Ostatnia bitwa o prawdę
Symboliczny grób majora "Łupaszki" znajduje się na warszawskich Powązkach.
Podczas jego uroczystego odsłonięcia Stanisław Krupa, który kilka miesięcy
przebywał z majorem w X pawilonie więzienia na Mokotowie, wspominał, że często
nucił on ulubioną piosenkę "Już dopala się ogień biwaku". W ostatniej zwrotce
żołnierze wyśpiewywali swoje największe marzenie: "Bodaj widzieć, padając w
ataku, Polskę wolną i czystą jak łza". Oni nie doczekali jego spełnienia, ale my
musimy dołożyć wszelkich starań, aby prawda o żołnierzach i bohaterach, która
jest też prawdą o Polsce, nie musiała przebijać się przez dawne i współczesne
kłamstwa.
Moja babcia, prosta kobieta z wileńskiej wsi, wielokrotnie wspominała majora "Łupaszkę".
Pewnie nigdy go osobiście nie spotkała i nie pamiętam nawet, co konkretnie
mówiła, ale jego imię wypowiadała z wielkim szacunkiem. Dla niej to był
prawdziwy bohater, o którym nigdy nie powiedziała: "kontrowersyjny". Również
moja mama wspominała z wielkim sentymentem, jak podczas okupacji do wsi Kłaczuny
przyszli partyzanci. Mama wraz z innymi stała przy krzyżu, gdyż właśnie
odprawiano nabożeństwo majowe. Może to nie byli łupaszkowcy, ale w pamięci
kilkuletniej wówczas dziewczynki to wspaniałe wojsko, którego przybycie wywołało
manifestowaną przez mieszkańców Kłaczun radość, byli właśnie żołnierzami majora
"Łupaszki". Ksiądz infułat Stanisław Bogdanowicz, mój wujek, opowiadał, że jako
dzieci po przyjeździe na Wybrzeże bawili się w partyzantów od "Łupaszki" i
oczywiście każdy z nich chciał być w oddziale majora, ale żeby zabawa miała
sens, ktoś musiał być w UB, i z tym był problem.
Rajdy prawdy i pamięci
W Borach Tucholskich od ośmiu lat w pierwszym tygodniu wakacji odbywa się
kilkudniowy Rajd Pieszy Szlakiem V Wileńskiej Brygady AK. Wielokrotnie
wędrowałam razem z moimi uczniami w rajdowym patrolu. Jednym z zadań uczestników
rajdu jest zbieranie relacji od miejscowej ludności na temat działań żołnierzy V
Brygady na tym terenie. Zauważyłam pewną zasadę: ci, którzy osobiście zetknęli
się z majorem lub z jego żołnierzami, wyrażali się o nich w samych
superlatywach: "wspaniali, kulturalni, uczciwi, zdyscyplinowani". Młodsze
pokolenie, które o "Łupaszce" dowiadywało się na lekcjach historii i z różnych
imprez ku czci "utrwalaczy władzy ludowej", bardzo często zauważa, że "nie
wiadomo, jak to było; byli kontrowersyjni" itp. Jest jeszcze trzecia kategoria
rozmówców – ci, których rodzice bądź dziadkowie służyli lub współpracowali z
Urzędem Bezpieczeństwa albo tworzyli organy władzy komunistycznej.
Serdeczna pamięć o żołnierzach V Brygady zachowała się we wsi Ocypel, w której
łupaszkowcy często bywali, a nawet bawili się tu na weselu – o czym z
sentymentem wspominała nam siostra panny młodej. W innym miejscu Borów
Tucholskich starszy pan, zapytany jak zapamiętał obcych przecież na Kaszubach
żołnierzy z Wileńszczyzny, odparł: "A jacy oni obcy? Nosili Matkę Boską na
piersi, modlili się, to jacy obcy?". Utkwiło mi w pamięci wiele takich rozmów i
spotkań, jak choćby wzruszający wieczór przy ognisku w leśniczówce Zwierzyniec.
Gospodarz doskonale pamiętał żołnierzy majora "Łupaszki", bo byli częstymi i
zawsze mile widzianymi gośćmi w domu jego matki. W Krępkach osiem lat temu
starsza pani opowiadała, że łupaszkowcy spędzili w gospodarstwie jej rodziców
noc: "Wspaniali, grzeczni, pięknie umundurowani, zrobili na nas jak najlepsze
wrażenie. Jeden obiecał, że jak się to wszystko skończy, to wróci tu i ożeni się
ze mną", a po chwili żartem dodała: "Do tej pory na niego czekam". To świadectwa
tych, którzy bezpośrednio zetknęli się z majorem "Łupaszką" i jego żołnierzami.
Niestety, w wielu środowiskach żywa jest "czarna legenda" majora "Łupaszki", a
najbardziej poruszający jest fakt, że spotykaliśmy nawet nauczycieli historii,
którzy wiedzieli o nim tyle, ile podawała komunistyczna propaganda.
Do zadań patroli podczas rajdu należy także przeprowadzenie akcji informacyjnej
wśród miejscowej ludności. Młodzież rozdaje tysiące ulotek, rozkleja po wsiach
plakaty, zbiera podpisy pod wnioskiem o postawienie pomnika "żołnierzy
wyklętych" etc. Odkłamywanie historii uczestnicy rajdów czują w nogach –
dziennie pokonują od 25 do 35 km, z ciężkimi plecakami na barkach, a zamiast
odpoczynku po dotarciu do wsi otwierają rozkaz i okazuje się, że muszą zrobić tu
"akcję propagandową", więc – w przekonaniu, że działają "w słusznej sprawie" –
podnoszą się z ziemi, aby wykonać zadanie. Niewątpliwie Rajd Szlakiem V
Wileńskiej Brygady AK przyczynił się do rozpropagowania prawdziwej historii
"wyklętych". W ostatnich latach na Kociewiu i Kaszubach zniknęły napisy z
pomników i obelisków ku czci ubeków, których było tu wiele, a co najważniejsze –
nikt chyba nie pali już przy ubeckich pomnikach zniczy, co jeszcze niedawno
czyniono w Czarnej Wodzie, gdzie nauczycielka stawiała je wraz ze swymi
uczniami.
W niewoli propagandy
Są jednak tereny związane z działalnością V Brygady, jak np. Mazury czy
Podlasie, gdzie prawda o "żołnierzach wyklętych", którzy – jak głosi uchwała
Sejmu RP – "dobrze zasłużyli się Ojczyźnie", wciąż nie może przebić się przez
komunistyczne kłamstwa. Choć – jak głosi wspomniana uchwała – "major Zygmunt
Szendzielarz 'Łupaszka’ stał się symbolem niezłomnej walki o Niepodległą
Polskę", tam wciąż stoją pomniki tych, którzy służąc w aparacie komunistycznego
terroru, przyczynili się do zniewolenia Polski. Przykładem niech będą pomniki ku
czci funkcjonariuszy UB i milicji "poległych w walkach z bandami reakcyjnego
podziemia" w gminie Jedwabno we wsiach: Kot, Piduń, kolonia Czarny Piec albo we
wsi Tulice na Powiślu. Tam wiedza na temat oddziałów antykomunistycznego
podziemia zatrzymała się na etapie artykułów prasowych z lat czterdziestych i
pięćdziesiątych, których już same tytuły niosły określoną treść: "Szpiedzy i
mordercy z wileńskiego AK przed Rejonowym Sądem Wojskowym w Warszawie", "Od
współpracy z okupantem – do służby w obcym wywiadzie. Zdradziecka działalność
wileńskiego ośrodka AK", "Szendzielarz, Minkiewicz cynicznie potwierdzają
zbrodnicze akcje band 'Łupaszki’, dokonane na żołnierzach polskich i
radzieckich, członkach PPR i funkcjonariuszach władz państwowych", "Galeria
zdrajców i morderców".
Czarną legendę żołnierzy "Łupaszki" kształtowały nie tylko pseudonaukowe
książki, ale również powieści takie jak "Sztylet Burego" (1965 r.): "Twarz
rudego herszta napłynęła purpurą (…) do izby wpadł kapral. Panie majorze,
melduję swój powrót z zadania. Mam pilną i ważną wiadomość. 'Łupaszko’ chwycił
ze stołu pistolet, który leżał tuż obok opróżnionej do połowy litrówki, kubka z
okowitą, kawałka żółtej słoniny i pociętej cebuli. Wymierzył broń w intruza.
Mów! – warczał. W jego oczach czaiła się wściekłość".
