Homopropaganda nie ma nic wspólnego z edukacją
Z Pawłem Wolińskim, prezesem Fundacji Mamy i Taty, rozmawia Anna Ambroziak
Fundacja Mamy i Taty opublikowała obszerny raport "Przeciw wolności i
demokracji", dotyczący strategii politycznej lobby homoseksualistów. Dlaczego
zbadano właśnie ten temat?
– Zainspirował nas przede wszystkim fakt, że w mediach coraz częściej pojawiają
się komunikaty dotyczące tzw. dyskryminacji homoseksualistów. Ma miejsce otwarta
propaganda postulatów głoszonych przez te środowiska, propaganda nazywana przez
sprzyjające im media edukacją. Najczęściej mamy do czynienia z zaprezentowaniem
tylko jednej opinii na ten temat. Opinii jednostronnej – wygłoszonej tylko po
to, by doprowadzić do ocieplenia klimatu społecznego, znieczulenia opinii
publicznej na żądania, wobec których jeszcze niedawno zdecydowana większość była
ustosunkowana bardzo krytycznie. A wszystko to odbywa się w imię kolportowanych
przez media haseł o powszechnej tolerancji. Nie mamy, niestety, do czynienia z
rzetelną debatą na temat granic wolności i tolerancji dla homoseksualistów. Co
więcej, dobiega już końca "etap znieczulania" społeczeństwa, a nadchodzi czas
zabiegów o zmianę polskiego prawa: od wprowadzenia "związków partnerskich" dla
osób tej samej płci przez zrównanie ich z prawdziwymi małżeństwami aż po – w
perspektywie najbliższych lat – przyznanie im prawa do "nieograniczonej adopcji
dzieci". Ta strategia wcielana jest także w Polsce i przynosi efekty, na co ma
wpływ nieproporcjonalna obecność tematu w mediach.
Na jakich badaniach opiera się raport?
– Fundacja Mamy i Taty zleciła badania w tej sprawie Grupie IQS, która
przeprowadziła je telefonicznie na 500-osobowej próbie. Wykonano je 31 maja, 22
lipca i 11 października – czyli przed, tuż po i trzy miesiące po paradzie
równości, jaka odbyła się w Warszawie 17 lipca tego roku. Wynika z nich, że gdy
temat był obecny na czołówkach serwisów informacyjnych, poparcie dla przyznania
homoseksualistom prawa do legalizacji relacji z innymi homoseksualistami (bez
adopcji dzieci) wzrosło z 53 do 63 proc., a po trzech miesiącach spadło, ale
nadal wynosiło 58 proc., czyli więcej niż przed przemarszem.
O co pytali ankieterzy?
– Za każdym razem zadawano te same dwa pytania: o akceptację homozwiązków bez
prawa do adopcji dzieci oraz z takim prawem. Pytania te zadano reprezentatywnej
grupie respondentów. Na razie blisko 90 procent Polaków opowiedziało się
przeciwko adopcji dzieci przez homoseksualistów. Ale doświadczenia krajów
zachodnich pokazują, że może to być tylko pewien etap, który może się skończyć
szybciej, niż przypuszczamy. Już dziś widzimy, że akceptacja dla pewnych
postulatów środowisk homoseksualnych wśród Polaków rośnie. Przed paradą równości
w lipcu zebraliśmy ponad 45 tys. podpisów od mieszkańców całej Polski, którzy
uważają, tak jak my, że postulaty podnoszone przez homoseksualistów są nie do
przyjęcia ze względu na dobro naszych dzieci. Postanowiliśmy zebrać wszystkie
wyniki naszych wcześniejszych badań w jeden dokument, by pokazać, jakie
działania podejmują homoseksualni aktywiści w Polsce, jakie są ich postulaty i
jaka strategia działania. Obserwujemy zmianę odbioru społecznego tych środowisk.
Sięgnęliśmy też do przykładów z innych krajów Europy Zachodniej i Ameryki, tam,
gdzie takie zmiany społeczne już się dokonały i gdzie możemy obserwować, do
czego prowadzi legalizacja homoukładów.
Wydawałoby się, że domaganie się ze strony tych aktywistów adopcji dzieci to
kres ich żądań. Okazuje się jednak, że nie. Następne postulaty to na przykład
karanie za mowę nienawiści i de facto ograniczenie wolności słowa. W efekcie
zepchnięcie osób, środowisk i instytucji, które jakkolwiek chciałyby te
środowiska krytykować czy też po prostu wyrażać własną opinię na temat
przywilejów homoseksualistów, na margines życia społecznego. Tak dzieje się już
w krajach zachodniej Europy, gdzie bywa, że za krytykę homoseksualizmu wymierza
się nawet karę wiezienia.
Z raportu wynika, że w porównaniu z pierwszym badaniem nastąpił
kilkuprocentowy wzrost akceptacji dla homoukładów wśród mieszkańców wsi, małych
miast i osób starszych. Mieszkańcy tych terenów są jednak znani z obrony praw
rodziny.
