Raport nie wyręczy prokuratury
Z prof. Piotrem Kruszyńskim, karnistą z Wydziału Prawa i Administracji
Uniwersytetu Warszawskiego, rozmawia Anna Ambroziak
Jakie elementy, Pańskim zdaniem, powinien bezapelacyjnie zawierać raport
Komisji Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego w sprawie katastrofy
na Siewiernym?
– Oczekiwałbym wyjaśnienia po kolei kwestii następujących: wszystko, co wiąże
się z przygotowaniem wizyty z 10 kwietnia 2010 roku, a więc czy była ona
przygotowana dobrze, czy też nie, czy w związku z tym dopuszczono się jakiś
rażących zaniedbań. Następnie kwestia przebiegu lotu, potem wskazanie na
przyczyny katastrofy ze szczególnym uwzględnieniem rozmów między załogą a wieżą
na Siewiernym. Interesowałoby mnie również badanie wraku, wskazanie na podstawy
przyjęcia konkretnych procedur prawnych do badania tej tragedii i podniesienie
przez autorów raportu sprawy odpowiedzialności prawnej konkretnych osób mających
związek z organizacją tej wizyty i wyjaśnianiem jej przyczyn.
Przechodząc do kwestii pierwszej, chciałbym przede wszystkim zaznaczyć, że nie
jestem specjalistą od wypadków lotniczych. Sprawą zasadniczą byłoby to, czy
przygotowanie wizyty prezydenta przebiegało we właściwy sposób, tj. czy
zapewniono podstawowe minimum bezpieczeństwa lotu. A więc czy zostały zachowane
procedury, które miały chronić przed takim nieszczęściem, do jakiego, niestety,
doszło 10 kwietnia ubiegłego roku. W kwestii organizacji lotu szczególnie
istotna byłaby odpowiedź na pytanie, jak wyglądała wymiana korespondencji
pomiędzy Kancelarią Prezydenta a kancelarią premiera i co z wymiany tych
dokumentów wynikało. Oczekuję również szczegółowych wyjaśnień tego, jak do lotu
byli przygotowani sami piloci i statek powietrzny. I dlaczego na pokładzie nie
było rosyjskiego nawigatora. Powtarzam, nie jestem specjalistą od wypadków
lotniczych, ale zakładam, że w kwestii lotu obowiązują pewne procedury
bezpieczeństwa dotyczące podróży najważniejszych osób w państwie, tak jak nas,
prawników, wiąże kodeks postępowania karnego.
Jeżeli jesteśmy już przy tej kwestii, to wątek przygotowania lotu przejęła
prokuratura cywilna
– Nie wiem dlaczego. To, że wyłączono ten wątek spod kompetencji prokuratury
wojskowej, jest dla mnie kompletnie niezrozumiałe. Dlatego że to prokuratura
wojskowa wszczęła i prowadzi śledztwo w sprawie katastrofy smoleńskiej, więc
powinna badać tę sprawę kompleksowo, zbadać wszystkie jej wątki. Dla mnie jest
to sztuczne rozbicie tych dwóch wątków: wojskowego i cywilnego. Moim zdaniem, to
był przejaw spychologii ze strony prokuratury wojskowej, na zasadzie: "jeżeli
ktoś inny może to załatwić, to dlaczego ja mam się męczyć". Wydaje mi się, że
tak to właśnie było. Znam argumentację prokuratury wojskowej, która twierdzi, że
osoby cywilne nie podlegają jej jurysdykcji – to prawda. Ale to jej nie zwalnia
z obowiązku badania prawdy. Co innego, gdyby prokuratura wojskowa doszła już do
pewnych konkluzji co do danej osoby cywilnej – wtedy mogłaby przekazać jej
sprawę prokuraturze powszechnej.
Pana zdaniem, autorzy raportu zdołają rzetelnie wyjaśnić, jakie były
pośrednie i bezpośrednie przyczyny katastrofy? Brakuje kluczowych dowodów,
wraku, czarnych skrzynek, opinii biegłych z CVR etc.
– Ten raport na pewno nie będzie doskonały, nie ma takiej możliwości. Na pewno
to, że nie ma wraku, że nie ma czarnych skrzynek, utrudnia prace komisji, więc
przedstawiony przez nią w raporcie obraz katastrofy nie będzie pełny. Z tym że
trzeba tu pamiętać o jednej rzeczy: ten raport nie zastąpi postanowienia
prokuratury. Ale nie interpretowałbym tego tak, że raport będzie kiepski.
