Złoty niknie w oczach
Kryzys kredytowy w Europie Środkowo-Wschodniej to drugie, obok Grecji,
źródło nowego problemu, z którym będzie musiała zmierzyć się Europa – ostrzegają
ekonomiści. Kurs franka szwajcarskiego ostro pnie się w górę, przez co
zadłużenie posiadaczy kredytów hipotecznych we franku rośnie.
Kurs franka szwajcarskiego zbliża się do historycznego maksimum z 2009 roku. W
czwartek płacono za niego nawet 3,33 złotego. Mimo że bank centralny Szwajcarii
pozostawił stopy procentowe na niezmienionym poziomie, frank drożał od rana. W
niestabilnych czasach, gdy euro i dolar pozostają niepewne, rynki szukają
waluty, która stanowić będzie dla nich bezpieczną przystań.
Problemem dla kredytobiorców jest nie tylko wyższa rata spłacana co miesiąc, nie
tylko spready walutowe, na których bank dodatkowo zarabia, ale przede wszystkim
fakt, że mimo spłat kredyt rośnie, zamiast spadać. Jeśli ktoś wziął 300 tys. zł
kredytu w 2008 r., to frank był przeliczany po 2 złote. Obecnie trzeba za niego
zapłacić minimum 3,30 złotego. Mimo że kredytobiorca spłaca kredyt już 3 lata,
to na chwilę obecną ma do spłacenia nawet o 40 proc. kredytu więcej, niż wziął.
– To tak, jakby wiadrem wybierać wodę ze stawu. Nigdy się tej wody nie wybierze,
bo wciąż napływa – tłumaczy mechanizm pułapki kredytowej Janusz Szewczak, główny
ekonomista SKOK.
– W Polsce aż 700 tys. osób utknęło w pułapce. Wraz z rodzinami to ponad 2 mln
ludzi – ocenia Jerzy Bielewicz, finansista, prezes Stowarzyszenia "Przejrzysty
Rynek".
Tymczasem nieruchomości w kraju tanieją, deweloperzy schodzą z ceny, analitycy
zaś przewidują, że trend utrzyma się w najbliższych latach, a nawet przyspieszy.
W niektórych przypadkach może okazać się, że nawet sprzedaż zadłużonego
mieszkania lub przejęcie przez bank nie zdejmie z kredytobiorcy pętli
zadłużenia. Pozbawi go dachu nad głową, a zostawi z długiem. – Polskie prawo,
odmiennie niż amerykańskie, ryzykiem spadku wartości nieruchomości hipotecznej
obciąża nie bank, lecz klienta – wyjaśnia Bielewicz.
– Moim zdaniem, instytucje finansowe z premedytacją wabiły klientów w tę
pułapkę, przekonując ich, że frank będzie się osłabiał – przekonuje Szewczak.
Jeszcze do niedawna analitycy dużych banków utrzymywali, że frank będzie się
osłabiał. Ekonomiści Goldman Sachs i JP Morgan w styczniu prognozowali, że na
koniec tego roku za franka szwajcarskiego będzie trzeba zapłacić 2,60 złotego.
Podobnie wieszczyli krajowi analitycy z BRE Banku, BZ WBK, City Handlowego czy
ING Banku Śląskiego. Według nich, na koniec 2010 r. kurs franka miał wynosić
2,36-2,42 złotego. Rzeczywistość okazała się inna. Za franka trzeba było wówczas
zapłacić ok. 3,20 złotego.
Część ekonomistów uważa, że Komisja Nadzoru Finansowego zbyt późno zareagowała
na zjawisko masowego zaciągania kredytów hipotecznych w walutach obcych. Dopiero
w ubiegłym roku KNF wprowadziła rekomendacje T i S-2, które ograniczyły tę
możliwość.
Małgorzata Goss
