Żegnam Pana Brata
Chociaż – jak mawiał oberprokurator Najświętszego Synodu Konstanty
Pobiedonoscew – "wszyscy ludzie" i "cały kraj" żyje oczekiwaniem na beatyfikację
Jana Pawła II, dla mnie dzisiejszy dzień oznacza pożegnanie Stanisława Szczuki,
który przez wiele lat zaszczycał mnie swoją przyjaźnią. Pochodzący ze starej
szlacheckiej i zasłużonej dla Rzeczypospolitej rodziny Stanisław Szczuka był
adwokatem – ale nie zwyczajnym adwokatem, tylko adwokatem bardzo odważnym –
jednym z grona nielicznych odważnych adwokatów, do których m.in. należał również
Andrzej Grabiński, Jan Olszewski i Władysław Siła-Nowicki.
Za pierwszej komuny bez wahania stawali w obronie osób prześladowanych
politycznie, a niekiedy również sami ponosili konsekwencje swego zaangażowania.
To właśnie, w postaci zawieszenia w prawach wykonywania zawodu, przytrafiło się
Stanisławowi Szczuce, ponieważ ówczesne władze uznały, że broniąc Wojciecha
Ziembińskiego, nie zachował wobec nich oczekiwanego respektu. Dzisiaj, kiedy
rozmaici męczennicy ostatniej godziny natrętnie demonstrują chwalebne blizny,
warto wspomnieć choćby rok 1976, kiedy to Stanisław Szczuka wraz z Janem
Olszewskim, Wojciechem Ziembińskim i Antonim Pajdakiem wystosowali otwarty List
14, protestujący przeciwko umieszczeniu w konstytucji PRL zapisu o wiecznym
sojuszu ze Związkiem Socjalistycznych Republik Sowieckich. Zapis ten, jak
wiadomo, został tam umieszczony z inicjatywy Edwarda Gierka, którego mądrość
etapu całkiem niedawno wykreowała nie tylko na patriotę, ale nawet na patriotę
wybitnego. Kiedy w tym przede wszystkim kontekście wspominamy Stanisława Szczukę
i List 14, to między innymi dlatego, byśmy nie utracili poczucia miary co do
patriotyzmu, a zwłaszcza – patriotyzmu prawdziwego.
Stanisław Szczuka był człowiekiem niezwykle kulturalnym, uprzedzająco grzecznym,
ale zarazem niezwykle wyrazistym w poglądach i z tego powodu bywał rozmówcą
bardzo trudnym. Nie przypominam sobie, by kiedykolwiek skonfundowała go
sytuacja, gdy był sam przeciwko wszystkim – również z tego powodu, że uważał, iż
poglądy, które mogą być bez zastrzeżeń przyjmowane przez wszystkich, nie mają
wielkiej, a prawdę mówiąc, nie mają żadnej wartości. Nie znaczy to, że był
jakimś nieznoszącym sprzeciwu doktrynerem. Przeciwnie – rozmowa z nim była
zawsze bardzo interesująca i inspirująca, również z tego powodu, że był
nieprzebraną skarbnicą rozmaitych wiadomości, które – podobnie jak w dawnych
czasach – również dzisiaj można uzyskać tylko bezpośrednio. Nie tylko zresztą
wiadomości – także i opinii, które w środowisku czcicieli nieubłaganego postępu
budziłyby zgrozę. Bo Stanisław Szczuka był prawdziwym konserwatystą, takim
konserwatystą starej daty. Pewnie dlatego w jednym z wywiadów został odmalowany
w niezwykle ciemnych barwach przez hołdującą nieubłaganemu postępowi własną
córkę Kazimierę Szczukównę.
Nie wszystkie jego przewidywania okazały się trafne. Kiedyś na imieninach Adama
Michnika w dobrym chmielu wygłosił pod adresem solenizanta słynną przepowiednię:
"Jeszcze będzie w Polsce git; z polską szlachtą – polski Żyd". Ku zaskoczeniu
wielu słuchaczy, ponieważ nie wszyscy wiedzieli, że Stanisław Szczuka w wolnych
chwilach zajmował się również mową wiązaną. W tej dziedzinie za swego mistrza
uznawał Janusza Szpotańskiego, autora m.in. "Towarzysza Szmaciaka" oraz "Carycy
i zwierciadła", które w koszmarnych czasach pierwszej komuny dostarczyły ludziom
tyle radości. Niestety, "polski Żyd" wolał pójść w całkiem innym kierunku, w
kierunku instalowania w naszym nieszczęśliwym kraju szlachty jerozolimskiej.
Wiadomo już zatem, że nie tylko nie będzie "git", ale na domiar złego można
spodziewać się w Polsce rozmaitych paroksyzmów.
Jeśli chodzi o mnie, to Stanisław Szczuka absolutnie nie przyjmował do
wiadomości moich zapewnień, że jestem wnukiem chłopów – podobnie jak nie znosił
tytułowania go mecenasem. Kiedy ofuknięty za pierwszym razem zapytałem, w jaki
wobec tego sposób mam się do niego zwracać, odpowiedział, że tak, jak to jest
przyjęte w stanie szlacheckim: Panie Bracie! Więc odtąd tak właśnie się do niego
zwracałem, a i on moje zapewnienia o chłopskim pochodzeniu zbywał lekceważącym:
"A co tam Pan Brat wie!". Zmarł 21 kwietnia br. w wieku 83 lat. Pogrzeb
rozpoczęty Mszą św. w kościele pw. św. Karola Boromeusza o godzinie 12.00
odbędzie się właśnie dzisiaj. A Pan Brat już na pastwiskach niebieskich…
Stanisław Michalkiewicz
