Co zrobi polska prawica
Jak zapobiec wymieraniu polskiego społeczeństwa, jego rozwarstwieniu
gospodarczemu, spadkowi efektywnej kontroli społeczeństwa nad władzą? Propozycje
konserwatystów na najbliższe wybory powinny skupiać się wokół rozwoju człowieka
we wszystkich wymiarach. Ważnym postulatem pozostaje zabezpieczenie potencjału
demograficznego naszego społeczeństwa poprzez ochronę rodziny.
Wszystko wskazuje na to, że w kolejnych miesiącach tego roku życie polityczne
nie będzie nas zachwycać. Choć przez chwilę, na potrzeby tego artykułu, wyobrażę
sobie, że mam wpływ na ludzi, którzy układają programy partii politycznych.
Postulat ochrony życia
Dezyderat pierwszy wiąże się z jasnym określeniem systemu wartości. Myślę, że w
naszym ponowoczesnym świecie konieczne jest proste, a jednocześnie dość pojemne
określenie podstawy naszego działania. W przypadku partii konserwatywnej powinno
nim być klarowne określenie wizji człowieka. W praktyce partia taka powinna
zabiegać o wpisanie do Konstytucji ochrony życia ludzkiego od poczęcia do
naturalnej śmierci. To wystarczy.
Z tej podstawy światopoglądowej wypływa wniosek, że to człowiek jest celem
dobrze uprawianej polityki. Człowiek jest największym dobrem, jakim może
szczycić się państwo. Dlatego konserwatyści powinni zabiegać o to, by
społeczeństwo się rozwijało. W tym celu należy podjąć konkretne działania
popierające rodzinę. Nie chciałbym jednak, aby polegały one na uzależnianiu
rodzin wielodzietnych od państwowych zasiłków. Jedynym uczciwym wyjściem jest
obniżenie podatku dochodowego i składki ZUS dla rodzin wielodzietnych.
Zmniejszenie tej ostatniej byłoby także na rękę pracodawcom, a kobiety nie
byłyby dyskryminowane na rynku pracy. Myślę, że świetlane perspektywy przed
przedsiębiorcami otworzyłoby także obniżenie stawki VAT na produkty dziecięce.
Największą barierą w przeprowadzeniu tego rodzaju działań jest małoduszność
większości naszych polityków, którzy rolę państwa – silnego czy słabego – widzą
w sterowaniu przepływem pieniędzy od i do podatników. Działanie takie wiąże ręce
obywatelom, ale także blokuje możliwości państwa.
Potencjał tkwi w ludziach
Ważnym punktem programu partii konserwatywnej powinno być podjęcie wyzwań na
miarę XXI w., na miarę Narodu, który dał początek obaleniu komunizmu w Europie
Wschodniej, i niestety na miarę przyszłych problemów, przed którymi ostrzegają
nas naukowcy, takich jak niekorzystny bilans wodny, możliwy kryzys energetyczny
czy słaba pozycja polskiej nauki na świecie.
Nie będzie to łatwe. Choćby dlatego, że większość społeczeństwa nie zdaje sobie
sprawy z konieczności podejmowania takich wyzwań. Z rozrzewnieniem wspominamy
słowa Jana Pawła II o tym, że musimy od siebie wymagać. Moim zdaniem, ich sens
nie obejmuje jednak tylko życia jednostki, ale także wspólnoty narodowej.
Pokolenia Polaków często były zmuszane do wymagania od siebie, aby przetrwać,
zachować człowieczeństwo, wiarę lub narodowość. Obecnie nie stoimy jako Naród
wobec tak oczywistych zagrożeń. Mamy doskonały czas na rozwój, dlatego
chciałbym, aby także politycy zaczęli od siebie wymagać. Wymaganie to wbrew
pozorom nie sprowadza się do dobrego prowadzenia się, mówienia prawdy czy
niezałatwiania rodzinie ciepłych posadek. Chodzi raczej o dobre wykorzystanie
posiadanej władzy. O prawdziwe przywództwo, które polega na wskazywaniu
wspólnocie celów, które ma osiągnąć.
Wskazanie celu często wynika z dobrego rozpoznania przeszkód i zagrożeń, jakie
stoją przed wspólnotą. Jest to po prostu działanie zdroworozsądkowe, a zdrowy
rozsądek to jedno z ulubionych pojęć obecnie rządzących. Problem polega na tym,
że na razie działanie zdroworozsądkowe sprowadza się do dobrego wykorzystywania
premii, jaką otrzymujemy od Unii Europejskiej. Dobrobyt polskich rodzin również
opiera się na sprostaniu oczekiwaniom, jakie stawiają kredytodawcy. Oba te
zjawiska są normalne w sytuacji państwa na dorobku i nie chciałbym, aby
ktokolwiek proponował Polakom kredytowy post. Myślę jednak, że powinien znaleźć
się ktoś, kto dostrzeże już teraz możliwość zbudowania potencjału, z którego
będziemy mogli korzystać w przyszłości bez liczenia na czyjąkolwiek łaskę. I nie
chodzi mi jedynie o kumulowanie kapitału czy zabezpieczanie rezerwy w złotych
sztabach.
Szkoła do naprawy
Oprócz podejmowania wyzwań gospodarczych konieczne są również innowacyjne
działania na polu społecznym. Dobrym przykładem jest edukacja, która w Polsce
jest sprowadzana do roli służebnej wobec rynku pracy. Uczniowie chodzą do
szkoły, aby zdać egzaminy, zdają egzaminy, aby dostać się na studia. Studenci
studiują po to, aby dostać dobrą pracę. Nikt już się nie uczy dla samej radości
uczenia się i rozwijania intelektu – zdobywania wiedzy o świecie i o sobie.
Obecnie jednak jest szansa, by to zmienić, nie obniżając poziomu nauczania.
Należy stworzyć nowy system edukacyjny, w którym instytucje zajmujące się
edukacją ze szkołą na czele znalazłyby swoje miejsce, a nauczyciele staliby się
przewodnikami wskazującymi, gdzie i jak uczniowie mają zdobywać wiedzę, i
sprawdzającymi ich postępy w nauce (bez tego nie da rady). Wówczas nauka
przyrody nie odbywałaby się jedynie w klasie, ale także w pobliskim parku
narodowym, historia w muzeum, język polski w teatrze, WF na orliku itp. To do
pewnego stopnia już się dzieje, ale pozostaje dziełem przypadku. Wizyty we
wspomnianych instytucjach stają się atrakcją lub nudnym rytuałem, bez związku z
nudną budą. Sytuacja jest więc następująca: wszystkie instytucje zajmujące się
gromadzeniem i ochroną wiedzy rozwijają swój potencjał edukacyjny, a szkoła –
widząc spadek swego autorytetu i zainteresowania ze strony uczniów – poszukuje
sposobów uatrakcyjnienia procesu dydaktycznego, jednocześnie obniżając poziom
nauczania. Państwo, które wraz z samorządami finansuje obie strony, powinno
zająć się integracją ich działań poprzez stworzenie jednolitego systemu
edukacyjnego wykorzystującego ten potencjał i dostosowującego go do potrzeb
ucznia. Konieczne są przy tym oczywiście wielkie nakłady na szkolenie
nauczycieli i infrastrukturę (podłączenie internetu, sprzęt komputerowy, lokale,
transport itp.), jednak te są już i tak ponoszone (np. w odniesieniu do
bibliotek publicznych, czy pracowni internetowych w szkołach), a przecież można
by robić to w sposób zintegrowany. Wtedy natychmiast pojawią się oszczędności
(choćby i na administrowaniu obrotem państwowego i unijnego pieniądza w ramach
poszczególnych państwowych instytucji nadzorujących). W momencie wyznaczenia
celu przez państwo również organizacje pozarządowe i biznes dostosowałyby swe
usługi i środki do jego realizacji.
Nieczytelne spory
Dopiero po podjęciu wyzwania edukacyjnego możemy poważnie myśleć o podejmowaniu
jakichkolwiek większych problemów cywilizacyjnych. To przecież truizm, na
dodatek wypowiadany przez naukowców przy każdej okazji. Najczęściej reprezentują
oni nauki ścisłe bądź ekonomię. Ich apele spływają jednak po politykach jak woda
po gęsi. Od polityków konserwatywnych oczekiwałbym zrozumienia tych głosów.
Oczekiwałbym od nich jednak także pewnej refleksji na temat relacji edukacji
humanistycznej do funkcjonowania społeczeństwa. Reprezentanci prawej strony
sceny politycznej wiele mówią o utracie tożsamości narodowej, świadomości
chrześcijańskich korzeni naszej cywilizacji przez Polaków, a z drugiej strony są
podatni na proste chwyty propagandowe. Są to fakty, jednak ich przyczyną nie
jest nasze zdziczenie moralne. Nie wynikają z tego, że żyjemy w świecie, gdzie
zdanie każdego waży tyle samo, a z tego, że większość ludzi nie potrafi sobie
wyrobić opinii, bo nie ma koniecznych narzędzi intelektualnych. Część Polaków,
niestety, nie rozpoznaje podstawowych sprzeczności występujących w najbardziej
znaczących sporach ideologicznych na polskiej scenie politycznej (np.
wyodrębnianie wszelkiego rodzaju podzbiorów z praw człowieka – prawa kobiety,
prawa dziecka, prawa ojca – i przeciwstawianie ich sobie). Przyczyna tkwi w
braku solidnej wiedzy z zakresu filozofii, historii i nauk społecznych (plus
oczywiście, z innej beczki, logiki). I proszę mi nie mówić, że filozofii w
szkole nie można uczyć, bo to nikogo nie interesuje i nikomu nie jest potrzebne.
To nie jest odpowiedź godna konserwatysty.
Podsumowując: chciałbym, aby propozycje konserwatystów na najbliższe wybory
skupiały się wokół rozwoju człowieka we wszystkich wymiarach – intelektualnym i
fizycznym – na miarę wyzwań, jakie przed każdym z nas stoją. Ważnym postulatem
pozostaje zabezpieczenie potencjału demograficznego naszego społeczeństwa
poprzez ochronę rodziny. Wyzwania, do podjęcia których namawiałbym polską
prawicę, zapobiegną większości diagnozowanych przez nią zagrożeń: wymieraniu
polskiego społeczeństwa, jego rozwarstwieniu gospodarczemu, spadkowi efektywnej
kontroli społeczeństwa nad władzą. Oby zostały na serio podjęte w czasie
najbliższych wyborów.
Michał Zarychta
Autor jest historykiem z doświadczeniem pracy w instytucjach kultury i w
szkołach, mężem i ojcem.
