku, i dzięki podjętym przez niego działaniom znaleziona
została kolejna mina, przygotowana do użycia przeciwko siłom koalicji. Misja w
Afganistanie była jego drugą misją. Wcześniej służył podczas IV zmiany PKW
Afganistan.
Eksperci ostrzegają, że do ataków na polskich żołnierzy może dochodzić coraz
częściej. Z danych wywiadowczych wynika bowiem, że talibowie rozpoczęli kolejną
ofensywę, której celem są zarówno żołnierze sił NATO, jak i obiekty cywilne.
Przykładem tego może być piątkowy atak w Kabulu na budynek brytyjskiego ośrodka
kulturalnego. Atak rozpoczął się wczoraj nad ranem około godziny 5.45 czasu
miejscowego (3.15 czasu polskiego) od dwóch silnych eksplozji następujących po
sobie w niewielkich odstępach czasu. Zdaniem miejscowej policji, ładunki
zdetonowali zamachowcy-samobójcy. Do pierwszej eksplozji doszło na głównym placu
w zachodniej części Kabulu, gdzie policja pilnowała kluczowych skrzyżowań. Kilka
minut później eksplozja wypełnionego materiałami wybuchowymi samochodu
zaparkowanego przed bramą British Council spowodowała duży wyłom w murach tego
brytyjskiego ośrodka kulturalnego, przez który uzbrojeni zamachowcy wdarli się
do środka. Z relacji pobliskiego sklepikarza wynika, że do budynku wdarło się 9
uzbrojonych w karabiny i specjalne rakiety napastników. Następnie doszło do
wymiany ognia pomiędzy nimi a przybyłą na miejsce policją. Świadkowie
podkreślają, że strzały słychać było jeszcze do godz. 8.30 (6.00 czasu
polskiego). W trakcie tego ataku zginęło co najmniej dziewięć osób, głównie
policjantów (wśród zabitych jest też jeden żołnierz NATO), a 10 kolejnych
zostało rannych (w większości strażnicy British Council). Afgańskie władze
twierdzą, że zginęło w nim także czterech napastników. Zdaniem korespondenta
telewizji BBC w Afganistanie, wiele osób przebywających w tym czasie w budynku
zdołało ukryć się przed napastnikami w specjalnym sejfie. Do kolejnej eksplozji
doszło na miejscu ataku tuż po godz. 10.00 czasu miejscowego. Agencja Reutera
podaje ponadto, że zaatakowane zostały również biura ONZ w Kabulu.
Do przeprowadzonego w 92. rocznicę uzyskania przez Afganistan całkowitej
niezależności od Wielkiej Brytanii ataku na British Council przyznali się
talibowie. Ich rzecznik Zabihullah Mudżahid, dzwoniąc do Agencji Reutera, miał
powiedzieć, że rebelianci wysłali zamachowców-samobójców, by zaatakowali te
budynki. Nie chciał jednak podać liczby zamachowców. Był to już kolejny atak
przeprowadzony na brytyjskie ośrodki w afgański Dzień Niepodległości. Dlatego
też obawiające się powtórki z poprzednich lat tamtejsze władze na ten czas
wzmocniły patrole na ulicach.

 

Marta Ziarnik

drukuj