Zamach na polskość
Nawet połowa polskich szkół na Litwie może zostać zlikwidowana, a w tych,
które przetrwają, językiem dominującym stanie się litewski. Takie mogą być
skutki podpisanej w środę przez prezydent Litwy Dalię Grybauskaite – wbrew
apelom polskiej społeczności – ustawy zmieniającej system oświaty tego kraju.
Przedstawiciele mniejszości polskiej mówią wprost, że zmiany te będą prowadziły
do asymilacji, prowadzonej z pogwałceniem dwustronnych porozumień i umów
międzynarodowych, oraz podważenia polskiego charakteru szkół, w których przez
tyle lat pielęgnowano z trudem rodzimy język i tradycję.
Polska szkoła średnia w Mejszagole im. ks. Józefa Obrębskiego, położona niecałe
30 km od Wilna, ma tradycje sięgające jeszcze 1773 roku. Pracujący w niej
nauczyciele i uczniowie jako paradoks traktują sytuację, że w XXI wieku, na
wolnej Litwie, może zostać legalnie zamknięta za to… że uczy po polsku polskie
dzieci.
Poprzeczka dla mniejszości coraz wyżej
Wesoły gwar uczniów na korytarzu szkoły zdaje się przeczyć, że placówka mogłaby
mieć trudności ze skompletowaniem odpowiedniej liczby uczniów w klasach. A
jednak to właśnie może być problem szkoły w miejscowości, w której Polacy
stanowią ok. 60-70 proc. mieszkańców.
Jednak nie demografia stała się największym problemem naszych rodaków na Litwie.
– W rzeczywistości próbuje się wykorzystać problemy m.in. demograficzne do celów
politycznych – zauważa Tadeusz Andrzejewski, publicysta i członek zarządu
Związku Polaków na Litwie. Największe zagrożenie dla polskich placówek
oświatowych na Litwie stanowią zmiany systemu oświaty wprowadzane przez władze
tego kraju, które postanowiły, że szkoły mniejszości narodowych, także polskiej,
muszą spełniać takie same wymogi dotyczące liczby uczniów, jak szkoły litewskie.
Zapisy zmienionej litewskiej ustawy o oświacie dopełnia uchwała rządowa, której
nie nadano jeszcze ostatecznego kształtu.
– Zgodnie z ostatnim projektem każda klasa w szkołach mniejszości ma mieć co
najmniej 10 uczniów, a w klasach profilowanych – jedenastej i dwunastej
[odpowiedniki naszych klas gimnazjalnych – red.] minimum 12, ale tylko w
miejscowościach, gdzie działają co najmniej dwie szkoły z różnymi językami
wykładowymi – tłumaczy rządowe założenia Alfreda Jankowska, dyrektor polskiej
szkoły średniej im. ks. Józefa Obrębskiego w Mejszagole. Jak wielu innych
dyrektorów zagrożonych likwidacją polskich placówek oświatowych pilnie śledzi
debatę polityczną w tej sprawie. Pani dyrektor zaznacza, że w jej szkole w
ostatnich latach do klas pierwszych przyjmowanych jest średnio 10-12 uczniów.
Szkoła ma szansę wypełnić wymogi stawiane przez władze, o ile oczywiście
minimalny limit uczniów w klasach nie zostanie podniesiony. Jeśli ich nie
wypełni, to zgodnie z zapisami powinna zostać zamknięta, a miejscowy samorząd
zobowiązany do utrzymania szkoły litewskiej, nawet jeśli również ona nie spełni
stawianych wymogów.
– To zapis ewidentnie polityczny – wskazuje Tadeusz Andrzejewski. – Wprowadza
też podział na lepszych i gorszych, wbrew zasadom demokratycznym – wtóruje mu
Józef Kwiatkowski, prezes Stowarzyszenia Nauczycieli Szkół Polskich na Litwie
Macierz Szkolna.
Jeśli władze nie obniżą limitu uczniów w klasach, może zostać zlikwidowana nawet
połowa ze 120 polskich placówek oświatowych na Litwie. – Mniejszość narodowa
siłą rzeczy będzie mogła kompletować mniejszą liczbę uczniów niż szkoły
litewskie, tym bardziej że obok działa inna szkoła – tłumaczy problem Tadeusz
Andrzejewski.
