Świat potrzebuje ludzi żyjących głoszonymi wartościami

Z o. Maciejem Guzikiem OCarm, rektorem Wyższego Seminarium Duchownego
Ojców Karmelitów w Krakowie, rozmawia Małgorzata Pabis

Papież Benedykt XVI przypomniał w tym roku, że świadectwo życia kapłanów może
stać się impulsem do powołań.

– Dawanie świadectwa autentycznego życia chrześcijańskiego to jedyna droga
dotarcia do ludzi w każdym czasie, także w XXI wieku. Świat nie potrzebuje
nauczycieli, ale ludzi rzeczywiście żyjących głoszonymi wartościami, tzn.
świadków. W Kościele apostolskim w pierwszych wiekach chrześcijaństwa
akcentowano autentyczność i radykalizm wyznawców Chrystusa: "Patrzcie, jak oni
się miłują!" – mówiono. W pierwszej kolejności dostrzegano wzajemne relacje,
świadectwo życia. I to pociągało, zachwycało. Refleksje teoretyczne,
katechizacja, czyli nauczanie, przyszły później. Są ważne, ale nie ma sensu
budować ich na innym fundamencie niż Jezus i świadcząca o Nim autentyczna
wspólnota.
Podobnie jest z powołaniami kapłańskimi i zakonnymi. Kryzys kapłaństwa rodzi się
tam, gdzie pojawia się kryzys wiary Kościoła. Kapłani są tacy, jak środowiska, z
których się wywodzą. Autentyczne życie wiarą, radykalizm ewangeliczny w
codziennym życiu wiernych, a więc Kościoła, zawsze procentują autentycznością i
świętością życia kapłanów, co wyraża się po prostu w świadectwie życia. A to z
kolei jest źródłem umocnienia słabych członków Kościoła i w ten sposób koło się
zamyka. Myślę, że w tym sensie Ojciec Święty Benedykt XVI mówi o zależności
powołań do służby Bożej od świadectwa życia kapłanów.

W ubiegłym tygodniu Ojciec Święty Benedykt XVI po raz pierwszy wystosował
specjalny list do seminarzystów.

– Tak, Ojciec Święty zwraca w nim szczególną uwagę na fakt, że powołanie do
służby Bożej dokonuje się zawsze we wspólnocie i dla wspólnoty. Taki wzór
zostawił sam Jezus Chrystus, który powoływał każdego indywidualnie, ale z
powołanych stworzył wspólnotę apostołów, którzy szli za Mistrzem razem,
poznawali Go wspólnie, wspólnie żyli i działali… Stąd tak wielki akcent
Benedykta XVI na "wspólnotę uczniów", w której i dzisiaj zakorzenione jest
powołanie każdego kapłana. Nie można oderwać, wyizolować żadnego powołania ze
wspólnoty Kościoła, tym bardziej powołania kapłańskiego, które rozwija się we
wspólnocie.

Dlaczego młodzi tak bardzo obawiają się dziś powiedzieć Bogu "tak"?
– Wśród współczesnych ludzi dostrzec można kryzys, który przejawia się m.in. w
niezdolności do podejmowania odpowiedzialnych decyzji. Widać to np. w "życiu
razem na próbę", w niezdecydowaniu młodych co do wyboru szkoły, studiów, zawodu
czy – ogólniej mówiąc – przyszłej życiowej drogi.
Dotyczy to również kandydatów do kapłaństwa. Coraz więcej osób zgłaszających się
do seminariów i zakonów to ludzie mający już 35-40 lat. Jeszcze kilkanaście lat
temu takich "spóźnionych powołań" było bardzo mało. Dzisiaj to się zmieniło.
Powstają więc pytania, w jaki sposób przygotowywać do kapłaństwa takich
dorosłych mężczyzn i jaki model formacji im zaproponować, by ukształtować ich na
dobrych pasterzy.
Poza tym trudno prowadzi się formację duchową kandydatów do kapłaństwa, którzy
są w pełni dorośli. Muszę zaznaczyć, że "dorosły" wcale nie oznacza "dojrzały".
Stąd też staje przed nami problem, czy nie lepiej byłoby formować starszych
kandydatów do kapłaństwa w odrębnych seminariach i przy zaangażowaniu osób do
tego przygotowanych. W seminariach zakonnych formuje się kandydatów nieco
inaczej, a to dlatego, że przygotowywani są oni przede wszystkim do życia
wspólnotowego, gdzie znaczna różnica wieku pomiędzy braćmi jest czymś
naturalnym.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj