Filozofia zrównoważonego rozwoju w kulturze europejskiej

Wystąpienie ks. prof. Tadeusza Guza na X Międzynarodowych Warsztatach i
Konferencji Architektury Krajobrazu i Gospodarki Przestrzennej "Konwencja
Klimatyczna ONZ, Konwencja o Ochronie Bioróżnorodności ONZ oraz Natura 2000
szansą dla zrównoważonego rozwoju", Warszawa, 2-5 maja 2011 r.
 



Dziękując Państwu Organizatorom na ręce Pana Posła Profesora Jana Szyszko za
zaproszenie na tę pod wieloma względami ważną i cenną debatę naukową, pozdrawiam
wszystkich Państwa oraz pragnę podzielić się w tych ramach czasowych zaledwie
kilkoma filozoficznymi refleksjami.
Carl Christian von Weizsäcker, ekonomista, twierdzi, że "problem zmiany" szeroko
pojętego środowiska naturalnego, "uprzyczynowionego przez człowieka, jest dla
gospodarki rynkowej politycznym i duchowym wyzwaniem". Skoro konkretni ludzie są
przyczyną tego kryzysu ekologicznego, to te konkretne państwa, które najbardziej
zniszczyły klimat i środowisko naturalne, powinny z etycznego punktu widzenia
ponieść teraz adekwatnie prawne, moralne, gospodarcze i finansowe konsekwencje.
Ale wydaje się, że brak jest tego typu myślenia, co zresztą pan prof. Szyszko i
jako minister, i jako uczony przedstawiał już niejednokrotnie.

1.Pytanie o człowieka kluczem do filozoficzno-etycznej dyskusji nad
zrównoważonym rozwojem środowiska naturalnego
Norwid stawia, kontynuując wspaniałą tradycję myśli
grecko-rzymsko-chrześcijańskiej Starego Kontynentu, bytowość człowieka w samym
centrum kosmosu, i dostrzegając niezwykły urok przyrody i wszechświata, pyta z
jakąś genialną intuicją poetycką oraz z pewnym niepokojem ducha właśnie o
człowieka stojącego pośrodku tego, co istnieje, i decydującego o istnieniu tzw.
środowiska. Pytamy zatem za nim o człowieka jako klucz i zarazem najważniejszy
podmiot w całym kosmosie:
Człowiek bowiem cóż jest?…
…cóż jest człowiek?!
Człowiek jest to ktoś,
co sobie idzie
Gdzieś przez pole,
i ty widzisz jego,
Drogą jadąc.
– Parskają twe konie –
"Człek" uchyla czapki
i żegna się…
Lekkie chmury wyżej, niżej łany
Grzywami bujnych kłosów trzęsą –
Stoi z dala zamyślony bocian.
Był w Egipcie, wrócił od piramid;
Faraonów nędze znając, duma
O robaczku, o wężu…
i o człowieku!
(C.K. Norwid, A Dorio ad Phrygium)

Ma rację ten wieszcz narodowy, umieszczając człowieka w samym centrum kosmosu i
opisując tym samym obiektywną hierarchię ontyczną, co nie jest dla obecnej
dyskusji – i to nie tylko w ramach nauk przyrodniczych, lecz także
humanistycznych – czymś samo przez się oczywistym. Na przykład Herbert Marcuse,
który wywarł istotny wpływ na współczesny kształt namysłu
naukowo-kulturowo-politycznego nad człowiekiem i przyrodą, twierdzi, że chodzi
dzisiaj "ostatecznie o nową relację pomiędzy człowiekiem a przyrodą – jego
własną naturą i zewnętrzną przyrodą. To radykalne przekształcenie przyrody
stanie się istotną częścią bytową radykalnego przekształcenia społeczeństwa", co
w "politycznej praxis" oznacza według niego "zmianę świata", którą miałyby
dokonać w praktyce przede wszystkim ruchy zielonych, lewicy oraz wszelkie
związki feministyczno-homoseksualne.
Marcuse zauważył słusznie, że "kapitalizm" dokonuje mocą swojej
"instrumentalizującej racjonalności" "niszczącego nadużycia nauki i techniki w
służbie wyzysku" przyrody i człowieka, kolejności tej używam świadomie, by
wyartykułować porządek ontyczny w myśleniu neomarksistowskiej "Frankfurter
Schule". Tenże "duch kapitalizmu" "skomercjalizował, zabrudził i zmilitaryzował
przyrodę jako świat życia człowieka" zarówno w aspekcie "ekologicznym", jak też
i "bardzo egzystencjalnym", a tym samym "przeszkodził w erotycznym
zagospodarowaniu (i transformacji) jego środowiska". Przeciwko temu "pogwałceniu
przyrody", będącemu nie mniej złym aniżeli "zniewolenie lub uwięzienie" samego
człowieka, należy wypowiedzieć konkretną "walkę polityczną", ale walkę o
człowieka i o kosmos, a nigdy przeciwko człowiekowi i przeciwko porządkowi
wszechświata, co jest propozycją ze strony tego neomarksistowskiego
materializmu.
Celem tej omawianej ideologii jest według Marcusego "uwolnienie przyrody jako
środka do uwolnienia człowieka" włącznie. Z jednej strony Marcuse dąży do
"uwolnienia" "ludzkiej natury" poprzez "uwolnienie" "popędów fundamentalnych",
takich jak "agresywność" i "seksualność", oraz uwolnienie "zmysłów człowieka
jako bazy jego racjonalności i doświadczenia". Z drugiej strony chodzi mu o
"uwolnienie" "zewnętrznej przyrody" jako "egzystencjalnego środowiska
człowieka". Należy w obydwóch kwestiach według niego jednoznacznie podkreślić
ich "dziejowość", tzn. że sama materia w jej dziejowym rozwoju jest racją i
całej przyrody, i człowieka wraz z jego społecznościami. Stąd w tym kontekście
ideowym pojawia się ponowne pytanie o rozumienie człowieka i rozumienie przyrody
lub szerzej – całego kosmosu.
Marcuse stawia najpierw pytanie: "Czy przyroda jest tylko mocą produkcyjną – lub
istnieje także "dla niej samej", a – w tym sposobie egzystencji – dla
człowieka?". Chodzi o klasyczne pytanie: Czy człowiek jest dla przyrody i jako
taki istnieje tylko jako środek, czy też przyroda jest środkiem dla osoby
ludzkiej jako bytu, który jest jako jedyny w całym wszechświecie pojęty dla
niego samego? Dla tego nurtu myślowego "przyroda" posiada "wspólną z człowiekiem
substancję" i staje się pełnoprawnym oraz równorzędnym "podmiotem". Jeszcze
mocniej Marcuse podkreśla podmiotowość przyrody, gdy ubolewa, że ludzkość nie
traktuje jej jako bytu "dla niego samego", lecz z "przemocą, bestialstwem i
brutalnością" doprowadza do "codziennych ofiar życie zwierzęce dla fizycznej
reprodukcji rodzaju ludzkiego" i tak długo trzeba będzie uprawiać rewolucję, by
wreszcie "zwierzęta i rośliny" były traktowane jako bytowości "dla nich samych",
czyli jak osoby ludzkie, co z kolei oznacza degradację osoby ludzkiej do poziomu
bytowego zwierzęco-roślinnego, zagrażającego ostatecznie i fundamentalnie samemu
człowiekowi. W tym procesie negacji człowieka Robert Spaemann, jeden z
najwybitniejszym filozofów niemieckich naszych dni, upatruje problem numer jeden
w naszym dzisiaj Europy i całego globu. Według jego analizy filozoficznej,
"zaginięcie osoby", przed czym przestrzegał już Platon, że jeśli skupimy uwagę
ludzkiego ducha na płaszczyźnie doxa, tzn. jakiegoś tylko zewnętrznego jawienia
się rzeczywistości, a nie osiągniemy poznawczo istoty rzeczywistości w sensie
prawdziwościowego poznania episteme, to zagraża ludzkości "samozniszczenie",
ponieważ "abstrakcyjne podmioty, podmioty bez wymiaru czasowego, bez
biograficznej tożsamości" nie są zdolne do konstruktywnego budowania kultury.
