Era „globalnych nastolatków”
Z dr Ewą Smołką z Katedry Filozofii Wychowania KUL rozmawia Adam Kruczek
Komputery, internet, multimedia tak bardzo odmieniły korzystających z nich
zwłaszcza młodych ludzi, że na ich określenie powstał nowy termin – e-pokolenie.
W najbliższą sobotę pod patronatem "Naszego Dziennika" odbędzie się na KUL
konferencja naukowa dla nauczycieli zatytułowana "Nauczyciel wobec problemów
'globalnego nastolatka’". Czym to nowe e-pokolenie różni się od poprzedniego?
– Określenie e-pokolenie bywa czasami stosowane zamiennie z pojęciem "globalnego
nastolatka", choć nie ogranicza się wyłącznie do nastolatków. Socjolodzy i
pedagodzy wskazują, że tożsamości "globalnego nastolatka" nie kształtują
czynniki, które dotychczas były za to odpowiedzialne. Człowiek, wzrastając,
przyswajał sobie pewne wzorce obecne w środowisku rodzinnym, szkolnym,
kulturowym. Źródłami tych wzorców była tradycja, religia, historia. Tymczasem
tożsamość "globalnego nastolatka" kształtowana jest przez kulturę masową i jej
specyficzne cechy, takie jak dążenie do niczym nieskrępowanej wolności
konsumpcji, wygody, natychmiastowej gratyfikacji. Można powiedzieć, że "globalny
nastolatek" jest produktem tej kultury.
W jaki sposób kształtuje się tożsamość "globalnego nastolatka"?
– "Globalny nastolatek" wzrasta w środowisku medialnym. Źródłem jego wiedzy o
świecie i sobie samym nie jest bezpośrednie doświadczenie i własny wysiłek
poznawczy, ale ekran komputera czy telewizora, który w ciągu zaledwie kilku
sekund podsyła miliony megabajtów informacji. Można znaleźć tam mnóstwo, często
odmiennych stanowisk, dotyczących życia i jego sensu. Żadne z tych stanowisk nie
ma charakteru obligującego, ostatecznego. Globalność tego zjawiska polega na
tym, że nastolatek z Afryki czy Ameryki jest pod wpływem tych samych idei, co
jego rówieśnik w Europie, np. w Polsce, o ile ma dostęp do mediów – ogląda MTV,
za pomocą odtwarzacza mp3 słucha muzyki z internetu, chętnie chodzi do McDonalda,
pije coca-colę. Kultura globalna ma charakter uniwersalnej "papki", jest
wyzwolona z narodowych tożsamości. To swoisty koktajl wartości, pseudowartości i
antywartości bez jakiejkolwiek hierarchii. Jej produktem jest pokolenie ludzi
bez właściwości.
Ale w zasadzie dlaczego tak się dzieje?
– Należy to łączyć z charakterystycznym dla współczesnej kultury zalewem
informacyjnym, mówi się wręcz o stresie czy szoku informacyjnym. Jeszcze do
niedawna, idąc ulicą, mogliśmy być sam na sam z własnymi myślami i refleksjami.
Teraz jest to niemożliwe, gdyż jesteśmy atakowani przez tak wiele informacji, że
chcąc nie chcąc, nawet gdy staramy się je ignorować, to i tak rejestrują się w
naszej świadomości. Za pośrednictwem telewizji, radia, internetu w ciągu
miesiąca dociera do człowieka tyle informacji, ile do naszych dziadków w ciągu
całego życia. Ile samoświadomości i wysiłku poznawczego należy włożyć, by je
uporządkować, uhierarchizować i zweryfikować ich prawdziwość i czy jest to w
ogóle możliwe? Młodzi ludzie z racji braku doświadczenia, owego bezkrytycznego
"zanurzenia" w mediach są bardziej bezbronni niż osoby dorosłe. Dzisiaj młodemu
człowiekowi znacznie trudniej niż w przeszłości zbudować własne zdanie,
skonstruować i uzasadnić własną interpretację problemu, bo bez trudu może w
wyszukiwarce uzyskać tysiące odpowiedzi. Korzystanie z kopiuj/wklej zwalnia z
wysiłku, ale nie rozwija ani nie satysfakcjonuje.
