Ślub z bezpieką
Agenturalne uwikłanie Tomasza Turowskiego to w wielu środowiskach
tajemnica poliszynela. Opozycjoniści z kręgu Editions Spotkania utwierdzili się
w swoich przypuszczeniach w 1986 roku, gdy na jego ślubie rozpoznali wśród gości
funkcjonariuszy bezpieki. Pierwotnie wybranką Turowskiego była jego francuska
uczennica, jednak ostatecznie – ku ogólnemu zaskoczeniu – poślubił Hiszpankę. Z
informacji, do których dotarł "Nasz Dziennik", wynika, że francuską narzeczoną
Turowskiego była córka socjalistycznego premiera Francji Michela Rocarda, za
rządów prezydenta Fran÷oisa Mitterranda. Wiele wskazuje na to, że szeroko
reklamowany ślub nie doszedł do skutku w wyniku interwencji francuskiego
kontrwywiadu. Tajemnicza kariera Turowskiego w dyplomacji III RP i bierność
kontrwywiadu rodzi pytanie, czy jego współpraca ze służbami zakończyła się w
PRL.
Teczka Tomasza Turowskiego nie jest dostępna w zbiorach jawnych IPN. W
Instytucie zachowały się tylko zapisy rejestracyjne i dane paszportowe. "Nasz
Dziennik" dotarł do dwóch pisemnych notatek informacyjnych sporządzonych przez
wywiad PRL na podstawie donosów "źródła nr 9596", datowanych na styczeń 1989
roku. Tydzień temu "Rzeczpospolita" ujawniła, że tym właśnie numerem, a potem
pseudonimem "Orsom" swoje meldunki podpisywał oficer elitarnego Wydziału XIV
Departamentu I Ministerstwa Spraw Wewnętrznych (wywiad PRL), a obecnie ambasador
tytularny w Moskwie, Tomasz Turowski. Z materiałów, do których dotarliśmy,
wynika, że w swoich donosach wykorzystywał kontakty, które wyrobił sobie, kiedy
już jako funkcjonariusz SB wstąpił do nowicjatu jezuitów w Rzymie. 7 stycznia
1989 roku zastępca naczelnika Wydziału XIV Departamentu I MSW mjr Zbigniew Nowak
z informacji, które dostarczyło "źródło nr 9596", sporządził opracowanie "o
napięciach między Kościołem a opozycją polską na emigracji", zwłaszcza tą
paryską, oraz na temat przyszłego spotkania Michaiła Gorbaczowa z Janem Pawłem
II.
Nr 9596 donosi…
O czym donosił wówczas "Orsom"? "Jednym z symptomów narastających napięć
pomiędzy Kościołem polskim, a kręgami opozycji polskiej w Paryżu było usunięcie
S. Frankiewicza z redakcji 'Osservatore Romano’ w Rzymie. Podobna decyzja miała
być podjęta również w odniesieniu do ks. A. Bonieckiego, ale została ona na
razie zawieszona, co oczywiście nie oznacza, że A. Boniecki zachowa swoje
stanowisko w przyszłości" – czytamy donos "źródła nr 9596" w notatce
informacyjnej sporządzonej przez Wydział XIV Departamentu I MSW. We wszystkich
cytatach z donosów "Orsoma" zachowujemy pisownię oryginalną. Dalej nr 9596
interpretował podaną przez siebie wiadomość: "W/w posunięcie personalne miało
swoje źródło w związkach A. Bonieckiego i S. Frankiewicza ze środowiskiem
paryskiej 'Kultury’ ostro atakującej ostatnio hierarchię kościelna w Polsce, a
szczególnie prymasa Glempa". Źródło nr 9596 relacjonował też swoim przełożonym
nastawienie Kościoła do PZPR. "W ocenie jezuitów warszawskich, PZPR wypierana
jest z dotychczasowych pozycji i zaczyna dryfować w kierunku socjaldemokracji.
