Liczy się każdy szczegół

Z Wiesławem Johannem, sędzią Trybunału Konstytucyjnego w stanie spoczynku,
rozmawia Marcin Austyn

Premier Donald Tusk zapowiedział publikację raportu Komisji Badania Wypadków
Lotniczych Lotnictwa Państwowego w sprawie katastrofy samolotu Tu-154M. Jakie są
Pana oczekiwania wobec tego dokumentu?

– W pierwszej kolejności oczekiwałbym wyjaśnienia tego, jakie przepisy polskie,
rosyjskie czy konwencje międzynarodowe dotyczące badania wypadków lotniczych
stały się podstawą prawną do badania tego wypadku. Trzeba jasno odpowiedzieć na
pytanie, czy przyjęta przez Rosjan (przy zgodzie strony polskiej na takie
rozwiązanie) konwencja chicagowska rzeczywiście była podstawą prawną do dalszych
działań. W mojej ocenie, nie i raport powinien na te wątpliwości szczegółowo
odpowiedzieć. Oczekuję od raportu komisji Millera, by opinia publiczna otrzymała
wyczerpującą odpowiedź na temat katastrofy, poczynając od tego aspektu.
Twórcy raportu zapewne będą próbować nas przekonywać, że konwencja chicagowska,
a konkretnie załącznik 13, była tutaj właściwym wyborem. Wiadomo jednak, że
konwencja dotyczy lotów cywilnych, a w tym przypadku mieliśmy do czynienia z
lotem państwowym, wojskowym. Lot był oznaczony literką "M" (military)… Jako
prawnika bardzo ciekawi mnie to, jak komisja będzie tłumaczyła te kwestie.

Które z elementów związanych z przygotowaniem lotu są najistotniejsze?
– Jest ich wiele, stąd też raport powinien odpowiedzieć na pytania dotyczące
wszelkich okoliczności poprzedzających lot. Dlaczego rozdzielono wizyty premiera
i prezydenta w Katyniu? To może poboczny aspekt, ale mający tu znaczenie. Jak
wyglądała wymiana korespondencji pomiędzy Kancelarią Prezydenta a Kancelarią
Prezesa Rady Ministrów? Co z wymiany tych dokumentów wynikało? Oczekuję również
szczegółowych wyjaśnień, jak do lotu byli przygotowani piloci oraz statek
powietrzny, jakie wyposażenie posiadał samolot i czy było ono w pełni sprawne.
Pamiętajmy, że Tu-154M tuż przed katastrofą przechodził naprawę gwarancyjną w
Rosji. Stąd też chciałbym wiedzieć, co właściwie "zmajstrowano" przy tej okazji.
Chciałbym otrzymać komplet informacji na temat stanu samolotu i jego
przygotowania w dniu lotu. Jak były sprawne poszczególne mechanizmy? Słowem, do
jakiego samolotu wsiadł prezydent Lech Kaczyński? Przed wylotem z Warszawy
samolot posiadał książkę lotów, książkę serwisową, więc te informacje powinny
znaleźć się w raporcie.

Sądzi Pan, że w raporcie komisja Millera zdoła rzetelnie wyjaśnić, co
doprowadziło do katastrofy?