Niemniej jednak trzeba zaznaczyć, że będzie w nim brakowało pewnych elementów
właśnie dlatego, iż strona polska nie ma dowodów kluczowych, a więc wraku
samolotu i oryginałów czarnych skrzynek.
Tyle że prokuratura też nie ma tych dowodów, trudno będzie formułować
zarzuty.
– Z pewnością tak jest. Uważam jednak, że trudno jest do końca obwiniać w tej
sprawie stronę polską, gdyż współpraca ze stroną rosyjską nie układała się tak
jak powinna.
Ale przecież to premier przystał na procedowanie w trybie załącznika 13
konwencji chicagowskiej…
– Też nie wiem, dlaczego tak się stało. Uważam, że porozumienie z 1993 roku
bardzo dobrze regulowało sprawę współpracy pomiędzy prokuratorami polskimi i
rosyjskimi. Nie jestem specjalistą z zakresu prawa lotniczego, nie chciałbym
więc wypowiadać się o sprawach, na których się nie znam. Jedno jest jednak pewne
– byłoby dobrze, gdyby w wyjaśnianiu przyczyn tej katastrofy opierano się na
porozumieniu z 1993 roku. Ono dawało najszersze spectrum działania polskiej
prokuraturze. Umożliwiało wykonywanie wspólnych czynności procesowych, co jest
rzeczą najistotniejszą, umożliwiało wspólną wymianę dowodów. A załącznik 13 daje
ograniczone możliwości w tym zakresie. Niewątpliwie można krytykować to, że
polska prokuratura wojskowa działa tak wolno, ale należy też pamiętać o jednym:
że nie dysponuje ona wystarczającym materiałem dowodowym.
Jest jeszcze rząd.
– Tak i dlatego można byłoby tu postawić pytanie, na ile władze polskie
naciskają na władze rosyjskie, jeśli chodzi o przesłanie nam najważniejszej
dokumentacji i dowodów rzeczowych dotyczących tej tragedii. Z przecieków
prasowych wiemy, że Rosjanie coś tam nam obiecali. Ale czy oni te obietnice
spełniają? Prokuratura powinna tu być wspierana przez rząd i przez prezydenta
Rzeczypospolitej Polskiej, którzy powinni wywrzeć pewne naciski na władze
polityczne Federacji Rosyjskiej. Zwłaszcza że tu chodzi o relacje z Rosją,
krajem nie w pełni demokratycznym.
Nie ma części dokumentacji sekcyjnej, protokołów oględzin z miejsc zdarzenia,
wraku, rejestratora dźwięku etc. Na jakie pytania w związku z tym raport nie
odpowie?
– Trudne pytanie. Osobiście mam wątpliwości, czy będzie można ustalić, jaka była
tak naprawdę odpowiedzialność strony rosyjskiej za ten wypadek. Nie mamy
oryginalnych zapisów czarnych skrzynek. Być może piloci komentowali między sobą
polecenia rosyjskich kontrolerów. Co prawda, będzie opinia biegłych z Instytutu
Ekspertyz Sądowych im. prof. J. Sehna. Ale i tak bez porównania tego, bez
zapisów oryginalnych trudno będzie coś ustalić.
Ale raport powinien zawierać najmniejsze szczegóły, również te dotyczące
samego przebiegu badań na miejscu zdarzenia.
– Jak najbardziej, powinien zawierać informacje dotyczące takich badań. Przecież
tuż po katastrofie na miejscu byli obecni polscy funkcjonariusze, m.in. BOR,
były robione zdjęcia. Oględziny miejsca zdarzenia powinny być umieszczone w
raporcie. Czy będą, tego nie wiem, ale nie wyobrażam sobie, żeby ich nie było. W
protokole oględzin można napisać wszystko, każdy szczegół może więc mieć
niebagatelne znaczenie.
Prokuratorzy zaznaczali jednak swego czasu, że zdjęcia zrobione przez
funkcjonariuszy BOR nie stanowią pełnowartościowego materiału dowodowego, bo nie
zostały pozyskane na drodze formalnej.
