Pogoda załamała się już po lądowaniu
Z mecenasem Bartoszem Kownackim, pełnomocnikiem Ewy Błasik, żony śp.
dowódcy Sił Powietrznych gen. Andrzeja Błasika, który zginął w katastrofie
rządowego Tu-154M niedaleko Katynia, rozmawia Piotr Czartoryski-Sziler
W telewizji Polsat News ppłk Zbigniew Zawada, były starszy inspektor ds.
bezpieczeństwa lotów na lotnisku w Poznaniu Krzesinach, oskarżył gen. Andrzeja
Błasika o zmuszenie pilota Jaka-40 do lądowania w warunkach poniżej minimum.
– To nieprawda. Zarzuty ppłk. Zawady dotyczą prawdopodobnie dwóch rzeczy, bo
jest bardzo nieprecyzyjny, miesza fakty, te udało nam się jednak odtworzyć. Po
pierwsze, zarzucił on, że w Siłach Powietrznych dochodziło do wszelkiego rodzaju
nieprawidłowości, naruszania regulaminu lotów, chociażby w roku 2009. Jak
poinformował mnie ppłk Robert Kupracz, rzecznik prasowy Dowództwa Sił
Powietrznych, pan Zawada faktycznie takie zgłoszenia poczynił. Jednak gdy
powołano odpowiednią komisję, złożoną nie tylko z pracowników MON, Dowództwa Sił
Powietrznych, lecz również z osób niezależnych od nich, by nie było wątpliwości
co do jej bezstronności, ustaliła ona w sposób wiążący, że do takich naruszeń
regulaminu nie dochodziło. Z tych zgłoszeń wynikało, że ppłk Zawada nigdy nie
miał racji i wyraźnie wprowadzał w błąd swoich przełożonych.
Czy wyciągnięto względem niego konsekwencje?
– Za wprowadzanie w błąd przełożonych były podjęte wobec niego działania
dyscyplinarne, których szczegółów nie znam, sprawę dokładnie może wyjaśnić ppłk
Kupracz z Dowództwa Sił Powietrznych. Podpułkownik Zawada zarzucił również,
jakoby w lutym 2010 r. gen. Andrzej Błasik zmusił pilota Jaka-40 do złamania
procedur. Według Zawady, pan gen. Błasik, lądując na lotnisku w Poznaniu
Krzesinach, miał zmusić pilota do lądowania mimo fatalnych warunków
atmosferycznych. Już po wylądowaniu samolot ten, na skutek złamania procedur,
miał wytoczyć się z pasa. Oczywiście nie było takiej sytuacji, zarzuty ppłk.
Zawady – co potwierdził wyraźnie ppłk Kupracz – są nieprawdziwe. Od razu też
trzeba wyjaśnić, że lot odbył się nie w lutym 2010 r., tylko na początku marca.
Był to wcześniej zaplanowany, zwykły lot szkoleniowy, z międzylądowaniem w
Poznaniu. Nie było jakiejkolwiek sytuacji, aby samolot ten podchodził do
lądowania wbrew regulaminowi, poniżej wymaganego minimum.
Jakie były wówczas warunki na lotnisku w Krzesinach?
– Warunki atmosferyczne, kiedy maszyna podchodziła do lądowania, były na tyle
dobre, że pozwalały na bezpieczne lądowanie. Znacznie powyżej minimum,
widoczność była odpowiednia. Rozmawiałem z dowódcą statku powietrznego, który
wówczas leciał z generałem. Powiedział, że dla niego zarzuty ppłk. Zawady są
absurdalne, bo pan gen. Błasik do niczego go nie zmuszał. Rozmawiałem także z
gen. bryg. Włodzimierzem Usarkiem i zastępcą dowódcy bazy w Krzesinach, którzy
byli wówczas na płycie lotniska. Powiedzieli, że widzieli ten samolot, jak
podchodził do lądowania, i że nie działo się wówczas nic, co naruszałoby
regulamin lotów. Podkreślili, iż w momencie jego przyziemienia panowały dobre
warunki atmosferyczne, a samolot nie wytoczył się z pasa. Dopiero kiedy już
kołował, faktycznie pojawiła się anomalia pogodowa. Samolot lądował o godz.