Co uczynić, pyta Marcuse, by zmienić zwierzęcożerność i roślinożerczość oraz w
ogóle tego typu "racjonalność" człowieka podporządkowującą sobie istotowo świat
zwierząt i roślin jako służebny wobec osoby ludzkiej i jej społeczności? Należy
według neomarksizmu poprzez "sprzeciw i rebelię" ukształtować "kategorie" rozumu
w oparciu o "czynną, konstytutywną rolę zmysłów przy formowaniu kategorii" tej
władzy poznawczej, "za pomocą których" (kategorii) "świat zostanie
uporządkowany, doświadczony i zmieniony" – i to w sposób "radykalny", a nie
przypadłościowy. Ta radykalność neolewacka na płaszczyźnie teoriopoznawczej
zmierza do tego, by zmysły postawić nie tylko na jednym poziomie z intelektem,
lecz co więcej – dać im właśnie priorytet. Stąd ich teza brzmi: "Zmysły są nie
tylko bazą teoriopoznawczego konstytuowania rzeczywistości, lecz także jej
transformacji, jej przewalcowania w interesie wyzwolenia". To jest, według
niego, "radykalnie nowe określenie zmysłowości", ponieważ zmysły nie tylko
"spostrzegają" rzeczywistość i przekazują swój materiał do innej instancji, np.
"intelektu", lecz co więcej – zmysły mogą odkryć, urzeczywistniać i kierować
"możliwościami i władzami, formami i jakościami rzeczy", co klasycznie według
Arystotelesa czynił przecież tylko intelekt, a następnie myślenie
chrześcijańskie dodało do niego także wolną wolę jako władze transcendentne
wobec zmysłów. Co więcej, ten duch decyduje w klasycznej realistycznej teorii
poznania w ogóle o zmysłowych aktach spostrzegania, o czym był przekonany
jeszcze nawet Immanuel Kant, choć dualistycznie potraktował zmysłowość i
duchowość oraz zakwestionował ich jedność.
Sprawa "ludzkiej wolności" potraktowana jest podobnie jak rozum i rezultuje,
względnie "zakorzeniona" jest także "w ludzkiej zmysłowości" jako zasadniczej
racji wolności ludzkiej. "Wolność" ma się według Marcusego stać taką, którą
"jeszcze nie jest", a mianowicie "zmysłową potrzebą", której "celem" jest
indywidualne i dowolne oraz niczym nieograniczone zaspokojenie "popędów
życiowych", a szczególnie "Erosu". Zadaniem nowej "rewolucji" jest "wyzwolenie
(…) erotycznej energii przyrody", która była dotychczas "stłumioną
psychicznie" z uwagi na "zasadę męską" uciskającą przez wieki "kobiecą
społeczność", co twierdzili wcześniej także Karol Marks, Fryderyk Engels, Lenin,
Stalin i pozostali komuniści. Zresztą według Marcusego, sam "obraz kobiety jako
matki jest represyjny" i wymaga wyzwolenia kobiety spod tego "ucisku". Stąd
należy "zniewieścić to, co męskie", ale dodatkowymi "warunkami" tego procesu
wyzwolenia kobiety jest m.in. "równość szans, równa płaca i odpowiednie
uwolnienie" kobiety "od prac domowych i opieki nad dziećmi", także od "roli
żony" i "monogamicznej rodziny" z uwagi na wiele "niezaspokojonych energii
erotycznych w małżeństwie". Trzeba stworzyć nowy obraz kobiety jako "grabarki
społeczeństwa patriarchalnego", co symbolizuje obraz Delacroix z częściowo
odkrytą rewolucjonistką na barykadzie trzymającą w jednym ręku flagę rewolucji,
a w drugim ręku rewolwer jako symbol konieczności stosowania w niej przemocy
krwawej. Także skoncentrowanie się współczesnych ludzi na "przyjemności" lub
"żądzy" oznacza – według Spaemanna – akt niedocenienia rzeczywistości i nieraz
definitywnego zamknięcia się na nią, jak np. zamknięcia się matki lub dziecka na
męża i ojca, bo to jest istotą żądzy, że zamyka się na tę rzeczywistość, którą
konsumuje. Gabriel Marcel twierdzi konsekwentnie: "W tych warunkach u podstaw
owego kryzysu ojcostwa i autorytetu ojcowskiego, dostrzegalnego nawet dla
najbardziej powierzchownego obserwatora, stwierdzić trzeba będzie niewątpliwie
(…) zachwianie się porządku metafizycznego zerwanie tego, co nazwałem (…)
więzią małżeńską między człowiekiem a życiem". To "radość" życia jako jakość
osobowego ducha "otwiera na rzeczywistość", bowiem dotyczy jakiejś "treści",
która w wielkiej filozofii Europy oznaczała byt, jedność, prawdę, dobro, piękno,
odrębność. Ale dopiero "miłość" najskuteczniej i najdoskonalej otwiera
rzeczywistość jednego człowieka "na rzeczywistość drugiego", który jest tak samo
realnym jak ja, a w ten sposób uczymy się tworzyć prawdziwe i osobowe
"środowisko" jako bycie z innymi i pośród innych.