Wyłania się z tego opisu obraz człowieka zagubionego, wręcz
ubezwłasnowolnionego. Jak można mu pomóc?
– Zasadniczo komputery i internet są cennym wynalazkiem, pomagają nam w
gromadzeniu i porządkowaniu wiedzy. To, co trzeba ukształtować, to umiejętność
korzystania z nich, a więc aktywnego i celowego poszukiwania informacji (zawiera
się w tym umiejętność kontrolowania czasu w sieci), ich selekcji, sprawdzania
wiarygodności źródeł, poprawności argumentacji i ocen. Dom i szkoła –
dotychczasowe środowiska intencjonalnego wychowania – chroniły młodych ludzi
przed szkodliwymi dla ich rozwoju informacjami, teraz wszystkie "puszki Pandory"
zostały otwarte. Nastolatek znajduje w sieci dobro, ale również zło, na
niespotykaną dotychczas skalę; informacje prawdziwe, ale także niesprawdzone,
powierzchowne bądź świadomie przekłamane. Postulaty budzenia samoświadomości
młodych ludzi dotyczącej celu ludzkiego życia (przecież nie jest ono grą, zabawą
i nie tylko przyjemność czy zysk wyznacza jego wartość), kształtowania
umiejętności trafnego wartościowania i realizacji dobra są niezwykle aktualne.
Wydaje się, że w wychowaniu podobnie jak w medycynie ważne jest wzmacnianie
układu immunologicznego człowieka, by mógł sam się obronić.
Słysząc nastolatków rozmawiających o komputerze, internecie czy sieci, można
odnieść wrażenie, że żyją w zupełnie innym świecie niż dorośli.
– Charakterystyczne dla "globalnego nastolatka" jest to, że jego myślenie jest
bardziej obrazowe niż analityczne. Jest przyzwyczajony do szybkich obrazowych
komunikatów, a nie do długich analitycznych wywodów. Ma inną strukturę percepcji
i skrócony czas skupienia uwagi. Mniej skłonny jest do refleksji, szybki
natomiast w przetwarzaniu elektronicznych danych. Świętej pamięci profesor
Wojciech Chudy, założyciel Katedry Filozofii Wychowania, mówił w tym kontekście
o "krótkim myśleniu", które poprzestaje na haśle, efektownym sloganie, natomiast
nie szuka argumentów i uzasadnień. Wydaje mi się, że w kulturze "globalnego
nastolatka" mamy z czymś takim do czynienia. Rzuca się hasło i jego falsyfikacja
odbywa się na zasadzie wartościujących, stygmatyzujących ocen – "obciach" czy "cool"
bez dociekania, czy idzie za tym racjonalna argumentacja, czy jest to
uzasadnione, czy wyrwane z kontekstu.
Czy w obliczu takiej kultury myślenia nauczyciel nie pozostaje bezradny?
– Nie, ale niewątpliwie nauczyciel ma dziś trudną sytuację, ucząc "globalnego
nastolatka". Sam zazwyczaj należy do znacznie starszego pokolenia, które
dorastało, a nawet uczyło się zawodu w zupełnie innych warunkach. Często operuje
innym językiem niż uczniowie, którzy chętnie posługują się skrótem myślowym,
unikają długich wypowiedzi, chętnie stosując lakoniczne sądy. Warto, aby
nauczyciele, ale też rodzice, zachęcali młodych ludzi do uzasadniania swoich
sądów. Szkoda, że ta tradycyjna sokratejska metoda "prostowania myślenia"
nieczęsto jest dziś stosowana. Zamiast moralizowania, trzeba stwarzać sytuacje,
w których nastolatek umiejętnie pokierowany sam dochodzi do poprawnej konkluzji.