19.28, a o godz. 19.33 doszło do nagłych i bardzo silnych opadów śniegu.
Śnieżyca trwała kilkanaście minut, w jej trakcie samolot został oblodzony. Dla
gen. Błasika sytuacja była oczywista, że tym samolotem nie można lecieć z
powrotem do Warszawy, ponieważ w Krzesinach nie było urządzeń do odladzania.
Zdecydowano się więc zostawić ten samolot na lotniku w hangarze, aż śnieg z
niego stopnieje, a gen. Błasik wraz z gen. Usarkiem pojechali na Ławicę, na
drugie lotnisko, skąd innym samolotem wrócili do Warszawy. Zatem w informacjach
przekazywanych przez pana Zawadę nic poza faktem, że samolot lądował i padał
śnieg już po jego wylądowaniu, nie jest zgodne z prawdą.
Na czym ppłk Zawada oparł swoją teorię?
– Chciałbym to wiedzieć. Nam się zarzuca, że mówimy słowo przeciwko słowu. Otóż
w moim przypadku nie jest to słowo moje czy nawet wdowy po panu gen. Błasiku,
ale naocznych świadków i uczestników tego zdarzenia. Podpułkownik Zawada – jak
sam pan słyszał w jego wywiadzie dla Polsatu – mówi mniej więcej coś takiego:
"jak mi wiadomo, jak słyszałem". Nie mówi wprost, skąd ma takie informacje,
gdzie był w momencie zdarzenia. On nie ma dowodów na poparcie swych tez, my
natomiast dotarliśmy do świadków, którzy zdecydowanie zaprzeczają temu, co on
mówi. Z tego powodu pan Zawada jest kompletnie niewiarygodny.
Dlaczego więc rzuca kalumnie na gen. Błasika, który sam już bronić się nie
może?
– Trudno mi to oceniać. Nie wiem, czy wynika to z jakichś urazów, nieporozumień,
urażonych ambicji. Wiem jedno, pan ppłk Zawada jest żołnierzem. Dla mnie honor
żołnierski to szczególne zobowiązanie. Podawanie publicznie jakichś plotek i
stawianie zarzutu osobie, która nie żyje i bronić się nie może, jest szczególnym
sposobem rozumienia tego honoru. Ponadto warto wspomnieć, że skontaktowaliśmy
się z Ministerstwem Obrony Narodowej, by sprawdzić, czy są jakieś dokumenty,
które przemawiałyby za racjami Zawady. Nie ma, bo żadnego takiego incydentu w
2010 r. nie było.
Rozważa Pan podjęcie kroków prawnych w stosunku do ppłk. Zbigniewa Zawady?
– Tak. Rozmawiałem już w tej sprawie z panią generałową, jest oczywiście
wzburzona tym, co się dzieje, i nie godzi się na takie pomawianie jej męża.
Rozważamy możliwość skierowania sprawy na drogę postępowania sądowego. Mamy
wystarczającą liczbę świadków i dowodów, aby bronić dobrego imienia pana gen.
Andrzeja Błasika. Nie możemy pozwolić sobie na to, żeby w sposób bezkarny
pomawiano pana generała.
Kiedy wyśle Pan pismo do gen. Tatiany Anodiny, szefowej rosyjskiego
Międzypaństwowego Komitetu Lotniczego, z żądaniem usunięcia z internetowych
stron MAK ekspertyzy sądowo-lekarskiej dotyczącej stanu zwłok dowódcy Sił
Powietrznych RP po katastrofie smoleńskiej?
– Mamy już przetłumaczone to pismo na język rosyjski i przygotowane do wysłania.
Chciałbym w tym miejscu serdecznie podziękować osobie, która pomogła nam w jego
tłumaczeniu. Czekamy jeszcze na ruch ze strony premiera Donalda Tuska. Jeżeli
nie zareaguje na naszą prośbę o jego interwencję w tej sprawie i nie powie, że
podjął jakieś kroki, wyślemy to pismo z panią Ewą Błasik w przyszłym tygodniu.
Dziękuję za rozmowę.
