Sowiecki agent straszy w Narewce

"Żołnierze Wyklęci – Pamiętamy" – tak brzmi nazwa I Rajdu Motocyklowego
zorganizowanego przez Stowarzyszenie Międzynarodowy Motocyklowy Rajd Katyński
oraz Stowarzyszenie Historyczne im. 5. Wileńskiej Brygady AK. W jego ramach
motocykliści odwiedzili wczoraj Narewkę i z niemiłym zaskoczeniem ujrzeli, że
kultywuje się tutaj pamięć Aleksandra Wołkowyckiego, niemieckiego i sowieckiego
agenta, który doniósł m.in. na matkę Danuty Siedzikówny ps. "Inka", słynnej
łączniczki majora Zygmunta Szendzielarza ps. "Łupaszka".

– To jest pierwszy taki rajd motocyklowy "Żołnierze Wyklęci – Pamiętamy". Zwykle
jeździmy do miejsc związanych ze zbrodnią katyńską, ale okazuje się, że w
większym stopniu jest to odbierane na Kresach niż w Polsce. Jednak w zeszłym
roku po tragedii smoleńskiej pamięć o Katyniu troszeczkę mocniej została
zaznaczona, podkreślona i rozszerzona. Natomiast staramy się również przypominać
to, co jest nieco zapominane bądź niekoniecznie mocno obecne w świadomości
Polaków. W związku z tym jedziemy szlakiem żołnierzy wyklętych, przy czym w tym
roku śledzimy losy 5. Wileńskiej Brygady AK – informuje Leszek Rysak,
organizator rajdu.
Wczoraj uczestnicy rajdu odwiedzili Narewkę – miejsce, w którym Danuta
Siedzikówna, późniejsza łączniczka majora "Łupaszki", dowódcy 5. Wileńskiej
Brygady Armii Krajowej, spędziła dzieciństwo. – Została zamordowana przez
funkcjonariuszy Urzędu Bezpieczeństwa 28 sierpnia 1946 roku. Byliśmy w miejscu,
gdzie się urodziła, mieszkała oraz gdzie porwano i deportowano na Syberię jej
ojca Wacława Siedzika. Są tutaj rzeczy skandaliczne, mianowicie patronem zespołu
szkół w Narewce jest Aleksander Wołkowycki, agent, donosiciel, który wydał jej
matkę Eugenię z Tymińskich, zamordowaną przez gestapo w 1943 r. – zauważa Wiktor
Węgrzyn, prezes Stowarzyszenia Międzynarodowy Motocyklowy Rajd Katyński.
Szczegóły problemu kultywowania pamięci donosiciela wyjaśnia Bogusław Łabędzki,
katecheta w tej szkole, z zamiłowania historyk i regionalista. – Patronem jest
konfident wszelkich możliwych służb okupacyjnych. Współpracował bowiem z NKWD i
gestapo. To, że był nauczycielem, wcale nie predestynuje go do tego, żeby był
patronem, jeżeli dodatkowo uprawiał taką "działalność". Stworzono z niego
wizerunek "bohatera" w PRL. Był on potrzebny ówczesnym władzom. Z jednej strony
ze znanej w Narewce "Inki" uczyniono zbrodniarkę, a z drugiej z faktycznego
kolaboranta uczyniono bohatera. Problem w tym, że ten stan podtrzymywany jest do
dziś – podkreśla Łabędzki. Dodaje, że nie widać możliwości, żeby w najbliższym
czasie coś się zmieniło. Wskazuje, iż miejscowa ludność jest pod wpływem
propagandy, jaką uprawiano w PRL. – Chodzi tu głównie o ludność białoruską.
Liczy ona około 75-85 proc. mieszkańców Narewki. Więc nie ma specjalnego
zainteresowania zmianą patrona. Oprócz tego jest jego pomnik, ulica, to ich
"bohater" – konkluduje katecheta.

 

Jacek Dytkowski

drukuj