Tezy na X plenum są niespójne i obiektywnie rozmiękczające" – czytamy w notatce
informacyjnej wywiadu PRL. Znacznie ciekawszym fragmentem jest opis tego, co
zdaniem agenta wynika z tych "rozmiękczających tez". "Jednym z ich ubocznych
skutków są odnotowane w kościele Jezuickim przy ul. Rakowieckiej kościelne
śluby: 1 pracownika kadry WP, 2 milicjantów, 1 ZOMO i 1 pracownika aparatu MSW
od chwili ogłoszenia tez. Śluby te rejestrowane są w specjalnych utajnianych
księgach, przesyłanych następnie do archiwów kurii biskupich, odpowiednich dla
danego Kościoła" – precyzyjnie przedkładał zwierzchnikom nr 9596. "Orsom"
wyrządził olbrzymią szkodę opozycyjnemu środowisku Spotkań. – Turowski
podejmował ewidentne działania dezintegracyjne, próbując skłócać środowisko
Spotkań francuskich ze Spotkaniami lubelskimi. Krótko mówiąc, ostro
przeciwstawiał sobie Piotra Jeglińskiego i śp. Janusza Krupskiego – mówi nam
osoba znająca donosy "Orsoma" z lat 80. I dodaje, że agent posługiwał się
zwykłymi oszczerstwami, np. oskarżał Jeglińskiego o nieuczciwość w prowadzeniu
wydawnictwa czy współpracę ze służbami francuskimi. Numer 9596 informował także
o planowanym spotkaniu Michaiła Gorbaczowa z polskim Papieżem. "Wg informacji
ks. prof. Krapca i dr. M. Radwana w ramach przewidzianej na pierwszą połowę br.
wizyty M. Gorbaczowa w Rzymie dojdzie do jego spotkania z Janem Pawłem II. W
pakiecie propozycji wobec Kościoła M. Gorbaczow ma m.in. do zaoferowania
otwarcie seminarium dla alumnów pochodzenia polskiego na terenie ZSRR" –
donosił. Mocodawcy oczekiwali też od niego oceny aktualnej sytuacji w kraju. "Po
X Plenum Mazowiecki nie oczekuje większych rewelacji czy zmian personalnych. W
opinii M. Jaruzelski jest ciągle 'języczkiem u wagi’. 'Liberałowie’ są bez niego
za słabi, by samodzielnie działać, a 'konserwatyści’ jeszcze nie na tyle silni,
by go otwarcie krytykować" – ocenia "Orsom" w notatce, do której dotarł "Nasz
Dziennik". Próbowaliśmy zebrać informacje o Tomaszu Turowskim z okresu jego
szerokich kontaktów z jezuitami zarówno włoskimi, jak i francuskimi. Wiadomo
już, że do zakonu założonego przez św. Ignacego Loyolę wstąpił jako
funkcjonariusz SB. Było to w 1975 roku. A do nowicjatu w Rzymie przyjmował go
legendarny jezuita o. Antoni Mruk, ostatni spowiednik Jana Pawła II. I już ten
początkowy fakt każe stawiać pytania. Dlaczego Turowski, student z Krakowa,
wstąpił do nowicjatu Towarzystwa Jezusowego w Rzymie? – Pewną regułą jest u nas,
że wstępuje się do nowicjatu na terenie, z którego się pochodzi. Ale oczywiście
są od tej reguły pewne odstępstwa. Na przykład ktoś wstępuje do nowicjatu w
kraju, w którym studiował – tłumaczy "Naszemu Dziennikowi" jeden z warszawskich
jezuitów. W czasie pobytu w Rzymie dzisiejszy dyplomata nawiązał kontakt z
jezuitami francuskimi. Zaczął wyjeżdżać do Paryża, a potem do Meudon. Tam
przebywał w ośrodku, w którym jednocześnie udzielał lekcji języka rosyjskiego i
sam poszerzał wiedzę o Związku Sowieckim. Osoba znająca ambasadora w tamtym
okresie mówi nam, że Turowski posiadał bardzo dobre kontakty w Watykanie,
zwłaszcza w Sekretariacie Stanu i tej części Kurii Rzymskiej, która odpowiada za
relację z Kościołem na Wschodzie. – Sprawiał wrażenie, i dawał to odczuć, że
spełnia jakąś misję dla Kościoła. Mocno sugerował, że przekłada encykliki
Papieża na język rosyjski – mówi nam osoba, która w tamtym czasie spotykała
Turowskiego. – Pamiętam go. Przychodził czasami do biura pielgrzymkowego, gdzie
pracowałem. Narzekał na Włochy, mówił, że szuka swojego miejsca. Dziwiło mnie
to. Po wyborze Jana Pawła II wszystko wyglądało bardzo ciekawie, zwłaszcza z
polskiego punktu widzenia – mówi "Naszemu Dziennikowi" jezuita o. Kazimierz
Przydatek, od lat pracujący w Rzymie, pierwszy dyrektor Ośrodka i Domu