Ta propaganda nadal zbiera żniwo. Gdy w 2010 r., w kościele św. Cyryla i
Metodego w Hajnówce, odsłaniano tablicę ku czci Zygmunta Szendzielarza, ktoś
porozwieszał na mieście ulotki z obelżywym tekstem: "Kościół katolicki czci
mordercę prawosławnych". W Puszczy Białowieskiej w tym czasie odbywał się
dwudniowy Rajd Pieszy Śladami Żołnierzy V Wileńskiej Brygady AK. Brała w nim
udział ponad 50-osobowa grupa młodzieży. Był to już drugi taki rajd na terenie
Białowieży, ale jeszcze wiele będzie musiało się ich odbyć, zanim dziennikarze
przestaną wypisywać bzdury, takie jak np. Michał Bołtryk ("Przegląd Prawosławny"
z września 2010 r.) o bandyckich rajdach żołnierzy V Brygady przeciwko ludności
prawosławnej, paleniu wsi, a nawet paleniu żywcem dzieci itp. Podobnych
artykułów w "Przeglądzie Prawosławnym" odnajdziemy więcej. W 2003 r. Walentyna
Łojewska napisała: "To ci żołnierze, którzy siebie nazywali spadkobiercami
tradycji Armii Krajowej, pod dowództwem majora Zygmunta Szendzielarza ps. 'Łupaszka’
czy kapitana Romualda Rajsa ps. "Bury" mordowali, gwałcili, okradali, wyganiali
z ich domów rdzenną ludność Podlasia". Pod tego typu kalumniami komentarze: "Nie
mogę zrozumieć, że tacy mordercy dla prawicowych oszołomów są bohaterami. To
byli pospolici bandyci w mundurach. (…) Ale z bandyckimi oddziałami szedł
ksiądz…. Prawosławie to przecież konkurencja… ("Podlasiak", 13.03.2008).
Powyższe słowa dotyczą tych samych żołnierzy, o których opowiadał nam podczas
rajdu kociewski chłop: "Nocowali u nas, a rano ich dowódca major 'Łupaszko’
zrobił zbiórkę i poprowadził wspólną modlitwę, po której śpiewali 'Kiedy ranne
wstają zorze’". Nie mogło być inaczej, skoro swoich partyzantów idących na akcję
żegnał słowami: "Z Bogiem, chłopcy".
Przełamać kłamstwa
Niestety, problem żywotności kłamstw na temat V Wileńskiej Brygady AK nie
dotyczy tylko Podlasia. Patryk Kozłowski, autor książki biograficznej o
Zygmuncie Szendzielarzu, zauważa, że aby zrozumieć ten problem w województwie
warmińsko-mazurskim, trzeba znać jego specyfikę. – Tu jest niezmiernie trudno o
wszelkie tego typu działania, ponieważ to województwo miało być modelowym
przykładem społeczeństwa komunistycznego. Dalej władzę sprawuje tu aparat
państwowy wywodzący się z PRL. Do tego dochodzą kwestie narodowościowe –
tłumaczy. Warmia i Mazury to konglomerat społeczny ludzi bez korzeni, ludzi,
którzy przybyli tu w 1945 roku z całej Polski. Są tu też Ukraińcy z akcji Wisła
(15 proc.), Mazurzy (ok. 10 proc.), spora mniejszość niemiecka etc. – Tu nie ma
żadnej niepodległościowej myśli. Nie ma regionalnej prasy poza "Gazetą
Olsztyńską". Ludźmi nadal kierują komunistyczni kacykowie. Dla przykładu:
aktualny marszałek województwa Julian Osiecki to pierwszy sekretarz komitetu
miejskiego PZPR z Mrągowa! Tak mógłbym wymieniać w nieskończoność – dodaje
Kozłowski.
Siła aktualności komunistycznej propagandy świadczy także o nieefektywności
nauki najnowszej historii Polski w szkole. Dla przykładu – w jednym z
najpopularniejszych podręczników do nauczania historii w szkole średniej (wyd.
WSiP) zagadnienie podziemia antykomunistycznego jest częścią podrozdziału w
temacie: Ustanowienie władzy komunistycznej w Polsce i odbudowa kraju ze
zniszczeń wojennych. W podręczniku do gimnazjum wydawnictwa Operon z 2007 r. nie
znalazłam ani słowa o podziemiu antykomunistycznym. Podręcznik wydawnictwa Rożak,
choć wymienia "Ognia" i "Łupaszkę", to całą wiedzę na temat zbrojnego podziemia
antykomunistycznego ujmuje w podtemacie zajmującym jedną czwartą strony.
