SENS BIOETYKI Kiedy dzieci z próbówki są duże i dowiadują się, skąd pochodzą

Gdy wygłaszam prelekcje na temat zabiegów zapłodnienia pozaustrojowego metodą
in vitro, czasem ze strony publiczności pada pytanie o to, czy dzieci z próbówki
mają jakieś problemy psychologiczne, kiedy dorastają. Wiadomo, że grupę tę
charakteryzuje podwyższona zapadalność na różnego rodzaju choroby i zaburzenia,
lecz ich problemy psychiczne nie były dotychczas przedmiotem wielu badań.

Śledzenie losów dzieci urodzonych w wyniku zastosowania innych, pokrewnych
technik, jak np. anonimowego dawstwa spermy, jest możliwe dopiero od niedawna i
badacze odkrywają, że będąc w starszym wieku, dzieci te doświadczają znacznych
trudności w sferze uczuciowo-emocjonalnej. Częstym problemem jest dla nich
uświadomienie sobie własnej godności i tożsamości, niezaspokojona potrzeba
posiadania ojca czy pragnienie zrozumienia powiązań rodzinnych.
Artykuł opublikowany niedawno w internetowej edycji "Slate Magazine" pt.
"Dzieciaki dawców spermy nie mają się całkiem dobrze" opisuje jedno z tego typu
badań i zawiera zmuszające do myślenia wyznania brytyjskiej autorki Christine
Whipp. Panna Whipp, sama poczęta z anonimowo oddanego nasienia, podziela uczucia
wyrażane przez niektórych potomków dawców, uważających się za coś, co cięty w
tonie artykuł określa jako "wybryki natury" lub "laboratoryjne eksperymenty".
Ujmuje to w ten sposób: "Moja egzystencja nie zawdzięczała prawie nic losowości
normalnej ludzkiej reprodukcji, w której dzieci są naturalnym wynikiem wzajemnie
spełnionych relacji pomiędzy dorosłymi, lecz była efektem słownej umowy,
finansowej transakcji i zimnego, szpitalnego wykorzystania medycznej
technologii".
Rosnąca liczba dzieci poczętych w ten sposób instynktownie wyczuwa, że owo
"zimne, szpitalne wykorzystanie technologii" nijak nie przystaje do ciepła i
oddania uosobionego w życiodajnym małżeńskim zbliżeniu pomiędzy matką i ojcem.
Nieobecny ojciec, który anonimowo oddaje nasienie, wymienianie między sobą
środków pieniężnych i bezosobowe środowisko laboratoryjne towarzyszące ich
poczęciu – przywołują na myśl element bycia "wykorzystanym". Trudno przychodzi
takim dzieciom nazwać to, co naprawdę czują i czego doświadczają, co potwierdził
młody chłopak o imieniu Craig, zamieszczając w internecie swój komentarz do
artykułu w "Slate Magazine":
"Zdezorientowanie, które odczuwałem, dorastając, to nie był żaden normalny
mętlik. Nie byłem w stanie nawet zacząć rozumieć tego wewnętrznego niepokoju, aż
do czasu, kiedy dowiedziałem się o swoim pochodzeniu. Radziłbym, że zanim
zaczniecie dawać rady innym na temat tego, jak żyć w rodzinie mieszanej,
dowiedzcie się, jak to jest być dzieckiem, które wie, że coś jest nie tak, ale
zupełnie nie wie dlaczego. Wie, że jest inne… ale nie wie, z jakiego powodu.
Żyjcie z ciągle unoszącym się nad głową znakiem zapytania, bez możliwości
uzupełnienia go słowami, by ułożyć to w pytanie".
Inna młoda osoba w takiej samej sytuacji komentuje z przejęciem: "Jestem efektem
darowanej spermy i muszę powiedzieć, że nienawidziłam dorastać bez taty. Nie
mogę wyznać mojej mamie, co czuję, bo jak byłam mała, powiedziałam jej coś, co
ją bardzo uraziło i zdenerwowało, no i potem próbowała mi wyjaśnić, że przecież
wiele dzieciaków dorasta bez ojców, i zaczęła nawijać, czego to kobiety nie
potrafią i że wiele kobiet wcale nie potrzebuje mężczyzn, i tak dalej. Dlatego
nie ujawniam się więcej z moimi uczuciami. Mogę wam jednak powiedzieć, że na
tyle, co ją kocham, to gdzieś tam głęboko szczerze jej nienawidzę za to, co mi
zrobiła i za myślenie, że miała prawo do zadecydowania o tym, czy ja
potrzebowałam taty, czy nie".
Wszystkie dzieci zasługują na to, by mieć i matkę, i ojca, kiedy dorastają. Nie
powinniśmy świadomie tworzyć sytuacji, w których poczęcie dziecka pozbawia je
jednego z rodziców. Każdemu dziecku należy się też godność poczęcia i przyjścia
na świat w wyniku aktów małżeńskich kochających się rodziców, intymnego, pełnego
uczucia uścisku męża i żony, a nie w rezultacie mieszania w szalkach i
próbówkach.
Ze względu na to, że świadomość naszych ludzkich korzeni jest nam niezbędna do
wyrobienia sobie tożsamości własnej osoby, i ze względu na wrażliwą sferę
poczucia człowieczeństwa, spoczywa na nas niezwykle ważna odpowiedzialność
unikania tworzenia podgrup jednostek, które powstały w sposób inny niż cała
reszta z nas. Nie powinno dziwić, że dzieci poczęte z nasienia anonimowych
dawców mogą być obciążone psychicznie z racji życia w związkach niepełnych lub z
powodu brakujących relacji i poczucia bycia "towarem" lub "przedmiotem" ze
względu na to, w jaki sposób powstały. Tego typu ciemne i moralnie kłopotliwe
aspekty nowoczesnych technik reprodukcyjnych powinny być bardziej dostrzegane i
omawiane w naszym społeczeństwie, gdyż wyzwalają one potężne siły, mające
ogromny wpływ na przyszłość ludzi przychodzących w ten sposób na świat.
 

Ks. dr Tadeusz Pacholczyk
 

Ksiądz dr Tadeusz Pacholczyk otrzymał doktorat w dziedzinie neurologii na
Yale University i kontynuował pracę naukową na Harvardzie. Jest kapłanem
diecezji w Fall River (Massachusetts) oraz dyrektorem do spraw nauczania i
oświaty w Narodowym Katolickim Ośrodku Bioetycznym (National Catholic Bioethics
Center) w Filadelfii. Zob. www.ncbcenter.org.

drukuj