Są deklaracje, nie ma czynów

W minionym roku władze Litwy wyjątkowo mocno przykręciły śrubę Polakom
mieszkającym w tym kraju – mówi w rozmowie z "Naszym Dziennikiem" sekretarz
Związku Polaków na Litwie Edward Trusewicz. Niestety, od wielu lat polityka
rządów Rzeczypospolitej Polskiej względem mieszkających tam rodaków nie ulega
zmianie. Także rząd Donalda Tuska ograniczył się jedynie do pustych deklaracji,
mówiących o ciężkiej sytuacji Polaków na Wileńszczyźnie.

Litewscy ministrowie zaś wielokrotnie w czasie mijającego roku z niezmienną
butą stwierdzali, że takie stawianie sprawy jest kłamliwe. Polacy bowiem sami
wymyślają sobie problemy, gdyż w rzeczywistości takowe nie istnieją. Już na
początku roku minister spraw zagranicznych Litwy Audronius Ażubalis powiedział,
że twierdzenia, iż Polacy mieszkający na Litwie mogą mieć jakiekolwiek problemy,
jest kłamstwem podsycanym przez ludzi, którzy chcą na nim zbić kapitał
polityczny. – Polacy na Litwie mają problemy, i nie są to jakieś mrzonki, a
władze Litwy tych problemów nie rozwiązują – odpowiada na te słowa Edward
Trusewicz. Litewski rząd wyraźnie lekceważy kwestię Polaków mieszkających w ich
kraju. Tak było choćby w przypadku wrześniowej konferencji dotyczącej spraw
mniejszości narodowych zorganizowanej m.in. przez litewskie Ministerstwo Kultury
oraz Ministerstwo Spraw Zagranicznych. Wówczas na to spotkanie nie zaproszono
rzeczywistych władz reprezentujących mniejszość polską. W ostatniej chwili udało
się wpisać na listę przemawiających Edwarda Trusewicza. Pomimo tak oczywistego
zaostrzenia polityki rządu litewskiego wobec naszych rodaków niewiele zmieniło
się w tej kwestii ze strony polskiego rządu. Żaden z problemów Polaków na Litwie
nie został rozwiązany w bieżącym roku, choć było ku temu wiele okazji. Nadal
nierozwiązane pozostają kwestie: polskiej oświaty, pisowni nazwisk i ulic, a
także zwrotu ziem na Wileńszczyźnie ich prawowitym właścicielom, wśród których
znaczny odsetek stanowią Polacy. W czasie ostatniej wizyty na Litwie szef
polskiej dyplomacji Radosław Sikorski mówił o konieczności rozwiązania problemu
pisowni polskich nazwisk, zwracając uwagę, że tym problemem zajmował się także
poprzedni prezydent RP Lech Kaczyński. Jednak za pustymi deklaracjami nie poszły
jeszcze żadne działania i obecny rok Polacy mieszkający na Litwie kończą raczej
z poczuciem bezradności wobec coraz bardziej represyjnych rządów w Wilnie niż z
nadzieją na zmianę w przyszłym roku.

Łukasz Sianożęcki

Polacy nie przyjmą z pokorą niesprawiedliwych praw

 

Z Edwardem Trusewiczem, sekretarzem Związku Polaków na Litwie, rozmawia
Łukasz Sianożęcki

Z jakimi problemami najczęściej borykają się dziś Polacy mieszkający na
Litwie?

– Problemem numer jeden, który ostatnio wybrzmiał szczególnie, jest
oczywiście szkolnictwo i nasze starania o zachowanie dotychczasowej sieci szkół
polskich na Litwie. Chcemy zachować stan istniejący tutaj od co najmniej
kilkudziesięciu lat. Niestety, rząd litewski próbuje uszczuplić polską oświatę.
Związek Polaków na Litwie czyni różne kroki, aby naszych szkół bronić. I to jest
najważniejszy problem, z jakim musimy się obecnie zmagać. W dalszym katalogu
naszych problemów, który pozostaje niezmienny od kilku lat, należy wymienić
kwestię pisowni nazwisk, czyli domaganie się przez nas, aby polskie nazwiska
były pisane na Litwie ze wszystkimi znakami diakrytycznymi. W tym kręgu mieści
się również kwestia publicznego używania języka ojczystego, czyli także w
nazwach ulic, tablicach z nazwami miejscowości. Chcemy, by było tak, jak to jest
w innych państwach Unii Europejskiej, gdzie żyją mniejszości narodowe. Pozwolę
sobie podać przykład Finlandii, gdzie mniejszość szwedzka stanowi siedem
procent, a mimo to szwedzki został tam drugim językiem państwowym. Oczywiście
nie dążymy do tego, aby polski był na Litwie językiem państwowym, tylko do tego,
aby tam, gdzie Polacy mieszkają w znacznej większości, mogli używać swojego
ojczystego języka publicznie. Należy także wspomnieć o zwrocie ziemi, który
przebiega bardzo opieszale. Obecnie rząd litewski próbuje się uchylać od
wyegzekwowania prawa Polaków do ziemi na Wileńszczyźnie i różnymi sposobami
zaciera prawdę historyczną o tym fakcie. Tu problemem jest także to, że różne
struktury biznesowe również czynią zakusy na te ziemie, co jeszcze bardziej
utrudnia ich odzyskanie. Rząd zaś, niestety, ulega naciskom tych grup. Myślę, że
to koniecznie musi się zmienić.