Pielgrzyma "Sursum Corda". Gdy zbliżał się termin święceń (10 lat od wstąpienia
do nowicjatu), Turowski zrezygnował z zakonu. Wrócił do Polski i w roku 1986
wziął ślub. – Otrzymałem zaproszenie na ślub. Tomasz planował wstąpić w związek
małżeński z Francuzką, którą w Meudon uczył języka rosyjskiego. Okazało się
jednak, że Turowski poślubił swoją uczennicę, ale nie tę Francuzkę, tylko
Hiszpankę De Dios De Dios – opowiada nam jego znajomy z tamtych czasów i dodaje,
że nie potrafi powiedzieć, skąd nagła zmiana kandydatki na małżonkę. Z
informacji, do których dotarł "Nasz Dziennik", wynika, że francuską narzeczoną
Turowskiego była córka socjalistycznego premiera Francji Michela Rocarda, za
rządów prezydenta Fran÷oisa Mitterranda. Wiele wskazuje na to, że szeroko
reklamowany ślub nie doszedł do skutku w wyniku interwencji francuskiego
kontrwywiadu. Działacz opozycji w PRL i założyciel paryskiego wydawnictwa
Editions Spotkania Piotr Jegliński nie chce z nami rozmawiać o Tomaszu
Turowskim. – Muszę zapoznać się bliżej z jego szkodliwą działalnością i wtedy
wypowiem się na temat Turowskiego – mówi. Kiedy Jegliński zaczął podejrzewać, że
dzisiejszy dyplomata jest uwikłany agenturalnie? – Po jego ślubie dostałem
wiadomość, że widziano tam funkcjonariuszy bezpieki. Później słyszałem to
jeszcze wielokrotnie – ucina rozmowę z "Naszym Dziennikiem". Po tym jak Turowski
pojawił się w 1986 roku w PRL, do polskich jezuitów we Włoszech zaczynały
docierać informacje o jego związkach ze służbami. – Trudno było cokolwiek
stwierdzić, bo o ile w Warszawie krążyły pogłoski, że jest człowiekiem służb, to
w Rzymie czy we Francji można było usłyszeć, że Turowskiego szykanuje KGB – mówi
nam inna osoba działająca w tamtym czasie w opozycji na emigracji.
Bartoszewski – Oleksy – Turowski
Z informacji przekazanych przez Biuro Prasowe MSZ wiemy, iż pracę w tym
resorcie podjął 3 maja 1993 roku. Najpierw pracował w Departamencie Europa II,
odpowiedzialnym za Europę Wschodnią. W 1996 roku trafił do Moskwy, gdzie w
ambasadzie pełnił funkcję radcy, a potem ministra pełnomocnego. Z kolei 5 lat
później, jak to określił na posiedzeniu sejmowej komisji kultury lewicowy
premier Józef Oleksy, dyplomata odbył "egzotyczną przeprowadzkę" i został
ambasadorem RP na Kubie. Oto w jaki sposób ówczesny minister spraw zagranicznych
Władysław Bartoszewski przedstawiał polską politykę wobec Kuby i samego
Turowskiego: "Mieliśmy tradycyjnie znakomite stosunki z Kubą. Obecnie nie są one
aż tak dobre. Trzeba jednak zauważyć, że prezydent Putin okazał zainteresowanie
Kubą, zanim okazał zainteresowanie wieloma innymi krajami. Dla nas także coś
znaczy" – czytamy w protokole z posiedzenia sejmowej komisji (8.03.2001). Dalej
Bartoszewski przedstawia Turowskiego i znów posługuje się "wątkiem rosyjskim":
"Chciałbym zaznaczyć, że moja decyzja jest przemyślana. Brałem pod uwagę, jakie
będzie stanowisko administracji waszyngtońskiej i Watykanu. Zależało nam na tym,
aby stanowisko ambasadora RP w Republice Kuby powierzyć człowiekowi, który może
przyczynić się do nowego otwarcia, m.in. przez kontakty kościelne, które na
Kubie zaczynają odgrywać istotną rolę dla Fidela Castro" – przekonywał
Bartoszewski. I tłumaczył swoją decyzję: "Kandydat ma doświadczenie jeśli chodzi
o proces transformacji na terenie postradzieckim. Był wysoko oceniany przez
naszych partnerów rosyjskich, o czy wiem drogą nieoficjalną. Jest to
nienajgorsza referencja dla Polaka udającego się na Kubę" – przekonywał
Bartoszewski. Józef Oleksy określił wówczas kandydaturę Turowskiego na to
stanowisko jako "tajemniczą": "Nie rozumiem wciąż egzotyki przeniesienia z
Moskwy na Kubę. (…) Co dla pana będzie priorytetem (…). Nie jest to bez
znaczenia w kontekście tajemniczości pańskiej kandydatury" – dopytywał się
prominentny polityk lewicy.