Cel – lituanizacja
Jednak władze litewskie nie przejmują się takimi głosami. Polskiej szkole w
Mejszagole grozi zamknięcie, a przetrwa tylko oddalona niecały kilometr od niej
litewska szkoła średnia. Jej budynek zwraca uwagę nową elewacją, choć – mimo
milionowych sum przeznaczonych na wyposażenie – szkoła wciąż nie ma sali
gimnastycznej. Dlatego uczniowie korzystają z sali w… polskiej szkole.
– Między nami nie ma konfliktu – mówi o relacjach z uczniami i nauczycielami
litewskiej szkoły dyrektorka polskiej placówki. By zobrazować sytuację, prowadzi
nas do czekającej od dawna na remont sali gimnastycznej. – Samorząd od lat nie
ma pieniędzy na remont – tłumaczy, opowiadając po drodze o aktualnych potrzebach
szkoły. Do pani Alfredy podchodzi uśmiechnięty nauczyciel wychowania fizycznego
Piatras Żygie, prowadzący zajęcia dla kilkunastu uczniów litewskiej placówki.
Pytany o opinię na temat zmian w systemie oświaty przyznaje, że nie dotkną one
szkół litewskich, w przeciwieństwie do polskich. – Skoro społeczność polska jest
niezadowolona ze zmian, to znaczy, że ustawa nie jest dobra, popełniono gdzieś
błąd – podkreśla.
Dyrektorka placówki wskazuje, że także inni okoliczni Litwini okazują Polakom
współczucie. – Nieporozumienia wywoływane są "na górze". Dlatego odbieramy te
zmiany jako dążenie do asymilacji, a nie integracji – zauważa pani Alfreda.
Także Lila Andruszkiewicz, kierownik wydziału oświaty samorządu rejonu
wileńskiego, uważa, że prawdziwą przyczyną zmian są względy polityczne, a nie
ekonomiczne, jak czasami się mówi. – Zwiększenie liczby godzin nauczania w
języku państwowym oraz większa liczba przedmiotów nauczana w tym języku zwiększy
koszty nauczania, bo trzeba będzie napisać nowe podręczniki i opracować nowe
programy nauczania – zwraca uwagę. Samorząd nie może jednak zakwestionować zmian
wprowadzanych centralnie.
Wbrew umowom międzynarodowym
Zmiany nie podobają się także uczniom, którzy uważają, iż są one niepotrzebne,
za to będą dodatkowym obciążeniem. – Dużo więcej czasu trzeba będzie poświęcać
na dodatkowe przygotowanie się na zajęcia w języku litewskim – mówi Paulus,
uczeń jednej ze starszych klas polskiej szkoły.
W ten sposób zwraca uwagę na to, o czym mówią także dorośli – zmiany doprowadzą
do tego, że dzieciom trudniej będzie się przygotowywać na zajęcia, a
jednocześnie będą miały ograniczone nauczanie w języku ojczystym. Tymczasem
władze Litwy w traktacie o "przyjaznych stosunkach i dobrosąsiedzkiej
współpracy" zawartym z Polską 17 lat temu zobowiązały się do zapewnienia
możliwości "nauczania języka mniejszości narodowej i pobierania nauki w tym
języku w przedszkolach, szkołach podstawowych i średnich" (art. 15 traktatu). Z
kolei art. 12 konwencji Rady Europy o ochronie mniejszości narodowych, którą
przyjęła Litwa, stanowi, że "strony zobowiązują się popierać równy dostęp osób
należących do mniejszości narodowych do oświaty na wszystkich poziomach".
Tymczasem zmiany w ustawie o oświacie wprowadzają też nauczanie takich
przedmiotów jak geografia, historia oraz wychowanie obywatelskie w języku
litewskim. Polskie dzieci będą miały też więcej zajęć z języka państwowego. –
Nie wyobrażam sobie, jak to będzie wyglądać. Ja, Polka, będę rozmawiała po
litewsku z polskimi dziećmi, w polskiej szkole, o polskiej historii. To
przypomina nam czasy sowieckie, gdy zajęcia musieliśmy prowadzić w języku
rosyjskim – mówi Waleria Adonaitis, nauczycielka historii w szkole w Mejszagole.
Co prawda zapisy mówią o tym, że w języku litewskim mają być omawiane tematy
dotyczące historii Litwy. Jednak w rzeczywistości stanowią one większość
programu, a historia Polski pojawia się tam właściwie jedynie w kontekście
relacji polsko-litewskich.
Dla kogo te zmiany?