Skoro przyroda zostaje tutaj określona w relacji do człowieka jako równoprawny
podmiot, to warto zapytać o jej strukturę ontyczną w aspekcie przyczynowym.
Marcuse powołuje się przy tym na wywiad Jacques´a Monoda z "New York Timesa",
neodarwinisty i laureata Nagrody Nobla, który popełnił w 1984 roku samobójstwo.
Monod powiada w nim, że stawia "postulat obiektywności", względnie "postulat
fundamentalny", tzn. w przyrodzie i kosmosie "nie istnieje żaden plan" i "żaden
cel". Dlatego dla Marcusego "przyroda jako podmiot" jest podmiotem "bez
teleologii, bez "planu" i bez "celu"", a zadaniem samego człowieka jest, mówiąc
słowami Theodora Wiesengrund Adorna, dopomóc przyrodzie "otworzyć jej oczy" oraz
"dopomóc jej na tej biednej ziemi do tego, dokąd być może chciałaby" dążyć.
Według Spaemanna, "wyjaśnienie świata proweniencji ewolucjonistycznej jest
cyrkulatywne: tzn. zakłada to, co ma udowodnić". Przecież, pisze dalej, "mutacja
i selekcja są procesami przyczynowymi", stąd jak można wewnątrz teorii ewolucji
zakwestionować zasadę przyczynowości? Tak, można, gdy zastosuje się np.
monistyczny "redukcjonizm". A przecież człowiek jako istota rozumna ma
obiektywne, tzn. także całościowe poznanie rzeczywistości, i to jest czymś
specyficznym dla człowieka jako jedna "z najwyższych form duchowej aktywności",
czyli "samotranscendencji" oraz transcendencji całego kosmosu aż do zbliżenia
się do osobowego Absolutu. Do osiągnięcia takiego poziomu intelektualnego
potrzeba powrotu do finalnego charakteru bytu jako takiego, a to przynależy już
do klasycznego myślenia przyczynowego.
"Dialektyka" neomarksistowska ma nie tylko indywidualistyczny rys w odróżnieniu
od dialektyki histmatu czy diamatu, których błąd według Marcusego polegał na
uogólnieniu bytu, czyli w przypadku człowieka na ukształtowaniu go na "istotę"
li tylko "gatunkową", lecz neomaterializm nie rezygnuje przy tym z
uniwersalizacji myśli, czyli pojmuje siebie jako "dialektykę tego, co ogólne i
jednostkowe". I dlatego pyta, jak taka neomaterialistyczna "ludzka zmysłowość"
jako "principium individuationis" może "wytworzyć zasadę uniwersalizującą?". W
tym uwidacznia się globalistyczny charakter neomarksistowskiej "teorii
krytycznej" dążącej do totalnego zdominowania kultury ogólnoludzkiej.

2.Powrót do realistycznej, chrześcijańskiej koncepcji człowieka jako osoby i
wszechświata jako niezwykłego ładu ontycznego oraz do
metafizyczno-chrześcijańskiej etyki – antidotum na współczesny kryzys
ekologiczny
Ta powyższa i szkicowo zaprezentowana istota "teorii permanentnej rewolucji"
nowej lewicy, która stanie się możliwą ostatecznie poprzez "sekularyzację
religii" i "przemienienie etyki", obiecuje wprawdzie "wyzwolenie", ale de facto
uprawia zniewolenie człowieka całego na niespotykaną w dotychczasowych dziejach
świata skalę. Marguerite Peeters ma rację, gdy stwierdza, że "takie rzekome
"wyzwolenie" staje się "imperatywem" nowej etyki. Osiąga się je poprzez
destabilizację oraz dekonstrukcję (dwa kluczowe pojęcia postmodernizmu) jasnych
definicji, treści językowych, tradycji, bytu, instytucji, obiektywnej wiedzy,
rozumu, prawdy, prawomocnej hierarchii, autorytetu, natury, wzrostu, tożsamości
(osobistej, genetycznej, narodowej, kulturalnej, religijnej…), tego
wszystkiego, co w powszechnym mniemaniu ma charakter uniwersalny, czyli w
konsekwencji również wartości judeochrześcijańskich i treści pochodzących z
objawienia Bożego".