– Tak by się na pierwszy rzut oka wydawało. Ale jak widać oddziaływanie mediów
właśnie w tych środowiskach jest bardziej skuteczne niż w dużych miastach. Tu
poparcie dla homozwiązków było większe przed paradą, a potem spadło. Wynikałoby
z tego, że mieszkańcy miast są bardziej odporni na jednostronną i propagandową
działalność niektórych mediów. Niektórzy mieszkańcy małych miast i wsi są być
może bardziej bezkrytyczni wobec tego typu komunikatów. Ponadto zwróćmy uwagę,
że to właśnie tam większa jest oglądalność popularnych seriali, w których często
pojawia się tzw. pozytywna postać homoseksualisty. Miłego, sympatycznego
człowieka, wzorowego przyjaciela, osoby, która ma takie same prawa do swojego
szczęścia, a która cierpi ze względu na brak praw przysługujących małżeństwu.
Piszemy o tym również w raporcie, podkreślając, iż właśnie w taki sposób
modeluje się postawy społeczne. Propaganda pozytywnego wizerunku homoseksualisty
rozpoczęła się w Ameryce już w latach 50. XX wieku, w literaturze. Dziś podobny
trend jest obecny w Polsce. Cel to doprowadzenie do społecznej akceptacji
homoseksualizmu. A skutek – coraz śmielsze próby wykluczania, a w konsekwencji
także prześladowania "inaczej myślących".
Jaki jest mechanizm działania homolobby?
– Jak piszemy w raporcie, mechanizm działania środowisk homoseksualnych został
nakreślony w artykule, który ukazał się w 1987 r. w ich periodyku: "Mówcie o
homoseksualistach i homoseksualizmie tak często i tak głośno, jak to możliwe, bo
niemal każde zachowanie zaczyna wyglądać normalnie, jeśli stykasz się z nim dość
często w swoim bliskim otoczeniu. (…) Z gejów należy uczynić ofiary
potrzebujące ochrony, przez co heteroseksualiści będą odruchowo skłonni przybrać
rolę obrońcy". Oczywiście organizatorzy tego typu przemarszów jak ostatnia
parada równości starają się przekonać opinię publiczną, że nie stosują żadnej
strategii, że jest to impreza spontaniczna. Opinia publiczna ma słyszeć, że
osoby homoseksualne to ofiary swojego losu, gdyż rzekomo nie miały wyboru i nie
mogły uznać bądź odrzucić swoich "preferencji seksualnych".
Media lansują homoseksualistów wręcz jako ofiary społeczeństwa.
– Wskazaliśmy w raporcie na strategię, że "skoro heteroseksualna większość nie
uznaje cierpienia, jakie czyni osobom homoseksualnym, należy jej to pokazać".
Zdjęcia pobitych homoseksualistów, udramatyzowane opowieści o niepewności swego
miejsca pracy i dachu nad głową, o odbieraniu prawa do opieki nad drugim
homoseksualistą lub dzieckiem oraz o publicznych upokorzeniach. Równolegle
homoseksualiści nie zapominają o budowaniu sobie publicznego poparcia ze strony
gwiazd show-biznesu i polityki, które wypowiadają się o nich ciepło.
Fundacja Mamy i Taty rozpoczęła swoją działalność od wystosowania w maju br.
listu otwartego "Cała Polska chroni dzieci". Podpisali się pod nim profesorowie,
prawnicy, aktorzy, reżyserzy.
– 31 osób zaprotestowało w nim przeciwko postulatowi adopcji dzieci przez
homoseksualistów, co propagowała parada równości. Te osoby to m.in. prof. dr
hab. Andrzej Zoll, reżyser Rafał Wieczyński, socjolog dr Barbara
Fedyszak-Radziejowska, filozof antropolog dr hab. Łukasz Trzciński. Pokazuje to,
że ludzie wywodzący się z różnych środowisk mieli odwagę wygłosić swój pogląd w
tych sprawach i potem go bronić. Część sygnatariuszy listu spotkała się potem z
niewybrednymi atakami w internecie i mediach. Ja również odebrałem po publikacji
listu wiele anonimowych maili i telefonów, które można byłoby potraktować jako
groźby. Jak widać, terror politycznej poprawności jest już bardzo głęboko
osadzony. Dlatego zależało nam na tym, by naruszyć tabu i poprawność, z jaką
traktuje się ten temat.
Raport spotkał się z krytyką homoseksualistów?
– Jak dotąd nie dostrzegliśmy tego. Panuje wymowne milczenie, także ze strony
przychylnych im mediów. Jak widać, kiedy przedstawiane są rzeczowe argumenty i
obiektywne dane, jedni i drudzy nie mają wiele do powiedzenia. Jak wiadomo,
niewygodne fakty najlepiej przemilczeć.
Dziękuję za rozmowę.
