Ewangelia

IX niedziela zwykła

Jezus powiedział do swoich uczniów: "Nie każdy, który mi mówi: 'Panie,
Panie’, wejdzie do królestwa niebieskiego, lecz ten, kto spełnia wolę mojego
Ojca, który jest w niebie. Wielu powie mi w owym dniu: 'Panie, Panie, czy nie
prorokowaliśmy mocą Twego imienia i nie wyrzucaliśmy złych duchów mocą Twego
imienia, i nie czyniliśmy wielu cudów mocą Twego imienia?’. Wtedy oświadczę im:
'Nigdy was nie znałem. Odejdźcie ode Mnie wy, którzy czynicie nieprawość’.
Każdego więc, kto tych słów moich słucha i wypełnia je, można porównać z
człowiekiem roztropnym, który dom swój zbudował na skale. Spadł deszcz, wezbrały
potoki, zerwały się wichry i uderzyły w ten dom. On jednak nie runął, bo na
skale był utwierdzony. Każdego zaś, kto tych słów moich słucha, a nie wypełnia
ich, można porównać z człowiekiem nierozsądnym, który dom swój zbudował na
piasku. Spadł deszcz, wezbrały potoki, zerwały się wichry i rzuciły się na ten
dom. I runął, a wielki był jego upadek".
 

Mt 7, 21-27

 

**************************

 

Da się dziś zauważyć dziwny "kult" tymczasowości. Żyjemy z dnia na dzień,
zanurzeni w rozlicznych sprawach, niezdolni do refleksji na temat konsekwencji
podejmowanych działań. Zapatrzeni w siebie zamykamy się w światku własnych
spraw. Potężnieje z dnia na dzień dług publiczny, który będą spłacać przyszłe
pokolenia. Cywilizacja śmierci zatacza coraz szersze kręgi. Fałszywy obraz
świata, szkicowany w serialach, maskuje jeszcze wychylającą się z otchłani
nicość – ale jak długo? Titanic tonie, orkiestra gra. Taki jest świat. Nic
nowego…

Świat – fasada. Zewnętrzny blichtr, a w środku smutek i pustka. Pośpiech i
ślizganie się po powierzchni, zatrzymywanie się na płyciźnie. Życie na niby.
Miłość, małżeństwa i rodziny na niby. Wiara na niby. To pesymistyczna wizja
rzeczywistości – nie jest ona diagnozą, ale raczej ostrzeżeniem opartym jednak
na konkretnych przesłankach. Pytamy: dlaczego tak się dzieje? Odpowiedzi jest
wiele, w tej sytuacji najbardziej adekwatne wydają się odpowiedzi najprostsze.
Budowanie bez fundamentu – oto jedna z nich. Człowiek, jako istota rozumna,
poszukuje ciągle sensu działania, wysiłków, życia. Stale musi wybierać, a
konsekwencje decyzji kształtują jego teraźniejszość i przyszłość. Jeśli potrafi
znaleźć miejsce dla Boga i Jego praw, jego życie staje się błogosławione, jeśli
nie, staje się przekleństwem. Jakże wymowne są słowa z pierwszego czytania:
"Kładę dziś przed wami błogosławieństwo albo przekleństwo. Błogosławieństwo,
jeśli usłuchacie poleceń waszego Pana Boga, które ja wam dziś daję;
przekleństwo, jeśli nie usłuchacie poleceń waszego Boga, jeśli odstąpicie od
drogi, którą wam dziś wskazuję, a pójdziecie za bogami obcymi, których nie
znacie".
Można zamienić fundament ze skały na fundament z gliny i tektury i na nim
budować. Pójdzie szybko i składnie. Zewnętrzny efekt obu budowli będzie łudząco
podobny. Można żyć z dnia na dzień, wyciskać z życia jak najwięcej, omijać
wszelkie zasady, nie martwiąc się o przyszłość. Kiedy jednak życie zacznie się
chylić ku końcowi, pojawi się niezapowiedziany gość: lęk. Co będzie dalej? Co
będzie wtedy, kiedy zamkną się oczy?…
Niektórzy wybierają rozwiązanie pośrednie: "na wszelki wypadek" chrzczą dzieci,
"na wszelki wypadek" meldują się od czasu do czasu w kościele, biorą ślub
kościelny. I to wszystko. Ale tam nie ma wiary. Jest przebiegłość, wyrachowanie,
cynizm. Do nich mówi dziś Chrystus: "Nie każdy, który Mi mówi 'Panie, Panie’,
wejdzie do Królestwa Niebieskiego, lecz ten, kto spełnia wolę Mojego Ojca, który
jest w niebie". Bardzo jasne kryterium.
Chrystus nigdy nie obiecywał, że będzie łatwo. Kiedy uczniowie pytali Go o
warunki naśladowania, wskazywał na krzyż. Złudzeniem jest przekonanie, że można
cokolwiek trwałego zbudować, odrzucając jego mądrość. Nie przetrwa to próby
czasu. Pierwszy wicher zamieni taką budowlę w ruinę, odsłaniając jej zmurszałe
fundamenty, demaskując ludzki egoizm, który leżał u podstaw budowania. Bywa, że
moment ten, jeśli przyjdzie, jest dla człowieka błogosławiony. Bywa, że lepiej
jest zacząć wznosić zręby swojego życia od początku, niż ciągle łatać,
sztukować, tracić energię na coś, co i tak nie ma szans na przetrwanie. Bóg
niejednokrotnie posługuje się wichrem, ciemnością, trzęsieniem ziemi. Nie
dlatego, że chce karać – włada potęgą, której my nie mamy – ale dlatego że
kocha. I pragnie nas uratować.

 

ks. Paweł Siedlanowski

drukuj