– Nie rozumiem tego stwierdzenia. Dowodem może być wszystko, co nie jest
zakazane przez prawo, tj. przez kodeks postępowania karnego. Nie może być
dowodem coś, co jest objęte wyraźnym zakazem dowodowym, co zostało uzyskane w
sposób sprzeczny z prawem. A takim jest na przykład przesłuchanie obrońcy. Tak
więc zdjęcia z miejsca katastrofy wykonane przez BOR jak najbardziej mogą
stanowić dowód w sprawie.
Wracając do tego, co powinna bezsprzecznie ustalić komisja: czy biorąc pod
uwagę brak materiałów, o których mówiliśmy, jest ona w stanie ustalić pełną
sekwencje działań załogi poniżej 100 metrów?
– Myślę, że tak. To kwestia zgrania czasu i sekwencji zdarzeń.
Nawet jeśli nie mamy opinii biegłych w sprawie zapisów rejestratorów
pokładowych?
– W jakiś sensie będzie to możliwe, ale czy w stu procentach? Nie wiem.
Jak powinna zostać rozstrzygnięta kwestia odpowiedzialności za katastrofę?
– Gdyby się okazało – oczywiście mówimy tu hipotetycznie – że w resorcie obrony
narodowej, Kancelarii Prezydenta czy premiera doszło do karygodnych zaniedbań,
wtedy byłaby podstawa do pociągnięcia do odpowiedzialności politycznej
funkcjonariuszy państwowych, w tym szefa MON i szefów obu tych kancelarii. Na
razie trudno jest tu postawić tego typu tezę, bo nie wiemy, co jest w raporcie.
Dlatego mówię "gdyby".
Odpowiedzialność polityczna implikuje odpowiedzialność konstytucyjną?
– Tak, w przypadku osób, które pełnią funkcje konstytucyjne – wtedy można byłoby
zakładać odpowiedzialność przed Trybunałem Stanu.
A odpowiedzialność karna?
– O tym można mówić dopiero po ustaleniach prokuratorskich. Komisja ministra
Millera nie wskazuje winnych, a jedynie okoliczności katastrofy. Gdyby się
okazało, że były jakieś karygodne zaniedbania, że na przykład piloci byli
szkoleni niewystarczającą liczbę godzin, że nie byli szkoleni na symulatorach –
a powinni być – to osoba odpowiedzialna za szkolenie powinna ponieść
odpowiedzialność karną. Mamy też kwestię odpowiedzialności dyscyplinarnej,
służbowej – o tej można byłoby mówić, gdyby okazało się, że Biuro Ochrony Rządu
niedostatecznie zabezpieczyło wizytę prezydenta. Wtedy można byłoby też mówić o
odpowiedzialności karnej.
Jeśli komisja nie potwierdzi tezy naciskowej, jaką odpowiedzialność mogą
ponieść osoby czy ośrodki, które oczerniały gen. Andrzeja Błasika?
– Krewni pana gen. Błasika na pewno mogliby wystąpić na drogę prawną o ochronę
dóbr osobistych. To roszczenie oparte na kodeksie postępowania cywilnego. Taką
widzę możliwość.
Już wiemy, że rodziny nie zobaczą wcześniej raportu.
– Gdyby ten raport podał jakieś drastyczne okoliczności – pamięta pani, kiedy
ujawniono raport MAK, wszyscy usłyszeliśmy krzyki tych ginących ludzi – to tego
typu rzeczy należy najpierw pokazać rodzinie i dopiero gdy nie ma ona żadnych
zastrzeżeń – puścić to w eter. Oczywiście, jeżeli takie informacje są w
raporcie. Bo jeśli ich nie ma, to moim zdaniem, nie ma powodów, by rodziny
zapoznały się treścią raportu przed jego publikacją.
Jednak dla najbliższych, zwłaszcza załogi, to może być jakaś forma wtórnej
wiktymizacji. Czy stałoby się coś złego, gdyby jednak poznały raport wcześniej?
– Oczywiście, że nie. Przez to przecież treść raportu by się nie zmieniła.
Zważywszy więc na szczególny charakter całej sprawy… Rzeczywiście, jeśli
rodzinom tak bardzo na tym zależało, można było wyjść naprzeciw ich prośbie.
Dziękuję za rozmowę.
