Ewangelia dziecka

Myśl starogrecka, zwłaszcza platońska, traktowała tylko o człowieku w
ogóle, co faktycznie sprowadzało się do dorosłego. Inaczej mówiąc, człowiekiem
była tylko istota dojrzała. W podejściu do człowieka nie było miejsca na
zjawisko, które nazywa się dzieckiem. Jeśli nawet było dostrzegane – zresztą w
życiu codziennym, nie w nauce – to jedynie w aspekcie jednej funkcji:
przygotowywania istoty dorosłej. Chrześcijaństwo natomiast od początku
dostrzegło dziecko: człowieka w dziecku i dziecko w człowieku.

Najwymowniejszym przykładem jest fakt, że ewangeliści po zmartwychwstaniu Jezusa
Chrystusa wrócili do danych o Jego dzieciństwie i ujęli je w specjalną,
wyznaniową "Ewangelię Dzieciństwa Jezusa".
W gruncie rzeczy nie tylko o dzieciństwie Jezusa, ale także o każdym dziecku
wiemy bardzo niewiele. Tajemnica człowieka ciągle wykracza ponad jego wiedzę.
Zjawisko "dziecka" znajduje się na różnych płaszczyznach: grudka molekuł,
drobina ciała, miniatura człowieka, obraz rodziców, zdarzenie, cud życia,
wcielenie marzeń, kawałek ruchu naszego życia, żywe srebro, centrum historii
jakichś ludzi, realizacja miłości, "biologiczna przeszkoda" w cywilizacji,
światło domu, przedmiot radosnej troski, zwiastun innego świata, punkt
spotykania się wielkich światów, cielesny znak obecności Ojca Wszechrzeczy…
Mimo wszystko triumfuje radość, że "się człowiek na świat narodził" (J 16, 21).

Objawienie dziecka
Do dziecka schodzą się wszystkie światy wiedzione gwiazdą: "A oto gwiazda, którą
widzieli na Wschodzie, postępowała przed nimi, aż przyszła i zatrzymała się nad
miejscem, gdzie było Dziecię" (Mt 2, 9). Każdemu dziecku towarzyszy jakieś
zwiastowanie anielskie: "Znalazłaś łaskę u Boga. Oto poczniesz i porodzisz…" (Łk
1, 30-31). Dziecko wkracza w biologię rodziców, w ich psychikę, we wspólnotę
rodziny, w sytuację życia, w sprawy ducha i religii, w całe środowisko. Dziecko
ma wszystkie tajemnicze cechy początku ludzkości, narodzin nowego świata,
zwiastowania Ewangelii. Cały kosmos, przyroda, nasze ciała, życie społeczne –
wszystko to układa się w szczególne środowisko dla niego, otacza je, pochyla się
nad nim, słucha jego krzyku, ucisza się, gdy ono śpi, podaje mu to, ku czemu
wyciąga ręce, odpowiada na jego szeroko otwarte oczy.
Dziecko nie jest bynajmniej tylko przypomnieniem i fotografią dzieciństwa
każdego z nas, dorosłych. Ludzkość stanowi tak ścisły organizm, że dziecko,
które spotykamy, jest naszym dzieciństwem; nie tyle jest to nasze dziecko, ile
to my jesteśmy w nim i nim samym. Jest ono dokumentem żywym naszej historii,
uosobioną metryką naszego życia, dotykalną antropogenezą i kosmogenezą. I jest
to przedziwny świat naszych początków biologicznych, psychicznych, społecznych i
religijnych. Choć główny nurt naszego życia rwie do przodu i niewielu ludzi
dojrzałych chciałoby powtarzać swoje dzieciństwo, to jednak im dalej od tamtych
lat, tym bardziej nabierają one barw mitu, fantazji, legendy i jakiegoś jakby
objawienia. Bodajże każdy z nas rozpoznaje coraz mocniej urok owej pierwszej
zorzy naszych początków. Chyba na tej samej zasadzie powstawały wszystkie
mitologie narodzin plemienia, narodu, państwa. Odkrywamy, że ten obraz początków
odsłania także nasze dzisiejsze treści życia, zadania, tematy, determinizmy.
Życie przypomina jedną wielką tęczę rozpiętą między narodzeniem a śmiercią, tak
jednak, że im bliżej tego drugiego ramienia, tym mocniej, bajeczniej i inaczej
rozpromienia się ramię dzieciństwa.
Mit dzieciństwa nie jest bynajmniej złudzeniem, lecz ma w sobie niezmienne,
wieczne prawdy o człowieku. Przede wszystkim odtwarza tajemniczą atmosferę
narodzin bytu, a więc niepowtarzalną nowość, niezwykłość, nadzieję. Dziecko to
uosabia: "A wszyscy (…) pytali: "Kimże będzie to dziecię?". Bo istotnie ręka
Pańska była z nim" (Łk 1, 66). Każde wreszcie powtarza w sobie Chrystusa i
przygotowuje drogę Chrystusowi wśród ludzi: "Ty, dziecię, prorokiem Najwyższego
zwać się będziesz, bo pójdziesz przed Panem przygotować Mu drogi" (Łk 1, 76).

Dziecko w historii zbawienia
Wielkością Żydów była wielka miłość do dziecka. Miłość ta tchnie także z kart
Ewangelii. A życie dziecka ma chyba zawsze i wszędzie ten sam urok innego
świata. W Nowym Testamencie nie zabrakło obrazu, jak dzieci, podczas zabawy z
psami, z niezgrabności upuszczają resztki jedzenia lub umyślnie, w ukryciu przed
rodzicami, rzucają chleb pod stół: "szczenięta pod stołem jedzą okruszyny po
dzieciach" (Mk 7, 28). Jezus daje przykład dwóch grup rówieśniczych, z których
jedna chce złośliwie dyrygować drugą według własnych reguł zabawy: "Z kim mam
porównać to pokolenie? Podobne jest do przesiadujących na rynku dzieci, które
głośno przymawiają swym rówieśnikom: "Przygrywaliśmy wam, a nie tańczyliście;
biadaliśmy, a wyście nie zawodzili"" (Mt 11, 16-17; por. Łk 7, 31-35). Ale w
istocie rzeczy dzieci zostały potraktowane jako przedmiot i podmiot historii
zbawienia, na równi z dorosłymi. Dzieci znajdowały się niemal zawsze wśród tych,
którzy słuchali Jezusa, gromadzili się wokół Niego i chodzili za Nim. Ewangelie
czynią liczne wzmianki o tym. Stosunek Chrystusa do dzieci był szczególny:
przyciągał je swoim urokiem i zarazem swoją życzliwością, przeciskające się
przez tłum z ciekawości dopuszczał do siebie, wkładał na nie ręce, brał w
objęcia, zagadywał do nich, błogosławił, modlił się za nie. Po prostu Chrystus
stworzył rodzaj liturgicznego obrzędu błogosławienia dzieci i dziękczynienia za
nie Ojcu Niebieskiemu: "Wtedy przyniesiono Mu dzieci, aby położył na nie ręce i
pomodlił się za nie" (Mt 19, 13; por. Mk 9, 33-37; 10, 13-16; Mt 19, 13-15; Łk
18, 15-17).
Dzieciństwo samo w sobie było traktowane jako ryt inicjacji do Chrystusowych
dziejów zbawienia. Łaska Boża sprawiała to jeszcze w sposób przedsakramentalny.
Mówiono o Janie Chrzcicielu: "Ręka Pańska była z nim. (…) Chłopiec zaś
wzrastał i umacniał się na duchu, a żył na pustkowiu aż do dnia ukazania się
przed Izraelem" (Łk 1, 66. 80). Podobnie, choć w nieskończenie wyższym stopniu,
powiedziano o Jezusie: "Dziecię zaś rosło i nabierało mocy, napełniając się
mądrością, a łaska Boża spoczywała na Nim" (Łk 2, 40).
Świat dziecka nie jest bynajmniej bez dramatu, także moralnego. Może być
zwyczajny żal niezrozumienia między dzieckiem a starszymi: "Synu, czemuś nam to
uczynił?" (Łk 2, 48). Czasami otwiera się przepaść: "Brat na śmierć wyda brata,