Kolejną poważną zmianą dla polskich szkół jest ujednolicenie egzaminu
maturalnego z języka litewskiego. – Skutkiem ustawy będzie to, że polscy
uczniowie w jedenastej i dwunastej klasie będą musieli spełnić wymogi
ujednoliconego programu nauczania, mimo że w latach wcześniejszych mieli dużo
mniej zajęć z języka litewskiego – wskazuje Józef Kwiatkowski. I dodaje, że
wprowadzenie takich zmian w sposób nieprzygotowany wprowadzi zamieszanie i
niepotrzebny stres dla młodzieży.
– Gdyby władze litewskie kierowały się rzeczywiście dobrem uczniów, to trzeba
byłoby wprowadzić ujednolicony program już od czwartej klasy, by stopniowo
przygotowywać uczniów – wyjaśnia. Z kolei dyrektor szkoły w Mejszagole zwraca
uwagę, że mimo iż parlament litewski (Sejmas) zatwierdził te zmiany, władze nie
przygotowały ani programów, ani nowych podręczników do nauki ze zwiększoną
liczbą zajęć w języku państwowym.
Szef stowarzyszenia Macierz Szkolna zaznacza też, że skutkiem wprowadzanych
zmian będzie zmiana statusu polskich szkół. – Do tej pory mogły one nauczać
dzieci od pierwszej do dwunastej klasy w języku polskim (na życzenie rodziców
niektóre mogły być nauczane po litewsku) na poziomie szkoły średniej – wskazuje,
dodając, że teraz zostaną one przekształcone de facto w szkoły dwujęzyczne.
Jaka równowaga?
Polacy z Wileńszczyzny zaapelowali do prezydent Litwy o niepodpisywanie ustawy o
oświacie. Pod apelem w tej sprawie podpisało się 60 tys. osób. Jednak Dalia
Grybauskaite, choć wcześniej zapowiadała, że "podpisze tylko taką ustawę, która
będzie lustrzanym odbiciem tego, co mają Litwini w Polsce", podpisała
kontrowersyjną ustawę, twierdząc, że zmiany są dobre dla mniejszości, bo
poprawią "możliwość lepszego zgłębienia języka litewskiego".
Być może w ten sposób prezydent Litwy chce wybrnąć z sytuacji, gdy już się
zorientowała, że Litwini mają w Polsce większe prawa niż nasi rodacy w jej
kraju. W szkołach mniejszości narodowych w Polsce obowiązuje limit 7 uczniów
przy kompletowaniu klas. – Ale jeśli nawet nie uda się zebrać tylu uczniów,
można tworzyć grupy łączone, oddziały międzyklasowe lub międzyoddziałowe. Można
zorganizować też międzyszkolny zespół nauczania języka mniejszości, nawet dla 3
uczniów – wyjaśnia polskie regulacje Grażyna Płoszajska, zajmująca się
problematyką edukacji mniejszości narodowych w Ministerstwie Edukacji Narodowej.
Co prawda również u nas uczniowie szkół mniejszości mają ramowy plan nauczania
taki sam, jak szkoły polskie, rodzimego języka uczą się dodatkowo. W takich
szkołach nauka historii, geografii Polski oraz nauka o społeczeństwie muszą być
wykładane po polsku, a pozostałe przedmioty – w języku mniejszości. Jednak w
Polsce na maturze zdaje się obowiązkowo egzamin z języka mniejszości i jest on
wliczany do średniej. Ponadto uczniowie takich szkół w Polsce mogą zdawać na
maturze inne przedmioty w języku mniejszości, np. matematykę, jeśli zgłoszą to
pisemnie na początku roku szkolnego.
W dodatku szkoły mniejszości w Polsce otrzymują zwiększone środki finansowe.
Zdaniem Józefa Kwiatkowskiego, nakłady te co najmniej kilkakrotnie przekraczają
środki przeznaczane dla polskiej mniejszości przez władze litewskie. W przypadku
mniejszości litewskiej w ostatnich latach zlikwidowano zaledwie kilka szkół
filialnych, które miały np. tylko 3 klasy albo liczyły kilkunastu uczniów… –
Powstało jednak duże centrum edukacyjne w Sejnach, gdzie przeszło wielu uczniów
zlikwidowanych placówek – tłumaczy przedstawicielka MEN.
Jak długo Polacy na Litwie będą czekać na takie same prawa, jakie ma mniejszość
litewska w Polsce?
Mariusz Bober