Samodzielnie i poprawnie uzasadniona teza daje zdecydowanie większą satysfakcję
poznawczą niż prawda uzyskana z drugiej ręki. W pracy z młodymi warto odwoływać
się – co podkreśla pedagogika personalistyczna – do osobowej godności. Mówiąc
obrazowo – człowiek jest człowiekiem, a nie klawiszem fortepianu, a to
zobowiązuje. Trzeba zachęcać, aby miał odwagę samodzielnego myślenia, stawiania
własnych hipotez i sądów. Jest w tym duże zadanie dla szkoły, żeby nie skracała
myślenia na rzecz encyklopedycznej efektywności.
Na Zachodzie, gdzie komputery i globalizacja pojawiły się wcześniej niż u
nas, zastanawiano się nad jakimś antidotum na syndrom "globalnego nastolatka"?
– Jeden ze współczesnych pedagogów niemieckich Wolfgang Brezinka wskazuje na
potrzebę tworzenia tzw. aksjologicznych punktów orientacyjnych przez tworzenie
wspólnot, środowisk, w których wartości religijne, patriotyczne, ważne dla danej
społeczności będą realizowane. Dzięki przynależności do takich grup młody
człowiek ma poczucie wspólnoty, zakorzenienia w określonym systemie wartości. Ma
to duże znaczenie w coraz bardziej zatomizowanym i anonimowym społeczeństwie. To
może przeciwdziałać tak częstemu w "globalnej wiosce" zamknięciu się przed
ekranem zastępującym cały świat. Paradoksalnie czasami wiemy, co się dzieje w
Papui-Nowej Gwinei, a nie mamy pojęcia o dramacie rozgrywającym się w drugim
pokoju.
Na ile nauczyciele są przygotowani do pracy z "globalnym nastolatkiem"?
– Różnie z tym bywa. Często w szkole nauczyciele skoncentrowani są głównie na
formalnych wymogach związanych np. z testami gimnazjalnymi czy maturalnymi, bo
za to są oceniani. Na wymagającą czasu i zaangażowania naukę myślenia i
wartościowania często brakuje czasu, ale nie należy tu generalizować.
W obliczu tych wyzwań nauczyciele powinni w swojej pracy stosować
niekonwencjonalne metody pedagogiczne czy raczej opierać się na tradycyjnym
systemie pedagogicznym?
– Warto przywołać tu fenomen Jana Pawła II, który potrafił docierać do młodych
ludzi, również do tych, którzy określani są jako e-pokolenie. Najważniejsza jest
więź i bezpośrednia komunikacja. Sądzę, że gdy młodzi ludzie czują, że ktoś jest
autentycznie zainteresowany ich problemami, tym, co myślą i jak wartościują,
wtedy pojawia się szansa dotarcia do nich. Pedagogika personalistyczna stale się
do tego odwołuje, wskazując, że najważniejsza w procesie wychowawczym nie jest
jakaś szczególnie wyrafinowana metodyka, ale osobowa więź i relacja między
nauczycielem a uczniem, wspólne obdarowywanie się człowieczeństwem. Tradycyjne
zasady dydaktyczne w swej istotnej treści pozostają aktualne, ale może
należałoby je w atrakcyjniejszy i bardziej konsekwentny sposób stosować. Zasady
poglądowości, systemowości, stopniowania trudności, samodzielności z pewnością
się nie zdezaktualizowały, zwłaszcza w tym nieuporządkowanym, powierzchownym,
mozaikowym świecie współczesnej młodzieży. Dla nauczyciela powinno być ważne,
aby postawić sobie za cel przekazywanie prawdy i uczenie dochodzenia do prawdy,
co jest niewątpliwie procesem skomplikowanym i trudnym, wymagającym
zrealizowania pewnych warunków, takich jak m.in. obiektywności, rzetelności,
metodologicznej poprawności i precyzji w definiowaniu terminów. Taki nauczyciel
poradzi sobie z nauką także w środowisku nastolatków określanych jako
e-pokolenie.
Dziękuję za rozmowę.