a ojciec wyda na śmierć swoje dziecko; powstaną dzieci przeciw rodzicom i o
śmierć ich przyprawią" (Mk 13, 12; por. Mt 10, 21). Są też dzieci nieszczęsne,
ściągające na siebie zło przeszłości ludzkiej: "Krew jego na nas i na dzieci
nasze" (Mt 27, 25). Dzieci starsze mogą być obciążone też grzechem własnym:
"Dziecko, odpuszczone są twoje grzechy" (Mk 2, 5).
Poza tym Ewangelia daje wyraz zrozumienia dla tragedii śmierci dzieci lub ich
braku. Symboliczny jest znany tren o Racheli: "Rachel opłakuje swe dzieci i nie
chce utulić się w żalu, bo ich już nie ma" (Mt 2, 18). Znany jest też wyraz
potężnej wiary w Boży dar dziecka: "Z kamieni może Bóg wzbudzić dzieci" (Mt 3,
9).
Dziecko jest symbolem życia religijnego każdego z nas dorosłych. Jest ono wzorem
miłości do Boga jako do Ojca, wzorem prostoty, pokory, oddania, ufności,
szczerości, czystości serca, spontaniczności dobra, odłożenia masek i gier
dorosłych (Mk 9, 33-37; Mt 18, 1-7; Łk 9, 47-48). Jeden z aspektów precyzuje św.
Paweł: "Bracia, nie bądźcie dziećmi w sposobie waszego myślenia, lecz bądźcie
jak niemowlęta, gdy chodzi o rzeczy złe" (1 Kor 14, 20). Dziecko jest modelem
adepta królestwa niebieskiego: "Jezus rzekł: Dopuśćcie dzieci i nie
przeszkadzajcie im przyjść do Mnie; do takich bowiem należy królestwo
niebieskie" (Mt 19, 14). Dziecko jest uosobieniem pierwotnego raju, niejako jego
powtórzeniem, a raczej jest rodzajem pierwszej sceny ludzkiego dramatu, łącznie
z aktem łaski obecności Boga. Ma więc być przyjęte w imię Chrystusa Odkupiciela
jako Dar Ojca Niebieskiego i świat winien otwierać przed nim na oścież coraz
dalsze drzwi, jedne po drugich, ku życiu, dobru, miłości, osobowości: ""Kto
właściwie jest największy w królestwie niebieskim?". On przywołał dziecko,
postawił je przed nimi i rzekł: "Zaprawdę, powiadam wam: Jeśli się nie
odmienicie i nie staniecie jak dzieci, nie wejdziecie do królestwa niebieskiego.
Kto się więc uniży jak to dziecko, ten jest największy w królestwie niebieskim.
A kto by jedno takie dziecko przyjął w imię moje, Mnie przyjmuje. Lecz kto by
się stał powodem grzechu dla jednego z tych małych, którzy wierzą we Mnie, temu
byłoby lepiej kamień młyński zawiesić u szyi i utopić go w głębi morza"" (Mt 18,
1-6). Dziecko staje się sakramentem rodziny, choćby niechrześcijańskiej.

Dziecięcia wieczność
Chrześcijanie są nie tylko dziećmi kosmosu i przeszłości (np. Dz 13, 33), ale
także dziećmi przyszłości, a nawet w swoim dziecięctwie w sensie duchowym
niejako zamykają wieczność. W tym duchu do "dziecięctwa" Chrystusa Ewangelia
przyprowadza starców: Symeona i Annę. Ponadto św. Paweł, a potem św. Jan odkryli
najgłębszą chrześcijańską ideę, że chrześcijanie są dziećmi Bożymi (np. Flp 2,
15), a więc że są dziećmi wieczności, a nawet że dziecięctwo jest obrazem
wieczności: rodzącej się, żywej, nieprawdopodobnie na wszystko otwartej.
Wszystko to rodzi się z faktu, że chrześcijanin żyje z wyciśniętego na nim przez
Ducha znaku dziecięctwa Bożego: "Albowiem wszyscy ci, których prowadzi Duch
Boży, są synami Bożymi. (…) Otrzymaliście Ducha przybrania za synów, w którym
możemy wołać: "Abba, Ojcze!". Sam Duch wspiera swym świadectwem naszego ducha,
że jesteśmy dziećmi Bożymi" (Rz 8, 14-16).
Wcielenie Syna Bożego ukazało, że i my mamy Ojca w niebie, że relacja synostwa i
ojcostwa odnosi się także do Boga i do nas: "Wszystkim tym (…), którzy Je
[Słowo] przyjęli, dało moc, aby się stali dziećmi Bożymi" (J 1, 12). Istotnie,
człowiek ma coś z wiecznego dziecka. W każdym też wieku wydaje się nam, że życie
swoje dopiero rozpoczynamy. Jako chrześcijanie jesteśmy wiecznymi dziećmi Ojca
Przedwiecznego i to dziecięctwo ma się w nas nieustannie rozwijać, abyśmy byli
dziećmi mądrości (Łk 7, 35), dziećmi wolności (Rz 8, 21), dziećmi obietnicy (Ga
4, 28) dziećmi światłości (Ef 5, 8) i "dziećmi chwały" (Rz 8, 21). Jako
przybrane dzieci Boże jesteśmy również, w pewien sposób, dziećmi Chrystusa, w
którego usta włożone są słowa: "Oto Ja i dzieci moje, które Mi dał Bóg" (Hbr 2,
13; por. Łk 1, 55). Zresztą Chrystus niejednokrotnie zwracał się do swoich
uczniów słowem "dzieci" (Mk 2, 5; 10, 24; Mt 21, 28; J 21, 5).
Jednocześnie w Kościele zachodzi rodzicielstwo i dziecięctwo na płaszczyźnie
wiary i sakramentu. Istnieje wielka prawda, że każdy chrześcijanin jest
dzieckiem wiary i Kościoła, a choćby nie miał własnych dzieci w znaczeniu
doczesnym, to może się cieszyć posiadaniem dzieci duchowych. "Dzieci moje –
wołał Paweł – oto ponownie w bólach was rodzę, aż Chrystus w was się
ukształtuje" (Ga 4, 19). Dla Pawła też Tymoteusz miał być prawowitym dzieckiem w
wierze (1 Tm 1, 2), a Tytus – dzieckiem prawdziwym we wspólnej nam wierze (Tt 1,
4). Do wszystkich zresztą, którzy przyjęli głoszoną przezeń Ewangelię, mógł się
zwracać: moje najdroższe dzieci (1 Kor 4, 14).
Dziecięctwo Boże w nas zdaje się w niepojęty sposób rozwijać: "Popatrzcie, jaką
miłością obdarzył nas Ojciec: zostaliśmy nazwani dziećmi Bożymi, i rzeczywiście
nimi jesteśmy. (…) Umiłowani, obecnie jesteśmy dziećmi Bożymi, ale jeszcze się
nie ujawniło, czym będziemy. Wiemy, że gdy się objawi, będziemy do Niego
podobni" (1 J 3, 1-2). Podobnie, nawet stworzenie nierozumne będzie miało jakiś
udział w Bożym dziecięctwie człowieka: "Stworzenie bowiem (…) również zostanie
wyzwolone z niewoli zepsucia, by uczestniczyć w wolności i chwale dzieci Bożych"
(Rz 8, 20-21).
Tak to chrześcijaństwo nierzadko ustawiało dziecko w centrum troski starszych i
Kościoła: "żeby serce ojców nakłonić ku dzieciom, (…) by przygotować Panu lud
doskonały" (Łk 1, 17). Chrześcijaństwo zwraca się w ten sposób ku przyszłości:
"Nie dzieci rodzicom winny gromadzić majętności, lecz rodzice dzieciom" (2 Kor
12, 14). Kościół chce w mądry sposób służyć dziecku: "Ojcowie, nie
rozdrażniajcie waszych dzieci, aby nie traciły ducha" (Kol 3, 21; por. Ef 6, 4).
Chrześcijaństwo głosi Ewangelię dziecka, które jest ludzką i boską drogą do Ojca
Wieczności: "I zostało uniesione jej Dziecię do Boga i do Jego tronu" (Ap 12,
5).

 

Ks. prof. Czesław S. Bartnik
 


Jego jest bowiem królestwo niebieskie. (Mt 19, 14)

drukuj