– Na pewno na podstawie różnego rodzaju dowodów komisja Millera mogła odtworzyć
przebieg lotu – od chwili startu do samego zderzenia z ziemią. Eksperci z
pewnością wiedzą też, czy i jakie były prowadzone rozmowy w kokpicie oraz czy
odwiedzano pilotów. Jednak sprawą najważniejszą są tu bezpośrednie przyczyny
katastrofy. Kilkanaście minut po wypadku z ust Rosjan usłyszeliśmy, że winę
ponoszą polscy piloci. Obecnie wracamy do tej konwencji. Z docierających do nas
przecieków wynika, że piloci nie uzbroili przycisku odejścia. To zupełnie nowa
koncepcja. Stąd też element obsługi samolotu, działania jego urządzeń powinien
zostać w raporcie szczegółowo wyjaśniony. Trzeba też rozdzielić zachowanie
kontrolerów na Siewiernym od zachowania pilotów. Z ujawnionych dotąd informacji
wynika, że rosyjscy kontrolerzy popełniali błędy, że byli naciskani. Ten aspekt
wymaga wyjaśnień.
Oczekuję, że od strony technicznej raport wykaże punkt po punkcie, dlaczego
samolot zderzył się z ziemią. Chciałbym wiedzieć, dlaczego na 15 m nad poziomem
pasa startowego zamrożona została pamięć komputera pokładowego i jakie są zapisy
rejestratorów pokładowych. Istotne są tu zarówno zapisy rozmów, jak i parametrów
technicznych, ale też danych meteorologicznych. To wszystko są informacje, które
muszą znaleźć się w raporcie.
Istotne jest też zachowanie osób, które były organizatorem lotu, już po
katastrofie. Dlaczego premier w pierwszym odruchu zgodził się na konwencję
chicagowską? Podjęcie takiej decyzji bez jakiejkolwiek konsultacji, analizy tych
przepisów było skandalicznym zachowaniem.

Raport powinien zawierać szczegóły dotyczące samego przebiegu badań na
miejscu zdarzenia?

– Jak najbardziej. Bardzo interesuje mnie to, dlaczego polscy eksperci nie mieli
możliwości zbadania miejsca katastrofy oraz wraku samolotu. Student pierwszego
roku prawa wie, że badanie okoliczności każdego wypadku zaczyna się od oględzin
miejsca zdarzenia, bo każdy szczegół może mieć znaczenie. Podobnie wrak powinien
zostać szczegółowo przebadany. Wiemy przecież, jak badano wypadek w Lockerby.
Samolot był pieczołowicie odtwarzany w najmniejszym fragmencie. Co zrobiono z
wrakiem Tu-154M? Pocięto go piłami, nożycami, by w końcu przykryć go brezentem.
Tak się nie bada miejsca wypadku i wraku samolotu, w którego katastrofie zginęli
prezydent RP i 95 osób mu towarzyszących. Nie chcę tu wchodzić w metody badania
wraku, ale chciałbym wiedzieć, jakie badania wykonali polscy eksperci i jakie są
ich ustalenia. Czy ich wnioski wypływają z wykonanego badania wraku czy też z
tego, co nam podesłali Rosjanie? W protokole oględzin można napisać wszystko,
dlatego polscy eksperci powinni tuż po katastrofie przystąpić do badań.

Jak powinna zostać rozstrzygnięta kwestia odpowiedzialności za katastrofę?
– Ja tę odpowiedzialność widzę w trzech płaszczyznach. To odpowiedzialność
polityczna, a w konsekwencji konstytucyjna. Trzeba odpowiedzieć na pytanie, czy
osoby zajmujące najwyższe stanowiska w państwie – poczynając od premiera,
ministra obrony narodowej, ministra spraw wewnętrznych, ministra spraw
zagranicznych, szefa kancelarii premiera – nie popełniły czynów, które
kwalifikują się do odpowiedzialności konstytucyjnej. Mam tu na myśli
niedopełnienie obowiązków – za to staje się przed Trybunałem Stanu. W przypadku
tej katastrofy musi także zostać poruszony problem odpowiedzialności karnej.
Należy wykazać, kto nie dopełnił obowiązków, i to na różnych płaszczyznach. To
kwestie np. szkolenia pilotów, organizacji lotu… Ktoś za to wszystko
odpowiada. W końcu mamy też kwestię odpowiedzialności dyscyplinarnej, służbowej
– bo to, że nie dopełniono obowiązków na różnych poziomach, m.in. w kancelarii
premiera, nie ulega wątpliwości. Można też wykazać zaniedbania w działaniach
niektórych służb. Mam tu na myśli chociażby podejście Biura Ochrony Rządu do
przygotowania i zabezpieczenia tej wizyty.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj