Kto kogo w błąd wprowadzał

Kierownictwa policji i Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji
mogły być wprowadzane w błąd przez funkcjonariuszy policji w sprawie Krzysztofa
Olewnika – takie ustalenie ma się znaleźć w raporcie sejmowej komisji śledczej
badającej okoliczności porwania i zabójstwa Olewnika. Gdy komisja przyjmie
raport, zakończy swoją pracę.

Członkowie komisji mają już jutro dyskutować nad projektem oraz będą mogli
zgłosić poprawki. Głosowanie członków komisji nad raportem odbędzie się trzy dni
później, tj. 13 maja. Andrzej Dera, zastępca przewodniczącego komisji z ramienia
Prawa i Sprawiedliwości, jest przekonany, iż dokument zostanie przyjęty przez
komisję. – W mojej ocenie, mogą zostać co najwyżej zgłoszone jakieś drobne uwagi
do tego dokumentu, ale sądzę, że komisja raport przyjmie bez większych problemów
– zauważa poseł w rozmowie z "Naszym Dziennikiem". Po przyjęciu raportu komisja
śledcza badająca okoliczności porwania i zabójstwa Olewnika skończy pracę.
Raport trafi następnie do marszałka Sejmu i zostanie zaprezentowany całej izbie.
Będą mogły się do niego odnieść wszystkie kluby poselskie.

Lista niedociągnięć i patologii

Jak podkreśla poseł Dera, projekt raportu zawiera analizę błędów popełnionych
przez organa państwowe oraz wnioski personalne, kto powinien ponieść
odpowiedzialność za zaniedbania w sprawie uprowadzenia i zabójstwa Krzysztofa
Olewnika, także konkluzje systemowe zawierające wnioski dotyczące niedociągnięć
i patologii w polskim prawie. Lista odpowiedzialnych za zaniedbania może się
okazać długa. – Przedstawiliśmy w raporcie to, jak działały polskie organy
ścigania na przestrzeni ostatnich dziewięciu lat, jak funkcjonowała polska
prokuratura na wszystkich szczeblach, począwszy od prokuratury rejonowej, a na
krajowej skończywszy. I jak funkcjonowała nasza policja, głównie jej piony
zajmujące się ściganiem przestępczości zorganizowanej. Nasza ocena jest bardzo
krytyczna – zauważa Dera. W raporcie zaznaczono konieczność pociągnięcia do
odpowiedzialności karnej lub dyscyplinarnej "pewnych prokuratorów i
policjantów". Warto przypomnieć, że zarzuty karne w sprawie porwania i zabójstwa
Krzysztofa Olewnika usłyszeli już policjanci z Radomia – m.in. emerytowany
komisarz Remigiusz M., szef grupy ścigającej porywaczy. – Rolą komisji jest
jednak przede wszystkim przedstawienie faktów i ich opisanie, by pokazać brak
konsekwentnych działań ze strony organów ścigania. Konsekwencje ma wyciągać
prokuratura – dodaje poseł.

Błędy czy celowe działanie

W raporcie komisji ma się znaleźć stwierdzenie, że w pierwszym okresie
prowadzenia śledztwa ministrowie spraw wewnętrznych oraz szefostwo policji byli
wprowadzani w błąd. Chodzi o okres, gdy ministrami w rządach SLD – UP byli
Krzysztof Janik i Ryszard Kalisz. Istotny fragment raportu ma dotyczyć
nieprawidłowości w kontaktach między Biurem Spraw Kryminalnych mazowieckiej
komendy wojewódzkiej, policyjnymi władzami z Radomia i Płocka a komendą główną i
MSWiA. Nie wiadomo jednak, czy komisja uzna to za celowe działanie, czy też za
błędy policji wynikające z nieumyślnych nieprawidłowości w pracy. – Nie
zdziwiłoby mnie, gdyby takie stwierdzenia w raporcie padły – zaznaczył w
rozmowie z "Naszym Dziennikiem" mecenas Bogdan Borkowski, pełnomocnik rodziny
Olewników. Jak zauważył z kolei mecenas Ireneusz Wilk, stwierdzenie o
wprowadzaniu w błąd szefostwa policji i MSWiA dotyczyłoby kwestii rzekomego
samouprowadzenia Krzysztofa Olewnika. – Informacje, jakie wówczas otrzymywali
ministrowie MSWiA, a także Ministerstwa Sprawiedliwości, były jednoznaczne – że
porwanie Krzysztofa Olewnika było upozorowane i stanowiło efekt jakichś kłótni
rodzinnych. Oraz że Krzysztof wróci wkrótce do domu, gdy znudzi mu się już zbyt
długie przebywanie poza domem – mówi Wilk, drugi z pełnomocników rodziny
Olewników.
Śledztwo w sprawie porwania Olewnika przyspieszyło dopiero wtedy, gdy sprawa
trafiła w ręce prokuratora Radosława Wasilewskiego z wydziału ds. przestępczości
zorganizowanej Prokuratury Okręgowej w Warszawie. Dziś wiadomo, że w tym okresie
Krzysztof Olewnik już nie żył. Komisja krytycznie oceniała wcześniejsze częste
zmiany prokuratorów referentów tej sprawy. Dzięki wnikliwszej niż poprzednio
analizie dowodów i zmianie ekipy policyjnej z radomskiej na warszawską udało się
zatrzymać osoby uznane za porywaczy i zabójców. Śledztwo przekazano do
prokuratury w Olsztynie. Obecnie nieprawidłowości i zaniechania w sprawie bada
Prokuratura Apelacyjna w Gdańsku.
Wcześniej, w latach 2001-2005 następowały podejrzane zdarzenia dotyczące akt
sprawy: z parkingu w stolicy skradziono policyjne auto z materiałami śledztwa.
Co więcej, trzech sprawców zbrodni popełniło samobójstwa: herszt bandy Wojciech
Franiewski, który powiesił się po zatrzymaniu, oraz Sławomir Kościuk (odebrał
sobie życie w celi po ogłoszeniu wyroku dożywocia) i Robert Pazik, który także
powiesił się w areszcie. Życie odebrał sobie również strażnik więzienny
pilnujący kilku ze skazanych w sprawie. Prokuratura umorzyła śledztwa w tych
sprawach, uznając, że nie było udziału osób trzecich w targnięciu się na życie
Franiewskiego, Kościuka i Pazika.
Krzysztof Olewnik, porwany w październiku 2001 r. syn mazowieckiego
przedsiębiorcy, był przez policję i prokuraturę nieskutecznie poszukiwany przez
kilka lat. W trakcie śledztwa prowadzonego w prokuraturze w Sierpcu do 2005 r.
nie udało się wpaść na trop porywaczy. Już wówczas rodzina zabiegała o
przekazanie sprawy do Warszawy. Mijały kolejne miesiące, a postępów wciąż nie
było. Tymczasem rodzina Olewników przekazała porywaczom 300 tysięcy euro okupu –
nie przyniosło to oczekiwanego efektu. Kilka miesięcy późnej Krzysztof Olewnik
został zamordowany.
 

Anna Ambroziak

drukuj