To jest powiązane z powyższą analizą gruntownej zmiany interpretacji
rzeczywistości i prawdy, co wymaga też korekty. Spaemann stwierdza, że wprawdzie
"prawda istnieje, ale nikt już jej nie zna". Subiektywizm zdominował współczesne
myślenie i istnieją już tylko "przedmioty" mające jedynie "byt subiektywny",
natomiast "rzeczywistość zniknęła". A przecież człowiek jest realną "osobą" wraz
ze swoją własną realną "biografią". Dlatego już Arystoteles mówi o człowieku
jako "żywej substancji", a nie o "stanie", co więcej, człowiek jako podmiot
substancjalny jest "nosicielem stanów", czyli ich ostateczną racją w sobie
samym. Spaemann sądzi konsekwentnie, że "nie można oddzielać ontologii od etyki,
tak jak miłości od sprawiedliwości", jeśli nie chcemy kontynuacji np. "wojny
płci". Pan prof. Jan Szyszko, nawiązując do wielkiej tradycji namysłu nad
podmiotowością osoby ludzkiej, apeluje o jej wzmocnienie w kontekście
problematyki zrównoważonego rozwoju: "Człowiek to podmiot zainteresowania
zrównoważonego rozwoju. Musi się on rozwijać i w związku z tym musi mieć dostęp
do zasobów przyrodniczych, które nie tylko ma prawo, ale i obowiązek użytkować.
Obowiązek użytkowania to równocześnie obowiązek zapewnienia trwałego dostępu do
tych zasobów przyszłym pokoleniom. Nie ma więc możliwości kreowania polityki
zrównoważonego rozwoju bez znajomości stanu i trendu przemian demograficznych w
najbliższych latach".
Zatroskanie o środowisko dzisiaj wpisuje się w tę szeroko naszkicowaną
problematykę antropologiczno-moralną, bez której ani nie można właściwie pojąć
rzeczywistości, ani jej odnieść względem siebie, co jest zadaniem człowieka,
tzn. adekwatnie ukształtować całość w harmonijne środowisko ludzi, zwierząt,
roślin oraz całego kosmosu, co przecież św. Franciszek traktował tak
antropomorficznie, bowiem wynika to z tego, jak pisze pan prof. Szyszko, że "był
jednak człowiek i była jego gospodarcza działalność, co musiało mieć wpływ na
wygląd i stan zasobów przyrodniczych", tzn. na środowisko. Te "substancjalne" i
"relacjonalne" odniesienia w środowisku kosmosu ukazują – według Spaemanna – nie
tylko rzeczywisty byt jako coś właściwie realnego, lecz co więcej, poprzez
uznanie realnej osoby ludzkiej dokonuje się uznanie czegoś, co nazywamy
środowiskiem dla człowieka jako istoty rozumnej i wolnej, której godna "kultura
życia" jest możliwa do osiągnięcia, ale tylko na "prawdziwie etycznym
fundamencie" ratującym ludzkość m.in. przed "załamaniem się systemów
ekologicznych" poprzez: "zanieczyszczenie powietrza", np. emisją CO2 do
atmosfery, które może tworzyć "epidemie grypy", co potwierdziło się w ostatnich
miesiącach choćby na Ukrainie. Unia Europejska popełnia w tej kwestii błąd
logiczny polegający na tym, że bierze się część za całość, nie chcąc uwzględnić
m.in. możliwości pochłaniania CO2 przez polskie lasy; "ocieplanie" lub
"oziębianie się klimatu", co może mieć daleko idące skutki np. w kwestii
produkcji środków żywnościowych i polityki. Przypominamy sobie rewolucję w
Afganistanie z 17 lipca 1973 roku, która wybuchła po trzyletniej suszy. "Nasza
cywilizacja" "rabuje" wprost "jeszcze istniejące bogactwa naturalne" i zachodzi
zasadne pytanie, "czy społeczeństwo światowe będzie mogło być także i w
przyszłości zabezpieczone?", w przeciwnym razie grożą ludzkości "trudne do
