COVEC uderza rykoszetem w hutę
Wstrzymane rozmowy związków zawodowych Huty Stalowa Wola z chińskim
inwestorem Guangxi LiuGong Machinery mają być kontynuowane w przyszłym tygodniu.
Oznacza to, że inwestycja Chińczyków w Stalowej Woli jest wciąż realna, tyle że
przesunięta w czasie. Winne całego zamieszania nie są – jak to sugerowano –
hutnicze związki zawodowe, negocjujące pakiet socjalny, ale atmosfera polityczna
powstała z winy chińskiego konsorcjum COVEC, które nie wywiązało się z budowy
autostrady A2.
Przypomnijmy, że podpisanie umowy w sprawie przejęcia cywilnej części Huty
Stalowa Wola produkującej maszyny budowlane przez chińskiego inwestora, jedno z
największych przedsiębiorstw przemysłowych w Chinach Guangxi LiuGong Machinery
było planowane na 29 czerwca 2011 roku. Jednak jak poinformował wiceminister
Skarbu Państwa Zdzisław Gawlik, zostało odwołane. W mediach pojawiły się
spekulacje, że winne całemu zamieszaniu są związki zawodowe, których twarde
stanowisko w kwestii pakietu socjalnego uniemożliwia kompromis, a w związku z
tym prywatyzacja huty się oddala. Tymczasem jak podkreślił w rozmowie z "Naszym
Dziennikiem" Bartosz Kopyto, pełnomocnik zarządu Huty Stalowa Wola, sprawa
podpisania umowy prywatyzacyjnej z chińskim koncernem nie jest pogrzebana, tak
jak to w Polsce jest prezentowane. – Absolutnie nie zaistniały żadne
okoliczności, które uprawniałyby do takiego traktowania tej sprawy. Oficjalne
stanowisko chińskiego inwestora wygląda zgoła inaczej, niż w Polsce jest to
przedstawiane – uważa Bartosz Kopyto. Jednocześnie podkreśla, że podstawowym
powodem, dla którego zostało spowolnione podpisanie umowy w sprawie przejęcia
przez Chińczyków cywilnej części Huty Stalowa Wola, jest zamieszanie wywołane
przez chińskie konsorcjum COVEC, które to budowało w Polsce autostradę. – Nasza
umowa z chińskim inwestorem była przygotowywana od dwóch lat z całą
pieczołowitością, a LiuGong jest wiarygodnym i sprawdzonym partnerem, o czym się
przekonaliśmy – ocenia pełnomocnik zarządu HSW. Zatem chińskiemu inwestorowi
zależy przede wszystkim na oczyszczeniu atmosfery i zamieszania związanego z
wykonawcą autostrady A2 w Polsce. – Chińczycy zauważyli, jak dużym cieniem na
współpracę międzynarodową położyła się sprawa budowy autostrady w Polsce przez
konsorcjum COVEC. W związku z tym, żeby nie próbować wchodzić z nowym
przedsięwzięciem, jakim jest inwestycja firmy LiuGong w Stalowej Woli, w tej
niesprzyjającej atmosferze i żeby nie łączyć tych dwóch spraw, nieco wyhamowali,
ale jak myślę, jest to kwestia może kilkunastu dni, może kilku tygodni – uważa
pełnomocnik zarządu HSW. Nie jest zatem tak – jak usiłują to przedstawiać
niektóre media – że winne zawieszenia podpisania umowy z Chińczykami są związki
zawodowe, które stawiają zbyt wygórowane warunki. Jak powiedział nam Henryk
Szostak, przewodniczący NSZZ "Solidarność" w HSW, owszem, wydarzenia wokół
autostrady A2 popsuły atmosferę i wywołały niepewność załogi, ale nie na tyle,
by rozmowy nie mogły być kontynuowane. – Jednocześnie wzrosły oczekiwania załogi
i myślę, że strona chińska też to czuje. Chińczycy muszą nam pokazać, że ich
inwestycje są długofalowe. Pokazując pakiet inwestycyjny, udowodnią, że
przybywając do Stalowej Woli i na rynek europejski, tworzą inwestycje stabilne i
trwałe – ocenia Henryk Szostak. Nieporozumieniem jest także próba obwiniania
strony związkowej o fiasko rozmów z Chińczykami, co jest nie tylko krzywdzące,
ale i nieprawdziwe, bo jak podkreśla przewodniczący Szostak, zadaniem związków
