Woda psuje siano

Jako stan klęski żywiołowej można określić sytuację panującą w
nadbiebrzańskiej gminie Radziłów. Jedna trzecia łąk i pól znajduje się pod wodą.
Nie lepiej jest na terenach położonych przy Narwi. Z zalanych gruntów nic nie
będzie można zebrać. Rolnicy twierdzą, że jest gorzej niż rok temu, choć wtedy
woda wystąpiła z koryt rzek i zalała setki hektarów upraw. Teraz problemem są
ulewne deszcze.

Woda stoi na polach i łąkach, gdyż po ostatnich ulewach, które wystąpiły w
województwie podlaskim, gleba jest tak nasiąknięta, że wody nie przyjmuje. Do
rzeki też nie spływa, gdyż jej poziom jest obecnie za wysoki. Od początku lipca
stan wody w Wissie i Biebrzy wzrósł o prawie półtora metra. Rolnicy z gminy
Radziłów nie mogą zebrać siana z zalanaych łąk ani paśćna nich krów. Niedługo
będą musieli kupować paszę dla bydła, gdyż ubiegłoroczna już się kończy. W tej
sytuacji nieciekawie zapowiada się również zima, gdyż trzeba zgromadzić spore
ilości pasz na te kilka miesięcy. Rolnikom z powodu niezebrania trawy z zalanych
łąk grozi odebranie dopłat bezpośrednich. Eksperci uspokajają jednak, że w tym
przypadku rolnicy będą usprawiedliwieni, ponieważ nie mają wpływu na pogodę.
Gminę Radziłów zalewa nie po raz pierwszy. To tereny Biebrzańskiego Parku
Narodowego, nie można tu regulować, pogłębiać, ani nawet wykaszać brzegów rzek.
Aby uzyskać pozwolenie na jakiekolwiek inwestycje melioracyjne, trzeba o to
bardzo długo zabiegać i nie zawsze takie starania kończą się sukcesem. W dolinie
Biebrzy w tym roku są małe szanse na sianokosy, bo woda stoi na łąkach od
wiosny. Wprawdzie rolnicy mogą starać się o odszkodowania, jednak nawet jeżeli
je otrzymają, to na pewno nie zrekompensują one ich strat. Wszyscy rolnicy
nadrzecznych gmin mogą bardzo mocno odczuć problem zalanych łąk, ponieważ
większość z nich to hodowcy bydła mlecznego, a panujące obecnie warunki pogodowe
oznaczają niższą produkcję mleka.
Równie źle jest na łąkach, które leżą w sąsiedztwie innej dużej rzeki – Narwi.
Dziś nie można na pola w jej sąsiedztwie wjechać traktorem, bo ciągnik tam
grzęźnie. Rolnicy skarżą się, że choć sianokosy zaczynali zwykle w czerwcu, to
do chwili obecnej nic nie mogą zrobić na łąkach. Również drugi pokos, który
powinien odbyć się pod koniec lipca, z powodu wody na łąkach nie mógł dojść do
skutku. Nawet ci, którzy mieli to szczęście, że udało się im wyrwać wodzie
trochę siana, nie mają z tego dużego pożytku, ponieważ jest ono zawilgocone i
porażone pleśnią. Większość z tego siana będzie się nadawała jedynie na
podściółkę dla bydła.
 

Adam Białous

drukuj