W których z tych kwestii mogą Państwo liczyć na wsparcie ze strony rządu
RP, a może już go doświadczacie?

– Bardzo dobrze się stało, że stanowisko strony polskiej wobec sytuacji
rodaków na Litwie zostało jasno sformułowane. Mam tu na myśli wspólne deklaracje
MSZ i przedstawicieli parlamentu, czyli Sejmu i Senatu, którzy jasno określili,
że Polacy na Litwie mają problemy i że nie są to jakieś mrzonki, jak zdają się
niektórzy sugerować. A także to, że władze Litwy tych problemów nie rozwiązują.
I to bardzo dobrze, że to stanowisko jest takie jasne, gdyż daje to nadzieję, że
rozmowy Polski ze strategicznym partnerem, jakim jest dla niej Litwa, mogą
przynieść pozytywne skutki. Dotychczas przez wiele lat robiono tylko dobrą minę
do złej gry. Odnosiliśmy wrażenie, że przymykano oko na to, że władze na Litwie
nie pozwalają Polakom na korzystanie z pełni ich praw. Myślę, że jeśli za tym
jednoznacznym stanowiskiem pójdą odpowiednie działania, wówczas bracia Litwini
ulegną namowom Warszawy.

Czyli oprócz deklaracji nie ma na razie konkretnych działań…

– Tak jest już od dłuższego czasu. Ale dobrze, że deklaracje te uległy
zaostrzeniu, a nasza sytuacja została dość szeroko opisana w mediach. Dobrze, że
mówi się dziś otwarcie, iż Polacy na Litwie są prześladowani i nie mogą w pełni
korzystać ze swoich praw. Zobaczymy, czy za tym twardym stanowiskiem pójdą
odpowiednie kroki. Ja mam nadzieję, że tak, i pod naciskiem Warszawy, a może i
Brukseli, władze w Wilnie zaczną wypełniać swoje zobowiązania wobec mniejszości,
które przyjęły, podpisując liczne traktaty międzynarodowe. My już straciliśmy
nadzieję, że nasze sprawy załatwimy na Litwie, gdyż nie jesteśmy wysłuchiwani
przez żaden rząd, czy to prawicowy, czy lewicowy. Tutejsze władze tylko i
wyłącznie pogarszają naszą sytuację. Nieraz tylko pogarszają ją głębiej, a
nieraz w nieco mniejszym stopniu.

Pogorszy ją prawdopodobnie także wypowiedź rzecznika Trybunału
Sprawiedliwości UE, który przyznał rację władzom na Litwie zabraniającym pisowni
polskich nazwisk w oryginalnym brzmieniu…

– W samej istocie dokumenty dotyczące mniejszości narodowych, czyli w tym
wypadku Konwencja Ramowa o Mniejszościach Narodowych, nie zmuszają stron ją
ratyfikujących, czyli w tym przypadku Litwy, do wprowadzenia danej pisowni. Ale
z drugiej strony Litwę i Polskę wiąże dokument bilateralny, czyli Umowa o
dobrosąsiedzkiej współpracy z 1996 roku, w której jest jasno powiedziane, że
Polakom zostanie stworzona możliwość oryginalnej pisowni nazwisk. Rząd polski
powinien w tym wypadku skłaniać, namawiać, a nawet żądać od strony litewskiej,
aby realizowała założenia tego dwustronnego traktatu. Tutaj więc realny krok
jest potrzebny także ze strony władz w Wilnie. Pamiętamy przecież historię o
zablokowaniu przez litewski parlament ustawy rządu, która pozytywnie
rozpatrywała sprawę pisowni polskich nazwisk. Dwa dni przed swoją śmiercią
prezydent Lech Kaczyński gościł na Litwie, prawdopodobnie z nadzieją na
ogłoszenie rozwiązania w tej kwestii, wówczas to niestety posłowie zablokowali
tę ustawę. Powtarzam więc – rząd w Polsce musi dalej naciskać, aby Litwa
realizowała postanowienia podpisywanych przez siebie traktatów.

Czy wobec zaostrzenia się polityki rządu litewskiego wobec Polaków władze
w Warszawie również nie powinny sięgnąć po mocniejsze argumenty?

– Zarówno rząd w Polsce, jak i opozycja mówią jednym głosem w sprawie Polaków
na Litwie. To bardzo dobrze, bo jeśli będzie tak dalej, to bracia Litwini nie
będą mieli innego wyjścia, jak ustąpić wobec naszych postulatów. Jeśli nie będą
chcieli, wówczas być może należałoby ich zapytać, czy traktat o stosunkach
dobrosąsiedzkich w ogóle jest potrzebny czy nie.

A jeśli nasze naciski okażą się nieskuteczne?

– Mam nadzieję, że do tego nie dojdzie i że Polacy na Litwie nie będą
pozostawieni sami sobie. Ale jedno wiem na pewno – Polacy nie przyjmą z pokorą
tego, że litewski rząd będzie im narzucał niesprawiedliwe przepisy i uszczuplał
ich stan posiadania. Możemy się spodziewać wówczas licznych protestów. Innych
scenariuszy nie chcę przewidywać. Mamy nadzieję, że rząd nie odwróci się od
Polaków na Litwie.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj