Robak sumienia toczy Tuska
Z Elżbietą Putrą, żoną Krzysztofa Putry, wicemarszałka Sejmu, który służąc
Polsce, zginął w katastrofie smoleńskiej, rozmawia Adam Białous
Śledztwo prowadzone przez prokuraturę wojskową może, Pani zdaniem, dać lepsze
rezultaty niż prace komisji ministra Jerzego Millera?
– Czekam na wyniki śledztwa prowadzonego przez prokuraturę wojskową, bo ona
postawi konkretne zarzuty konkretnym osobom. Proszę nie myśleć, że jestem żądna
zemsty, absolutnie nie o to mi chodzi. Pragnę, aby stało się zadość podstawowym
zasadom sprawiedliwości, żeby ci, którzy zawinili w tej ważnej dla całego
społeczeństwa sprawie, zostali ukarani, ponieważ bezkarność rodzi następne złe
owoce. Gdyby osoby dziś rządzące, których błędne decyzje przyczyniły się do
zaistnienia tej tragedii, były prawdziwymi mężami stanu – publicznie przyznałyby
się do tych błędów i za nie przeprosiły. Miałyby też odwagę poddać się w ten
sposób ponownej weryfikacji przeprowadzonej przez społeczeństwo polskie.
Jak wyglądały kolejne etapy Pani kontaktów z prokuraturą prowadzącą śledztwo
smoleńskie?
– Na początku bardzo często otrzymywaliśmy informacje z prokuratury w formie
przesyłek poleconych. Te listy z prokuratury zaczęły do nas docierać coraz
rzadziej od czasu, kiedy była głośna sprawa z rzekomymi przeciekami z
prokuratury do mediów. Obecnie o działaniach prokuratury jesteśmy więc
najczęściej informowani przez naszego prawnika. Wcześniej byliśmy również
zapraszani na przesłuchania. Wszyscy mamy na bieżąco dostęp bezpośredni do
prokuratorów, możemy do nich zgłaszać pytania i uwagi. W bezpośrednim kontakcie
z prokuraturą jest również moja córka, która mieszka w Warszawie.
Wystąpi Pani o ekshumację ciała męża?
– Na razie nie podjęłam takiej decyzji. Tak naprawdę jednak nie mamy pewności,
czy w grobie spoczywa ciało męża. O tym, co rodzi nasze wątpliwości w tej
sprawie, napisaliśmy do prokuratury. Do tej pory nie otrzymaliśmy na nurtujące
nas pytania odpowiedzi. A właśnie od tych odpowiedzi może zależeć nasza decyzja
dotycząca ekshumacji.
Oddano Pani wszystkie rzeczy męża?
– Nie oddano nam do tej pory jego telefonu komórkowego. Ostatnio dostaliśmy
zaproszenie z prokuratury na oględziny rzeczy należących do niego. Z tego, co
wiem, mąż nie miał ze sobą wiele – ubrania, komórka, jakieś drobiazgi, które nam
już przekazano. Ubrania zostały odkażone, doprowadzone do porządku i można je
odebrać. Zastanawiamy się właśnie z dziećmi, czy je odbierzemy czy też nie.
Jak ocenia Pani raport ministra Millera?
– Właściwie nie wiem, po co komisję ministra Millera, która sporządziła raport,
powołano. Przecież nawet jeżeli wykryła ona jakieś nieprawidłowości, to i tak
nie jest w stanie pociągnąć nikogo do odpowiedzialności. Oprócz ministra Bogdana
Klicha po publikacji raportu żaden inny minister nie został zdymisjonowany. A
przecież sam ten raport pokazuje, że lot został źle przygotowany i powinny być
wyciągnięte konsekwencje w stosunku do osób, które zawiodły. Zaczynając od
premiera, poprzez ministrów, na urzędnikach państwowych niższego rzędu
skończywszy.
Pani zdaniem, w tym dokumencie opisano wszystkie czynniki, które miały wpływ
na tragedię pod Smoleńskiem?
– Nie o wszystkich przyczynach mówi raport ministra Millera. Moim zdaniem,
przyczyną, która pośrednio doprowadziła do katastrofy, była również decyzja
premiera, że nie będzie wspólnych z prezydentem obchodów rocznicy zbrodni
katyńskiej w Rosji. Tworzenie atmosfery wrogości wobec prezydenta Lecha
Kaczyńskiego i jego urzędników również nazwałabym pośrednią przyczyną
katastrofy.
Co powiedziałaby Pani premierowi Tuskowi, gdyby do Pani zadzwonił?
– Na pewno zadałabym mu pytanie, które dotyczy pewnej konferencji prasowej z
jego udziałem. Tematem tej konferencji były kontrowersyjne działania Janusza
Palikota, ówczesnego posła PO. Na zadane wtedy przez jednego z dziennikarzy
pytanie: czy premier nie uważa, że Palikot go lekceważy, Donald Tusk
odpowiedział w tym sensie, że był już taki, co go lekceważył, i drogo za to
zapłacił. Spytałabym więc, kogo premier miał na myśli, mówiąc te słowa.
Następnym pytaniem byłoby: czy myśląc o katastrofie smoleńskiej, uważa, że
należycie dopełnił wszystkich swoich powinności dotyczących tej sprawy, tak iż
może stanąć przed lustrem i powiedzieć: mam czyste sumienie.
Jak wiadomo, Rosjanie są przekonani, że sumienie mają czyste, mimo że polski
raport wskazuje na karygodne błędy na wieży Siewiernego.
– Nieudolne przygotowanie lotu rządowej maszyny do Smoleńska, oddanie wszystkich
dowodów w ręce Rosjan, brak pociągnięcia do odpowiedzialności wszystkich
urzędników państwowych, którzy zawinili – to wszystko ośmiesza nasze państwo w
oczach świata. Pokazuje, że Polakom można bezkarnie dołożyć, a oni będą jeszcze
udawać, że nic się nie stało. Jeżeli nie zaczniemy od rządzących wymagać
prawdziwej odpowiedzialności za to, jak rządzą, będzie coraz gorzej. Myślę tu
m.in. o sprawie wyjaśnienia przyczyn katastrofy smoleńskiej i pociągnięciu do
odpowiedzialność osób, które nie wywiązały się ze swoich obowiązków. Uważam, że
zarówno premier, jak i prezydent robią za mało, aby sprawiedliwości stało się
zadość. Naszym obywatelskim obowiązkiem jest im to powiedzieć. Od tego, czy
dbamy o dobrą jakość rządów sprawowanych w Polsce, zależy jej przyszłość, jak
również wizerunek, jaki nam kreślą inne narody.
Dlaczego nie uczestniczyła Pani w spotkaniu rodzin z członkami komisji
ministra Millera w dniu prezentacji raportu?
– Zaproszenie dosłownie w ostatniej chwili na konferencję rodzin ofiar
katastrofy uważam za niestosowne. Gdybym nawet chciała uczestniczyć w tym
spotkaniu, to i tak dano mi za mało czasu, abym zdążyła się na nie wybrać. Nie
podoba mi się również to, że musieliśmy czekać na publikację raportu do czasu,
aż został on przetłumaczony na języki obce. Jako Naród, który stracił w
katastrofie dużą część elity, powinniśmy zostać powiadomieni o wynikach prac
komisji ministra Millera od razu, kiedy tylko prace nad przygotowaniem raportu
zostały zakończone. Natomiast w odniesieniu do rodzin ofiar katastrofy
wcześniejsze ujawnienie wniosków zawartych w raporcie pozwoliłoby uspokoić
emocje nim wywołane, zanim zajęli się tym dokumentem dziennikarze, z których
wielu tylko te emocje podsyca i nie pozwala zabliźnić się naszym ranom.
Często śledzi Pani w mediach informacje na temat katastrofy?
– Mam świadomość, że od tego tematu nie można i nie należy uciekać. Po
publikacji raportu ministra Millera byłam wprawdzie bardzo roztrzęsiona, on
przywrócił trudne wspomnienia. Na szczęście znalazłam niezawodny sposób dający
uspokojenie – jest nim ciężka fizyczna praca. Mam liczne obowiązki związane z
wychowaniem dzieci i to również nie pozwala mi popaść w jakieś przygnębienie.
Ale przecież nie wszystkie osoby z rodzin ofiar katastrofy znoszą ciągłe nawroty
do tej sprawy w miarę dobrze. To przypominanie co kilka miesięcy – a to raportem
rosyjskim, a to polskim – nie jest dla rodzin sytuacją łatwą. Szczególnie kiedy
komentarze po publikacji raportu są złośliwe wobec ofiar katastrofy lub ich
rodzin.
Podziela Pani opinię niektórych komentatorów, że podczas kampanii wyborczej
sprawy katastrofy politycy nie powinni poruszać?
– Moje zdanie na ten temat jest zupełnie inne. Gdyby politycy nie poruszali
sprawy katastrofy smoleńskiej podczas kampanii, byłoby to kompletne
nieporozumienie. Ten temat jest obecnie najistotniejszy, bo katastrofa odsłoniła
fatalny stan naszego państwa, jego słabość. Pokazała, kto we władzach w wysokich
instytucjach państwowych lekceważy swoje obowiązki. Kampania wyborcza jest
najlepszym okresem, aby wytknąć im te błędy publicznie, aby społeczeństwo
podczas wyborów mogło ich z tego rozliczyć.
Obrona załogi Tu-154M, gen. Andrzeja Błasika, w ogóle informowanie o
Smoleńsku jest często piętnowane uwagą: "Znowu o Smoleńsku"…
– Tak zachowują się tylko ci, którzy pozbawieni są odwagi. Ich zdaniem lepiej
pewne niewygodne tematy przemilczeć, żeby kogoś nie rozdrażnić. Wolą mówić o
sprawach błahych, niemających znaczenia, ażeby się przypodobać publice. A
przecież jeśli ktoś naprawdę dba o dobro swoje i wspólne, nie zawsze będzie
mówił to, co ludzie chcą usłyszeć. Będzie też mówił o tym, co trudne i bolesne,
aby zło się nie rozprzestrzeniło i nie niszczyło tego, co dobre. Niestety w
duszach obecnie sprawujących rządy i ich piewców wygrywa strach przed prawdą.
Być może również ci, którzy każą milczeć o katastrofie, po prostu boją się osób,
które mają na ten temat dużą i coraz większą wiedzę. Często też agresję w
stosunku do tych, którzy są dociekliwi w badaniu przyczyn katastrofy, wywołuje
ludzkie lenistwo, bo po co się wysilać, szukać, szperać, iść pod prąd – lepiej
położyć się wygodnie na tapczanie, włączyć telewizor, a tam "eksperci" wszystko
wyjaśnią. Tak samo łatwiej kogoś, kto posiada pasję szukania prawdy, nazwać
oszołomem, niż samemu zmusić się do tych trudnych poszukiwań, z którymi wiąże
się wysiłek i poświęcenie. Lecz jeśli nasze państwo ma być lepsze, mocniejsze,
sprawniejsze i sprawiedliwsze – może to nastąpić jedynie dzięki postawie tych
Polaków, którzy ofiarnie szukają prawdy.
Dziękuję za rozmowę.
