Tusk zaorał specpułk
Polska będzie jedynym państwem w Europie pozbawionym własnej floty
rządowej. Błyskawiczna, niepoprzedzona niezbędną w takim przypadku drobiazgową
analizą decyzja o rozformowaniu 36. Specjalnego Pułku Lotnictwa Transportowego
podyktowana jest próbą ukrycia błędów struktur rządowych w obszarze
odpowiedzialności za stan całych polskich Sił Zbrojnych. Donald Tusk,
pozbawiając państwo rządowej floty wojskowej, naraża życie polskich żołnierzy w
Afganistanie i Kosowie. W razie konieczności nagłej ewakuacji w sytuacji
kryzysowej nie będzie nawet czym ich przywieźć do Polski. Na wojskowym lotnisku
nie wyląduje bowiem żaden samolot cywilny. Z tego względu minister obrony
narodowej Tomasz Siemoniak, który pewnie razem z resortową teczką dostał gotowy
pomysł rozwiązania specpułku, naraża się na rychłe podzielenie losu Bogdana
Klicha. Zgodził się firmować swoim nazwiskiem decyzje – mówiąc najdelikatniej –
nieprzemyślane. Ich sednem jest filozofia: jak nie można rozformować rządu, to
trzeba rozformować specpułk.
Tusk skalkulował, że taniej będzie zlikwidować jednostkę, która właśnie
zainwestowała w drogie szkolenia na symulatorach, niż zakupić nowe samoloty.
Zapowiedź ministra Siemoniaka zaskoczyła nawet szefa sejmowej Komisji Obrony
Narodowej Stanisława Wziątka (SLD), który skrytykował wczoraj decyzję o
rozformowaniu specpułku. Nie wiadomo też, jakie umocowanie konstytucyjne ma
radykalny pomysł nowego szefa resortu. Ponad rok po katastrofie premier nie jest
w stanie przyjąć do wiadomości, że jest osobą bezpośrednio odpowiedzialną za
zaniechanie rozpisania przetargu na zakup nowej floty dla specpułku. Było to
warunkiem sine qua non rozpoczęcia nowych szkoleń gwarantujących radykalną
poprawę jakości i bezpieczeństwa lotów. Idąc tropem myślenia szefa MON, można
zapytać, dlaczego nie zlikwidować całych Sił Powietrznych, skoro komisja Millera
zdiagnozowała strukturalne braki w całym systemie szkolenia. A dlaczego nie
pójść na całość, przebijam ofertę premiera: armię zlikwidować, a generałów
leasingować z Moskwy, w końcu będziemy w bezpiecznej rosyjskiej strefie tarczy
antyrakietowej. Wczorajsza zapowiedź premiera jest klinicznym przykładem
realizacji zasady, przed którą wyraźnie przestrzega raport komisji Millera:
chodzi o bezrefleksyjną implementację przez dowódców wojskowych decyzji
cywilnych dysponentów. Wszystko zostało po staremu. Warto na koniec zapytać, czy
raport Millera (Siemoniak był jego zastępcą) nie był tak profilowany, by
przeskalowując zaniedbania w 36. SPLT, wynikające z jego permanentnego
niedofinansowania – brakowało nawet na paliwo – dać premierowi do ręki iluzję
argumentu za decyzją o rozformowaniu jednostki, z której najłatwiej było zrobić
kozła ofiarnego.
Katarzyna Orłowska-Popławska
