Nota to za mało

Nota dyplomatyczna MSZ do strony rosyjskiej to odpowiedź polskiego rządu
na prośby prokuratora Andrzeja Seremeta o polityczne wsparcie działań
prokuratury, która nie może doczekać się na przesłanie z Federacji Rosyjskiej
wielu ważnych dokumentów dotyczących śledztwa smoleńskiego. Opozycja ocenia, że
tak rachityczne działania są przejawem "chaosu" ze strony rządu w kwestii
wyjaśniania przyczyn tragedii.

– W porozumieniu z panem prokuratorem dosłownie w tej chwili pisana jest nota,
która zinwentaryzuje te prośby, które były do strony rosyjskiej kierowane od
czasu wypadku i na których realizację jeszcze oczekujemy. Mamy nadzieję na
życzliwe i skuteczne ich wypełnienie – poinformował wczoraj minister spraw
zagranicznych Radosław Sikorski. Dodał, że polski rząd ma także uświadomić
stronie rosyjskiej wagę, jaką przywiązuje do wizyty Seremeta w Moskwie w połowie
maja.
– Oczekiwaliśmy harmonogramu działań. Ich ograniczenie do noty dyplomatycznej,
do przygotowania wizyty prokuratora generalnego, jest rozczarowaniem. Strona
polska powinna się dopominać realizacji zobowiązań, jakie zostały podjęte we
współpracy ze stroną rosyjską – podkreśla rzecznik klubu PiS Mariusz Błaszczak.
– Mamy do czynienia z błędem podstawowym – bo nie oparto tych działań na umowie
prawnej – dodał.
– Notę wysyła się generalnie w sprawach technicznych, tutaj powinny być cały
czas bezpośrednie działania, powinien być zaproszony do polskiego MSZ ambasador
rosyjski, jak nie raz w tygodniu, to może dwa razy w tygodniu, powinien polski
ambasador interweniować w rosyjskim MSZ, w rosyjskiej prokuraturze, żeby te
kwestie były rozpatrywane w sposób właściwy. Polska powinna już dawno wystąpić
do organizacji międzynarodowych, których jesteśmy członkami, w tej sprawie, a
tutaj raptem tylko nota – stwierdza poseł Karol Karski (PiS), wiceszef sejmowej
Komisji Spraw Zagranicznych. Dodaje, że ze spotkań urzędników państwa nic nie
wynika. – Jakby się premier Tusk spotkał z premierem Putinem w tej sprawie, albo
jakby prezydent Komorowski, będąc w Smoleńsku, powiedział prezydentowi
Miedwiediewowi o tych wszystkich problemach, to może byłaby to właściwa ścieżka
– sugeruje Karski.

Zwłoka lub brak odpowiedzi
– Sposób współpracy ze strony instytucji rosyjskich nie we wszystkich aspektach
jest satysfakcjonujący, jeśli chodzi o tempo i zakres współpracy – przyznał po
wczorajszym spotkaniu z Seremetem premier Donald Tusk.
– Kiedy dzisiaj podsumowywaliśmy ten czas współpracy – czasami trudnej – z
Rosjanami, zarówno prokuratury, jak i komisji rządowej, i innych instytucji
państwowych, to (…) te pierwsze tygodnie były wyraźnie najintensywniejsze –
powiedział premier. Ocenił, że "mniej więcej do czerwca współpraca
instytucjonalna dotycząca także dokumentacji była bez większych zastrzeżeń". – Z
upływem czasu odnotowujemy zwłokę czy brak precyzyjnych odpowiedzi, kiedy
będziemy mieli dostęp do materiałów – stwierdził. – Z całą pewnością byłoby
czasem szybciej i łatwiej dojść do prawdy, gdyby współpraca z naszym rosyjskim
partnerem była idealna – dodał Tusk.
Mimo tych stwierdzeń premier jednak uspokajał, stwierdzając, że są "momenty
lepsze i gorsze". Dodał, że jest przekonany, iż materiały zgromadzone dotąd
przez polską prokuraturę i komisję w sprawie katastrofy smoleńskiej pozwolą
dojść do prawdziwych jej przyczyn.
– Materiały, dokumentacja, jaką zgromadziliśmy w różny sposób w czasie tych
długich miesięcy po katastrofie smoleńskiej, pozwalają zarówno komisji [Jerzego
Millera – red.], jak i prokuraturze pracować – oświadczył premier. – Jestem
przekonany, że dojdziemy do wszystkich prawdziwych okoliczności i przyczyn
katastrofy – zaznaczył.
– Można odnieść wrażenie, że mamy do czynienia z chaosem, że znowu premier Tusk
powiada: "zaufajcie Rosjanom i czekajcie". Minął już ponad rok od katastrofy i
nie ma żadnego przełomu – komentuje te zapewnienia Błaszczak.
– Pozwolę sobie nie zgodzić się z premierem. Po raz kolejny uspokaja się nas, że
wszystko jest jak należy, a jak wiemy, nie wszystko jest w porządku, szczególnie
że od kilku tygodni mamy jasną sytuację, iż przynajmniej część dokumentów
przekazanych przez Rosjan może być nierzetelna – powiedział "Naszemu
Dziennikowi" mecenas Bartosz Kownacki reprezentujący w śledztwie kilka rodzin
ofiar katastrofy.
– Można powiedzieć, że śledztwo w sprawie katastrofy poprzez nieprzekazywanie
dokumentów przez stronę rosyjską ulega znacznemu spowolnieniu, mogłoby nabrać
dynamiki, gdyby te dokumenty były przekazywane. Już nie mówię o tak podstawowych
dowodach, jak czarne skrzynki i wrak. Przez rok tłumaczy się nam, żebyśmy byli
spokojni, żebyśmy wierzyli Rosjanom, że wszystko się dzieje tak, jak należy, a
wiemy, że nie otrzymaliśmy jeszcze dokumentacji, którą powinniśmy dostać w
przeciągu pierwszych 3-4 miesięcy po katastrofie – podkreśla adwokat.

Rosjanie zatrzymują dokumenty
– To nie jest tak, że to śledztwo może spokojnie się toczyć, dlatego że jest
szereg dokumentów, które do tej pory nie zostały przekazane, i to spowalnia
śledztwo. Już nie mówię o tych oczywistych dokumentach dotyczących spraw
medycznych, które są tak ważne dla rodzin, ale także dla wniosków o ekshumacje;
nieprzekazywanie tych dokumentów i nieprzeprowadzanie ekshumacji może
doprowadzić do nieodwracalnej utraty tych dowodów, co uniemożliwi zweryfikowanie
wiarygodności rosyjskich wersji – mówi adwokat. – Ale jest także wiele innych
dokumentów, które nie zostały przekazane Polsce, co uniemożliwia wykonywanie
dalszych czynności, bo dopiero ich analiza pozwala np. na podjęcie wniosków o
przesłuchanie kolejnych świadków – wskazuje.
Dopytywany przez dziennikarzy Tusk oświadczył, że nie dotarły do niego żadne
"dramatyczne apele" prokuratury w kwestii czarnych skrzynek. – Mamy pełny dostęp
do zawartości czarnej skrzynki, bo w obecności przedstawicieli państwa polskiego
kopiowaliśmy zapis czarnych skrzynek, a z tego, co wiem, nikt nie kwestionuje
wartości merytorycznej kopii – przekonywał Tusk. – Wszystko na to wskazuje, że
ten materiał jest absolutnie wystarczający, aby rozstrzygnąć w tych
najistotniejszych kwestiach, co jest nagrane na czarnych skrzynkach, a co nie –
dodał premier. – Chciałem tylko zwrócić uwagę, że śledztwo na pewno nabrałoby
odpowiedniej dynamiki, gdyby rzeczywiście te czynności, o których mówimy,
zostały spełnione – tłumaczył Seremet.
Tymczasem prokuratura wojskowa otrzymała już pierwszą partię tłumaczeń
dokumentów z 14 tomów akt, które dotarły dwa tygodnie temu z Rosji. – Myślę, że
niebawem będzie już całość tych tłumaczeń, spływają one systematycznie, całość
będzie być może w przyszłym tygodniu lub w kolejnym – poinformował rzecznik
prasowy NPW płk Zbigniew Rzepa. Przekładem dokumentacji na język polski zajmuje
się 12 tłumaczy przysięgłych. Rzepa powiedział, że trudno jeszcze mówić o
szczegółowej zawartości akt, ale ocenił, że "prawdopodobnie" nie spowodują one,
że dokumentacja dotycząca sekcji zwłok ofiar katastrofy będzie kompletna.

 

Zenon Baranowski

drukuj