Turowski odchodzi, przychodzi
Latem 2005 roku Turowski wrócił do Polski z placówki na Kubie i dalej
pracował w MSZ jako radca-minister w dyspozycji Biura Kadr i Szkolenia oraz
radca-minister w Departamencie Strategii i Planowania Polityki Zagranicznej. Od
lutego do maja 2007 roku pełnił funkcję ambasadora tytularnego w Departamencie
Strategii i Planowania Polityki Zagranicznej. Nadanie tego stopnia
dyplomatycznego podpisała ówczesna szefowa resortu Anna Fotyga. – Musiało to być
na wniosek któregoś z moich zastępców. Nie wiem, ja tego nie kojarzę – mówi
minister spraw zagranicznych w rządzie Prawa i Sprawiedliwości. Trzy miesiące po
awansie Turowskiego, jak wynika z informacji podanych przez resort spraw
zagranicznych, nastąpiło "rozwiązanie stosunku pracy w MSZ". Nie wiadomo, czy
sam się zwolnił, czy to ministerstwo "rozwiązało stosunek pracy". 14 lutego 2010
roku powrócił do pracy w resorcie. Zastanawia fakt, że już dzień później został
skierowany do Ambasady RP w Moskwie, na stanowisko kierownika wydziału
politycznego. Wykonując te zadania, brał udział w przygotowaniach wizyt premiera
Donalda Tuska, a potem śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego w Smoleńsku. – Nie
wiem, co się z nim działo, ale nie dziwi jego zniknięcie. Po prostu bał się
lustracji. Gdyby w służbach cywilnych została przeprowadzona weryfikacja, to
uniknęlibyśmy pewnie takiej sytuacji jak z Turowskim – mówi "Naszemu
Dziennikowi" poseł Antoni Macierewicz, opozycjonista, były szef Służby
Kontrwywiadu Wojskowego. – Tuż przed orzeczeniem Trybunału Konstytucyjnego
osobiście byłam atakowana za to, że doprowadziliśmy do złożenia większości
oświadczeń lustracyjnych przez dyplomatów – mówi "Naszemu Dziennikowi" minister
Fotyga. Turowski wrócił do MSZ w maju 2007 roku. Jak już informowaliśmy, wiele
wskazuje, iż to właśnie Turowski domagał się od rosyjskich funkcjonariuszy
zniszczenia nagrania polskiego operatora, który filmował miejsce katastrofy.
Antoni Macierewicz zwraca też uwagę na status, jaki w wywiadzie PRL miał Turski.
– Należał do tzw. nielegałów. Z tej służby się nie wychodzi. Nie mam
wątpliwości, że ta sprawa powinna być przedmiotem najsilniejszego
zainteresowania ze strony polskiego kontrwywiadu. Jeżeli tego nie zrobiono, to
odpowiedzialny za to, co się stało, jest premier Donald Tusk jako człowiek,
któremu bezpośrednio podlegają służby specjalne – uważa.
Mariusz Majewski