Niewątpliwie, gdyby nie działalność Instytutu Pamięci Narodowej niestrudzenie
propagującego prawdę o antykomunistycznej partyzantce "żołnierze wyklęci" nadal
byliby w podziemiu.
Nie dajmy zginąć poległym
W okresie PRL pamięć o majorze Zygmuncie Szendzielarzu i o jego żołnierzach
starali się zachować jego dawni podkomendni. To oni, mimo inwigilacji i represji
ze strony bezpieki, byli inicjatorami wmurowywania w kościołach tablic
upamiętniających zarówno majora, jak i jego żołnierzy. Pierwszą taką tablicę
udało się umieścić dzięki Jerzemu Lejkowskiemu "Szpagatowi", żołnierzowi V
Brygady, i księdzu Henrykowi Jankowskiemu w kościele św. Brygidy w Gdańsku w
1982 r. (za co Lejkowski był wielokrotnie wzywany na przesłuchania do bezpieki).
Drugą zawieszono w bazylice Mariackiej, gdzie proboszczem jest bardzo oddany
żołnierzom Armii Krajowej ks. infułat Stanisław Bogdanowicz. Choć wiele lat
upłynęło od czasu, gdy pamięć "wyklętych" trzeba było czcić potajemnie, takich
memoriałów jest niestety niewiele. Powstają zazwyczaj z inicjatywy osób
prywatnych lub stowarzyszeń. To one też dbają o odkłamywanie historii i
propagowanie wiedzy na temat partyzantów z Wileńszczyzny. We wsi Kiersnowo
niedaleko Brańska (woj. podlaskie) stoją pamiątkowy krzyż i tablica, na której
widnieje napis: "Mjr Zygmunt Szendzielarz 'Łupaszko’, Kawaler Srebrnego i
Złotego Krzyża Virtuti Militari, dowodził V i VI Brygadą AK na Podlasiu,
Mazurach i Pomorzu w walce o niezależność Polski w latach 1945-1947.
Rozstrzelany przez stalinowców w Warszawie 8 lutego 1951 r. Cześć jego pamięci".
To właśnie tutaj, w Kiersnowie, w gospodarstwie państwa Kiersnowskich, ukrywał
się "Łupaszka" po odejściu z Wileńszczyzny. Memoriał poświęcony pamięci
żołnierzy V Wileńskiej Brygady AK i ich dowódcy stanął także kilka lat temu przy
kościele w Lubichowie, gdzie miejscowy proboszcz oraz dyrektor szkoły rokrocznie
goszczą u siebie sztab i uczestników Rajdu Pieszego Szlakiem V Wileńskiej
Brygady AK. Niewiele znajdziemy takich miejsc – nieporównywalnie mniej niż
pomników "utrwalaczy władzy ludowej". W 2007 r. podczas odsłaniania kolejnej
tablicy ku czci łupaszkowców w wiejskim kościele w Zimnej Wodzie na Mazurach
ówczesny minister obrony narodowej Aleksander Szczygło powiedział: "Walka mjr.
Szendzielarza została wygrana po kilkudziesięciu latach, a pamięć okazała się
silniejsza niż kłamstwa propagandy".
Chcielibyśmy, aby tak było, ale kiedy co roku, 1 listopada, spotykamy się w
grupie kilkudziesięciu osób na cmentarzu garnizonowym w Gdańsku przy pomniku
pomordowanych i poległych żołnierzy Armii Krajowej, ze smutkiem spoglądamy na
znajdujący się w pobliżu cmentarz żołnierzy Armii Czerwonej. Tam palą się setki
zniczy, a przy grobach obrońców Ojczyzny jest ich może kilkadziesiąt. Przed
uroczystością Wszystkich Świętych myjemy ten pomnik i znajdujące się obok niego
symboliczne mogiły Danki Siedzikówny "Inki" oraz Feliksa Salmanowicza
"Zagończyka" (żołnierzy V Wileńskiej Brygady AK zamordowanych w gdańskim
więzieniu w 1946 r.) – usuwamy z nich grube warstwy błota, wyrzucamy stare
wypalone znicze i grabimy liście. Choć jest to cmentarz komunalny, odpowiednie
władze zapominają o pomniku poświęconym pamięci tych, których komunistyczni
oprawcy skazali na zapomnienie, ukrywając miejsce ich pochówku. Do dziś stoją tu
znicze, które przynieśliśmy 1 listopada.
Anna Kołakowska