jest przede wszystkim obrona praw pracowniczych. W ocenie szefa zakładowej "S",
kompromis w sprawie pakietu socjalnego jest nadal możliwy, chodzi przede
wszystkim o zrozumienie wzajemnych oczekiwań. – Chińczycy muszą zrozumieć nasze
oczekiwania i nasze obawy, podobnie i my. Wówczas łatwiej nam będzie rozwiązać
nawet trudne sprawy, choćby oczekiwania obu stron okazały się sprzeczne –
wyjaśnia Henryk Szostak. Podkreśla przy tym, że wcale nie oznacza to, że strona
związkowa spuszcza z tonu. – Są obszary, które trzeba będzie jeszcze
przedyskutować, jak chociażby ocena pracownika czy systemy wynagradzania i
motywacji pracownika, ale to wszystko jest do załatwienia – kontynuuje szef
hutniczej "S". Jednocześnie przypomina, że Chińczycy, wchodząc do Polski,
powinni się dostosować do polskiego prawa, a więc kodeksu pracy czy chociażby
ustawy o związkach zawodowych. Natomiast załoga powinna poznać zasady
obowiązujące u inwestora. Rozbieżność stanowisk dotyczy głównie gwarancji
zatrudnienia, a obok kwestii finansowych związkom przede wszystkim zależy na
gwarancjach pracowniczych. – Załoga HSW wierzy, że związki zawodowe w ich
imieniu zdołają wynegocjować porozumienie, które będzie ich chronić. Nie możemy
ich zawieść. Nie oznacza to jednak, że jak niektóre media, z zewnątrz próbują
wmawiać opinii publicznej, że to związki zawodowe przeszkadzają w zawarciu
transakcji. Nikt natomiast nie pofatyguje się do nas i nie spyta, w czym problem
– uważa przewodniczący Szostak. Podkreślają to nie tylko związkowcy, ale także
zarząd HSW, który uważa podobne zarzuty przeciwko stronie związkowej za
nieuprawnione. – Nasze związki zawodowe są świetnie przygotowane do negocjacji.
Prowadzą je mądrze, w sposób wyważony, w trosce o dobro pracowników, a także z
szacunkiem do dorobku firmy jako filara Centralnego Okręgu Przemysłowego –
ocenia Bartosz Kopyto. Podkreśla, że zarząd i przedstawicielstwo związkowe
mówiło wspólnym głosem w okresie kryzysu, kiedy sprzedaż maszyn budowlanych
spadła drastycznie, gdy w ramach wyrzeczeń załoga dobrowolnie zrezygnowała z
20-procentowego wynagrodzenia w celu ratowania firmy. Podobnie jest teraz, kiedy
chodzi o przyszłość huty i jej załogi. Jak ustaliliśmy, w przyszłym tygodniu
przedstawiciele chińskiego inwestora znów pojawią się w Stalowej Woli i rozmowy
będą kontynuowane. W ocenie przedstawiciela zarządu HSW, ale także w ocenie
związków zawodowych, porozumienie ze związkami zawodowymi w porównaniu z pozycją
wyjściową, gdzie rozbieżności były duże, jest dziś na wyciągnięcie ręki.
Według nieoficjalnych informacji, Chińczycy, przejmując cywilną część HSW, mają
zapłacić ponad 250 mln złotych. Chcą utrzymać i rozwijać ośrodek
badawczo-rozwojowy w Stalowej Woli, pod kierunkiem polskiej kadry inżynierskiej,
który dyktuje rozwój technologiczny maszyn budowlanych nie tylko w Polsce, ale i
na świecie. Wykorzystany tu zostanie także dorobek technologiczny ze Stanów
Zjednoczonych czy Chin. – Chińczycy mają zmodernizować całą linię produkcyjną.
Są też po wstępnych rozmowach z przedstawicielami Agencji Rozwoju Przemysłu,
która zarządza terytoriami w strefie przemysłowej. Chcą zatem dalej inwestować
m.in. w obiekty produkcyjne – powiedział Bartosz Kopyto. Ponadto Chińczycy
zamierzają zwiększyć produkcję do 2,5-3 tysięcy maszyn budowlanych rocznie, co w
hucie miało miejsce ostatni raz w 2005 r., kiedy roczne plany produkcyjne
wynosiły w granicach 2 tysięcy sztuk maszyn.
Mariusz Kamieniecki
