Pochopne wnioski „traseologów” MAK
Z prof. dr. hab. med. Karolem Śliwką, kierownikiem Zakładu Medycyny
Sądowej Katedry Medycyny Sądowej Collegium Medicum w Bydgoszczy Uniwersytetu
Mikołaja Kopernika w Toruniu, rozmawia Piotr Falkowski
Czym różni się medycyna sądowa od kryminalistyki?
– Medycyna sądowa od dawna zajmowała się prawie wszystkim, co obecnie stanowi
technikę śledczą, a później z niej kiełkowały różne dyscypliny. To w medycynie
sądowej robiło się zawsze badania dowodów rzeczowych, czyli plam krwawych, DNA
itd. Kryminalistyka klasyczna to było badanie broni, balistyka, daktyloskopia,
badania śladów po narzędziach mechanicznych. Tym zajmują się laboratoria
kryminalistyczne, a sprawy sądowo-lekarskie, jako zagadnienie medyczne, należą
do uczelni medycznych, przy których są odpowiednie katedry specjalistyczne. Jest
naturalne, że wszystkim, co dotyczy człowieka, ludzkiego ciała, zajmuje się
medycyna. Nasza specjalność jest bardzo interdyscyplinarna. Nie badamy tylko
zewnętrznych powierzchni ciała, a więc w grę wchodzą znajomość anatomii,
patomorfologii, patofizjologii, fizjologii i całego szeregu dziedzin medycyny,
których wyniki rzutują na badania sądowe. Medycynę sądową można postrzegać jako
naukę, która wykorzystuje metody diagnostyczne stosowane w całej medycynie, dla
potrzeb wymiaru sprawiedliwości.
Ale kiedy w Moskwie badano ciało generała Andrzeja Błasika w celu
udowodnienia, że znajdował się w kabinie pilotów podczas katastrofy smoleńskiej,
to przeprowadzoną ekspertyzę w Wojskowym Instytucie Medycznym określono jako
traseologiczną. Czym zajmuje się ta mało znana dyscyplina?
– Badaniem śladów, przede wszystkim butów, opon i innych śladów tego typu. W
Polsce tymi badaniami zajmuje się kryminalistyka. Tak to w Polsce się określa.
Nie wiem, jak jest w Rosji. Może tam znaleziono jakieś odkształcenia różnych
powierzchni czy inne odciski na tyle charakterystyczne, że mogły posłużyć do
wyciągnięcia stosownych wniosków.
Ależ nie. Z dokumentacji wynika, że przede wszystkim analizowano złamania
kości.
– Robi się takie badania w wypadkach komunikacyjnych. Ale trudno analizować
nietypowe mechanizmy złamania kości, bo nie ma z czym ich porównać. W przypadku
potrącenia pieszego przez samochód bada się w zasadzie złamania kończyn dolnych
i zmiany pourazowe stawów i tkanek miękkich, głównie kończyn dolnych i tułowia.
Może Rosjanie mają jakiś warsztat eksperymentalny w tym zakresie, opracowany w
innej niż medycyna sądowa instytucji. Kiedyś robiono próbne wypadki samochodowe
albo postrzały na zwłokach ludzkich, żeby przeanalizować ich skutki. Ale
zaniechano tego typu eksperymentów w związku z rozwojem spojrzenia bioetycznego
na te zagadnienia.
A jak należałoby się zabrać do takiej ekspertyzy? Określenia, czy pasażer,
który zginął, siedział czy stał i gdzie.
– Całe szczęście, że w praktyce najczęściej ograniczamy się do odpowiedzi na
pytanie, czy denat siedział w samochodzie po lewej czy prawej stronie. To
znaczy, czy kierował, czy nie kierował, ponieważ tylko wyjątkowo można udzielić
odpowiedzi bardziej szczegółowych.
Tu sytuacja jest bardziej złożona…
– W wypadku tak masowym nie przywiązywałbym wagi do złamań kości. To jest
kolosalny uraz, w którym dochodzi do bardzo dużej ilości uszkodzeń
poszczególnych fragmentów ciała, nie tylko kości. Z tego nie wyciągałbym
wniosków co do posadowienia danej osoby w określonym miejscu. Gdyby mi
postawiono zadanie rozmieszczenia kogoś we wraku pojazdu mechanicznego, to
przywiązywałbym większą wagę do śladów biologicznych. W tym wypadku głównie
krwi, ale też włosów zaklinowanych gdzieś, cząstek materiałów odzieży, w którą
był odziany, żeby to w jakiś sposób powiązać. Natomiast uważam, że w wypadku
komunikacyjnym typu lotniczego, z uwagi na tak rozległe uszkodzenia, które muszą
występować u ofiar, nie ma możliwości, żeby znaleźć jakieś charakterystyczne
cechy, które by świadczyły o tym, że ten siedział tu, ten tam, a inny stał.
A Rosjanie napisali, że generał stał i jeszcze miał podniesioną rękę, którą
się czegoś trzymał; wszystko na podstawie tych obrażeń. Jaka jest wiarygodność
takiej ekspertyzy?
