Długi zrzucą na BGK?
Z Januszem Szewczakiem, głównym ekonomistą SKOK, rozmawia Małgorzata Goss
Jakie naprawdę jest nasze zadłużenie w relacji do PKB? Ekonomiści oraz Unia
Europejska szacują je wyżej, a rząd stara się pomniejszać.
– Wiceminister finansów Maciej Grabowski oświadczył, że bez podwyżki stawek VAT
od stycznia dług publiczny przekroczyłby w przyszłym roku 55 proc. PKB, czyli
drugi próg z ustawy o finansach publicznych. To sensacyjne oświadczenie,
zważywszy na fakt, że podwyżka VAT ma dać zaledwie ok. 5,5 mld zł dodatkowych
dochodów do budżetu. To oznacza ni mniej, ni więcej, że od granicy 55 proc. PKB
dzieli nas zaledwie 5,5 mld złotych. Praktycznie jesteśmy na progu. Pięć
miliardów to niewielka kwota przy realnym deficycie sektora finansów publicznych
rzędu 100-120 mld złotych. Dzień wcześniej szef doradców premiera minister
Michał Boni powiedział, że jeśli dług publiczny przekroczyłby 55 proc., to rząd
potrzebowałby natychmiast 40 mld zł, tzn. o tyle musiałby obciąć wydatki lub
podnieść dochody do budżetu. Sprzeczności w tych wypowiedziach wskazują na to,
że coś tu się nie zgadza. Czy od 55-procentowego progu dzieli nas 5 mld zł, czy
40 mld złotych? Wielu analityków ocenia, że już jesteśmy na 55-procentowym progu
ustawowym, a tym, co realnie nam zagraża w przyszłym roku, jest przekroczenie
konstytucyjnego progu zadłużenia, tj. 60 proc. PKB. O ile po przekroczeniu 55
proc. PKB nie można już zwiększać deficytu w kolejnym budżecie, o tyle przy 60
proc. PKB deficyt musi być zredukowany do zera. To oznaczałoby gwałtowne
ściągnięcie cugli, nieobliczalne w skutkach dla społeczeństwa i naszej
gospodarki.
Czy są konkretne przesłanki, które to potwierdzają?
– O tym, że rząd liczy się z tym zagrożeniem, świadczy fakt, że w Sejmie
powstaje komisja konstytucyjna. Ma się ona jakoby zająć kwestią okręgów
jednomandatowych, likwidacją Senatu, ale w mojej opinii to tylko zasłona dymna.
Sądzę, że chodzi raczej o to, aby komisja konstytucyjna była w pogotowiu, gdyby
trzeba było w trybie pilnym usunąć z Konstytucji dyscyplinujące finanse
przepisy. W grę wchodzi zwłaszcza art. 216 p. 5, który mówi, że nie wolno
zaciągać pożyczek ani udzielać gwarancji i poręczeń, w następstwie których dług
publiczny przekroczy 3/5 PKB (czyli 60 proc. PKB). Niewygodny może okazać się
też art. 220 p. 2, który stanowi, że ustawa budżetowa nie może przewidywać
pokrywania deficytu budżetowego przez zaciąganie zobowiązań w Narodowym Banku
Polskim. Szef Rady Gospodarczej przy Premierze Jan Krzysztof Bielecki wyraził
swego czasu opinię, że ustanowienie sztywnego progu zadłużenia w Konstytucji
jest nieżyciowe, bo inne kraje takich progów konstytucyjnych nie mają. Słowem:
stłuczmy termometr, to nie będzie gorączki.
Zmiana Konstytucji nie byłaby łatwa do przeprowadzenia…
– To tylko jeden z rozpatrywanych wariantów. W Platformie powstał także inny
pomysł, polegający na obejściu Konstytucji. Chodzi o projekt nowelizacji ustawy
o Banku Gospodarstwa Krajowego, zgłoszony przez PO. Zakłada on lokowanie w BGK
wszystkich wolnych pieniędzy przez Ministerstwo Finansów i urzędy centralne w
celu poprawienia płynności. Do zdeponowania wolnych środków w BGK nakłaniane też
byłyby samorządy, które dziś trzymają w bankach komercyjnych 23,5 mld złotych. W
tych propozycjach chodzi o to, aby – wykorzystując fakt, że przepływy w ramach
sektora publicznego nie są wliczane do długu – sztucznie obniżyć poziom
skonsolidowanego długu finansów publicznych. BGK mógłby także emitować własne
obligacje, bez gwarancji ze strony Skarbu Państwa, zaciągać kredyty za granicą,
a także obsługiwać centralny rachunek bieżący budżetu państwa. Cel ustawy jest
wyraźnie widoczny: wypchnąć dług publiczny z budżetu do BGK (omijając próg z
art. 216 p. 5 Konstytucji) i finansować zadłużenie poprzez BGK (z obejściem art.
220 Konstytucji, który zabrania tego robić NBP, ale nie bankowi państwowemu,
jakim jest BGK).
Dziękuję za rozmowę.