wyobrażenia konflikty". Wprawdzie człowiek nie ma istotnego wpływu na klimat czy
pogodę jako jeden z najważniejszych "faktorów fizykalnych naszego środowiska",
ale pomimo to jego myślenie i działalność mają znaczenie akcydentalne, co jest
też ważne i wymaga odpowiedniej "geopolityki", a najpierw geofilozofii w skali
lokalnej i globalnej, do której nawiązuje w naszym czasie pan prof. Szyszko:
"Szansą taką wydaje się być realizacja polityki ochrony środowiska zgodnie z
koncepcją ekorozwoju. Wymaga to wysoko kwalifikowanej kadry mogącej zajmować
odpowiednie stanowiska na różnych szczeblach administracji państwowej i
samorządowej. Kadry, która obok zrozumienia walorów lokalnego krajobrazu będzie
reprezentować głęboką wiedzę, zarówno przyrodniczą, ekonomiczną, jak i
projektową w zakresie kompensacji przyrodniczej. Kadry, która potrafi ocenić i
wycenić zasoby przyrodnicze, wykorzystać je do szybkiego rozwoju gospodarczego,
tak aby stymulując rozwój gospodarczy, ulegały one bądź to stałemu odnawianiu,
bądź też pomnażaniu".

Zamiast zakończenia
Dałby Bóg, by zmiany myślenia poszły w tym kierunku realnego i chrześcijańskiego
personalizmu, kulminującego w akceptacji transcendentnych Osób Boga Objawienia
chrześcijańskiego jako absolutnej Racji wszelkiego bytu i zarazem najwyższego
Celu, w którym wszelki byt skończony znajduje swoje ostateczne ontyczne, a w
przypadku człowieka także moralne spełnienie, ponieważ – według Wolfganga Lippa
– neomaterializm "Frankfurter Schule" obiecywał wprawdzie młodzieży lat 60. na
drodze "nowej zmysłowości" stanie się "nowym człowiekiem", ale bez odwołania się
do prawdziwego "życia wiecznego" okazało się to ewolucjonistyczną, względnie
neomarksistowską iluzją, a nawet kłamstwem prowadzącym do unicestwienia samego
człowieka, co nawet Czesław Miłosz jednoznacznie potępia w wierszu "Uczeni":
Piękno przyrody jest podejrzane.
No tak, przepych kwiatów.
Nauka dba o pozbawienie nas iluzji.
Nawet nie wiadomo,
czemu jej tak na tym zależy.
Walki genów, cechy zapewniające
sukces, zysk i strata.
Jakim językiem, na Boga,
przemawiają ci ludzie
W białych kitlach? Karol Darwin
Czuł przynajmniej wyrzuty sumienia,
Ogłaszając swoją teorię,
jak mówił, diabelską.
A oni co? Ich to przecie pomysł:
Posegregować szczury
w osobnych klatkach,
Posegregować ludzi,
niektóre ich gatunki
Odpisać na genetyczne straty
oraz wytruć.

Serdecznie dziękuję Państwu przede wszystkim za to, że kontynuujecie niezwykle
bogatą tradycję kultury Europy z człowiekiem jako jej centrum widzialnym, a
Trójosobowym Bogiem jako jej niewidzialnym, ale poznawalnym ludzkim rozumem,
centrum wiecznym, a tym samym myślicie inaczej aniżeli wspomniana i inne
ideologie jako systemy deformacji rozumu, kultury i kształtu świata. Proszę też
przyjąć moją wdzięczność ducha za poświęconą uwagę i życzenia błogosławionych
owoców tego bezcennego namysłu nad ocaleniem prawdy o człowieku, jego naturalnym
środowisku oraz wypracowania adekwatnej etyki uniwersalnej w użytkowaniu
środowiska i nieustannej wdzięczności serca wobec stwórczego Ducha Boga za ten
niezwykły kosmos. Życzę też wciąż świeżej fascynacji człowiekiem – tym cudownym
dziełem naszego Boskiego Kreatora!

 


Autor jest kierownikiem Katedry Filozofii Prawa na Katolickim
Uniwersytecie Lubelskim Jana Pawła II, dziekanem Zamiejscowego Wydziału Nauk
Prawnych i Ekonomicznych KUL w Tomaszowie Lubelskim.

drukuj