Było zapotrzebowanie, powstał scenariusz
Trudno nie odnieść wrażenia, że historia ułaskawienia Adama S. przez Lecha
Kaczyńskiego roztrząsana jest przed pierwszą rocznicą katastrofy smoleńskiej
nieprzypadkowo. Adwokat Marcin Dubieniecki, prywatnie mąż Marty Kaczyńskiej i
zięć nieżyjącego prezydenta, stał się celem ataków politycznych i medialnych,
które tak naprawdę wymierzone są w prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego. Nie ma
jednak wątpliwości, że lepiej by było, gdyby jako adwokat Dubieniecki bardziej
dystansował się od bezpośrednich deklaracji politycznych.
Zbliża się pierwsza rocznica katastrofy smoleńskiej. W związku z tym opinia
publiczna bombardowana jest codziennie informacjami mającymi zohydzić sylwetkę
Lecha Kaczyńskiego i jego współpracowników. Paradoksalnie zaczynają one również
obciążać hipotekę PiS i jego prezesa Jarosława Kaczyńskiego. Od pewnego czasu
media zwracają uwagę opinii publicznej na osobę męża Marty Kaczyńskiej –
adwokata Marcina Dubienieckiego. Trudno nie odnieść wrażenia, że jego publiczne
występy są fatalne i jeśli komuś zależy na szarganiu opinii śp. prezydenta, to
swoim zachowaniem i wypowiedziami Dubieniecki daje do tego asumpt. Tym bardziej
że od wielu miesięcy kreowany był na łącznika między PiS a SLD i osobę
nieukrywającą ambicji politycznych. Choć wielokrotnie odcinano się od wypowiedzi
Dubienieckiego, sugerujących jego możliwości i kontakty polityczne, jakie ma na
prawicy, dziś przez część opinii publicznej i mediów jest kojarzony z prezesem
PiS. Być może zabrakło równie stanowczego odcięcia się Jarosława Kaczyńskiego od
jego osoby, co chętnie wykorzystują jego przeciwnicy polityczni. Tym bardziej że
współpracownicy Bronisława Komorowskiego po przejęciu Kancelarii Prezydenta z
pewnością nie próżnują, szukając haków na nieżyjącego prezydenta i jego
otoczenie. Już teraz zarządzono audyt w sprawie ułaskawienia Adama S. przez śp.
Lecha Kaczyńskiego. W każdym razie na pewno takim hakiem jest historia jego
ułaskawienia jako wspólnika Marcina Dubienieckiego.
Wyrok był w zawieszeniu
Sprawa niewątpliwie jest sztucznie podbijana. Adam S. nie był nigdy wcześniej
karany, cieszył się dobrą opinią, prowadził działalność charytatywną, zatrudniał
niepełnosprawnych. To wszystko powodowało, że miał prawo oczekiwać takiej, a nie
innej decyzji prezydenta. Zdaniem byłego zastępcy szefa Kancelarii Prezydenta
Lecha Kaczyńskiego Jacka Sasina, ułaskawienie Adama S. przez prezydenta jest
sprawą niskiej rangi, bo dotyczy człowieka, który został skazany za przestępstwo
natury finansowej – wyłudzenie pieniędzy z Państwowego Funduszu Rehabilitacji
Osób Niepełnosprawnych, a wyrok, na jaki został skazany, to kara więzienia w
zawieszeniu.
– Nie chodziło o duże przestępstwo. Dodatkowo to ułaskawienie dotyczyło tylko i
wyłącznie okresu zawieszenia, nie wiązało się z wyjściem przestępcy z więzienia.
Należy również pamiętać, że szkody finansowe, które były wynikiem przestępstwa,
zostały naprawione. Adam S. nie tylko zwrócił pieniądze do PFRON, ale również
zapłacił grzywnę. Sprawa nie dotyczy spektakularnego przestępstwa. Dlatego
uważam, że jest ona niskiej rangi – tłumaczy Sasin w rozmowie z portalem
Fronda.pl.
Nie jest to niestety pierwsza informacja, która stawia w niekorzystnym świetle
adwokata, co należy jeszcze raz podkreślić, prywatnie człowieka, który był
zięciem tragicznie zmarłego prezydenta RP. I która może wprawić w zakłopotanie
niejednego zwolennika lub potencjalnego wyborcę PiS. Rok po wygranych przez
Lecha Kaczyńskiego wyborach prezydenckich wyszło na jaw, że drugi mąż Marty
Kaczyńskiej wywodzi się z rodziny postkomunistycznej – jego ojciec jest
wpływowym działaczem SLD. Rozpowszechniano w związku z tym informacje o tym,
jakoby nowy towarzysz życia córki prezydenta nie spodobał się stryjowi –
prezesowi PiS, co wywołało rodzinny konflikt. Jak się okazało, tej narracji
opinia publiczna nie kupiła, przyszedł więc czas na nowe informacje. Już w
ubiegłym roku, dwa miesiące po katastrofie smoleńskiej media wytykały
Dubienieckiemu, że podjął się napisania wniosku w sprawie ułaskawienia, za co
zainkasował prawie 25 tys. złotych. Oczywiście formalnie miał ku temu prawo, ale
pewnie lepiej by było, gdyby z niego nie skorzystał. W ostatnich tygodniach
światło dzienne ujrzała też sprawa zarejestrowania na siebie spółki, której
dyrektorem jest znany policji gangster Tomasz M. "Matuch". "Super Express"
opublikował zdjęcia, na których Dubieniecki jest fotografowany na gdyńskim molo
z innym przestępcą, według dziennika skazanym już m.in. za gwałt. Marcin
Dubieniecki jest oczywiście adwokatem i prawdopodobnie większość jego kontaktów
przedstawianych w tonie sensacji wiąże się z wykonywanym zawodem.
Co mają w zanadrzu redakcje?
Warto poświęcić nieco uwagi rozpisującym się o tych sprawach mediom. Więcej
światła na to, jak sprawa ułaskawienia Adama S. jest obecnie prezentowana, może
rzucić przypomnienie historii, w jaki sposób dziennikarze traktowali
ułaskawienie przez Aleksandra Kwaśniewskiego zabójcy, późniejszego "kasjera
lewicy" Petera Fogla oraz fakt ułaskawienia jednego z najniebezpieczniejszych
gangsterów działających w latach 90. w Polsce Andrzeja Z. "Słowika" przez Lecha
Wałęsę. Warto również przypomnieć historię przyjaciela i sąsiada prezydenta
Aleksandra Kwaśniewskiego, byłego szefa MSWiA Zbigniewa Sobotki, wobec którego w
ostatnich dniach urzędowania w 2005 roku zastosował prawo łaski, łagodząc tym
samym orzeczoną mu karę pozbawienia wolności do roku, z jednoczesnym warunkowym
zawieszeniem jej wykonywania na okres 2 lat. Wszystkie trzy przypadki na tle
historii z ułaskawieniem Adama S. to przykład patologii. Co ciekawe, te same
gazety i stacje telewizyjne, które dziś rozpisują się o kontaktach
Dubienieckiego, przedstawiają nazwisko Aleksandra Kwaśniewskiego jako kandydata
na potencjalnego premiera, a Lecha Wałęsę jako autorytet polityczny i ikonę
historii.
Maciej Walaszczyk