– Uważam, że wyciągnięte zostały zbyt daleko idące wnioski. Nie znam tego
przypadku. Nie znam też ich warsztatu badawczego. Jeżeli tam wykonywano cały
szereg badań na zwłokach lub manekinach, z niszczeniem kabin, niszczeniem
samolotów, pod działaniem bardzo dużych sił albo robiąc symulacje komputerowe
takich wypadków, to może Rosjanie wyciągnęli jakieś wnioski, które im mogą
posłużyć do wydawania takich opinii. Ale ja o takich badaniach nigdy nie
słyszałem. Jeśli chodzi o wypadki w komunikacji naziemnej, to tak. Bada się nie
tylko kości, ale i wiązadła, i torebki stawowe. I bardzo często te uszkodzenia
stawów są bardzo odległe od miejsca pierwotnego urazu. Ale w odniesieniu do
wypadków lotniczych jest inaczej. Najczęściej są one połączone z kolosalnym
rozfragmentowaniem ciała i powstaniem wtórnych uszkodzeń. Jedyne, co ma sens być
wtedy badane, to czy urazy wykazują tak zwane cechy przyżyciowości.
Może Pan to wytłumaczyć?
– Cechy przyżyciowości świadczą o powstaniu urazu za życia badanego. Uszkodzenie
ma cechy przyżyciowości, jeśli nastąpiło przed urazem, który doprowadził do
zgonu. Zetknięcie samolotu z ziemią jest najczęściej równoważne ze zgonem, bo
wtedy działają największe siły. Ale jeśli doszło na przykład do zestrzelenia lub
wybuchu bomby, będziemy mieli do czynienia z drugim rodzajem uszkodzeń ciała.
Będą nieliczne przyżyciowe, które można powiązać na przykład z penetracją
odłamka, oraz rozległe uszkodzenia całego ciała nieposiadające cech
przyżyciowych, powstałe na skutek rozbicia się samolotu. Z tym że trzeba tu być
ostrożnym we wnioskowaniu. Bo przyżyciowość określamy wtedy, gdy w czasie urazu
pierwotnego serce pracuje i przerwane drobne naczynia krwawią do tkanek
miękkich. A w przypadku nagłego rozerwania układu krążenia dochodzi do bardzo
szybkiego spadku ciśnienia tętniczego krwi. Serce nie tłoczy krwi do naczyń,
więc jak je rozerwiemy, to nie ma podbiegnięć krwawych. Tak się dzieje w
wypadkach kolejowych i właśnie lotniczych.
Czy zatem sekcja zwłok prezydenta Lecha Kaczyńskiego opisana jednym zdaniem,
że "śmierć nastąpiła w wyniku rozległych wielonarządowych obrażeń", w której nie
określono czasu zgonu, jest kompletna?
– Nie znam wyników badań pośmiertnych przeprowadzonych u pana prezydenta, a więc
nie mogę wyciągać wniosków co do ich kompletności.
A co można sądzić o opublikowaniu przez MAK całej tej ekspertyzy ciała gen.
Błasika, łącznie z wynikami badań krwi, moczu, zawartości jelita grubego itd.?
– Lekarz sądowy jest związany tajemnicą lekarską i tajemnicą służbową. Ta
ostatnia zakazuje ujawniania informacji o badaniach komukolwiek poza instytucją
zamawiającą, w naszym przypadku jest to najczęściej prokuratura. Zachowanie
tajemnicy śledztwa jest obwarowane sankcjami karnymi. To, co zrobi z
otrzymywanymi wynikami badań instytucja zamawiająca, to już jej sprawa. Ale
jeżeli coś nie ma związku z tym, co się wyjaśnia, to nie powinno się tego
ujawniać. Bo tu zaczynamy już łamać tajemnicę lekarską, która obowiązuje również
po śmierci osoby badanej i również podlega ochronie prawnej. Bardzo dziwiłbym
się prokuratorowi, który wyciągnąłby gołe fakty, bez ich interpretacji,
nieprowadzące do żadnych wniosków.
A wszystko to trzeba było badać?
– Medycy sądowi nie ograniczają się podczas sekcji zwłok do poszukiwania tylko
tego, co ma potwierdzić określoną tezę. Wszystko, co się uda znaleźć,
rejestrujemy i przekazujemy instytucji zamawiającej. To naturalne, że pobiera
się tkanki i narządy do celów badań toksykologicznych i innych. Gdyby na
pokładzie doszło do wybuchu czy pożaru, w organizmie byłyby ślady substancji,
która się paliła. Tak więc bada się i wykrywa wszystko, co się da.
Ale MAK nie chodziło na pewno o wybuch. Natomiast interesował go bardzo
alkohol…
– Alkohol określamy we krwi. Ale żeby się dowiedzieć, w jakiej fazie ktoś się
znajduje, to znaczy dopiero wchłaniania czy już wydalania alkoholu, bada się
jego zawartość w moczu. A jeśli nie ma moczu (po takim wypadku może go nie być),
to drugim dobrym źródłem informacji jest płyn z gałki ocznej. Należało też
porównać to badanie z wynikami sekcji.
A po jakim czasie od śmierci można jeszcze wiarygodnie określić poziom
alkoholu i coś powiedzieć o stanie upojenia zmarłego przed śmiercią?
– Badanie stężenia alkoholu w materiale zarezerwowanym w czasie sekcji, a raczej
w czasie, jaki upłynął od zgonu do chwili pobrania tego materiału, może być
przeprowadzone w bardzo długim okresie, sięgającym tak długo, jak udaje się
uzyskać materiał do badań. Całkiem inną rzeczą jest interpretacja uzyskanych
wyników. W miarę postępu zmian pośmiertnych w organizmie dochodzi do powstawania
alkoholu endogennego, czyli niespożytego za życia. Dlatego też ważny jest czas
od zgonu do pobrania i badań. Kilkudniowy okres na ogół nie ma większego wpływu
na powstawanie alkoholu endogennego, o ile nie ujawniły się procesy pośmiertne.
Dziękuję za rozmowę.
